niedziela, 2 czerwca 2013

6. Jestem z Tobą bezpieczna?

Ugryzłam dziada w palce. Odwróciłam się, żeby spojrzeć mu w twarz. To co zobaczyłam wmurowało mnie kompletnie. Ten sapiący mi do ucha facet to mój szef. Sądziłam, że wyszedł. Pomyliłam się. Strasznie napierał na mnie. Czułam jego męskość. Próbowałam się szarpać jednak on był silniejszy.
- Nie wierć się tak – powiedział rozpinając moją bluzkę. – Wiem, że tego chcesz. Widzę jak na mnie patrzysz. – łzy ściekały mi po policzkach a on drugą ręką zaczął dotykać moich piersi. Cały czas miał złowrogi uśmieszek na twarzy. To nie było przyjemne. Robił to z taką zachłannością i szaleństwem w oczach. Nagle było słychać dzwoneczki w drzwiach co oznacza, że ktoś wszedł.
- Zamknięte już. Nie widać tabliczki? – krzyknął w stronę drzwi. Skorzystałam z okazji i kopnęłam go w krocze. Uścisk się poluźnił i zaczęłam się znowu wyszarpywać. Mi się udało jednak moja garderoba szczęścia nie miała. Wypadłam na sklep jak szalona. Na środku stał Marcin. Gdy mnie zobaczył był w szoku. Ja złapałam jakąś kurtkę i torebkę. Łzy płynęły bez jakiejkolwiek mojej kontroli. Nie zwróciłam większej uwagi na poczynania środkowego, ale wydawało się, że zaciska pięści. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia.
- Karina ja tak nie mogę – zanim się zorientowałam on już był w środku. Usłyszałam tylko jak coś ogromnego pada na podłogę. Zaraz po tym wyszedł Marcin i masował dłoń. Przy samochodzie już się poddałam. Usiadłam przy kole i zapaliłam papierosa. Ręce mi się trzęsły a moje serce kołatało. Płacz zamienił się w lament. Brodaty przysiadł się i mnie próbował przytulić. Robił to tak nieudolnie, ale z wielkim uczuciem. Zamknął mnie w swoim uścisku i lekko kołysał. Poczułam się jak mała dziewczynka, która uderzyła się w nóżkę i mama próbuje uspokoić. Takie bezpieczeństwo jak w domu. To ciekawe bo jako małe dzieci sądziliśmy, że dom to twierdza, która obroni nas przed całym złem świata. Teraz tę twierdzę miałam w ramionach Marcina. Uspokoiłam się.
- Pokaż mi tę rękę – powiedziałam uświadamiając sobie, że ta moja twierdza się uszkodziła.
- Nic się nie stało. Trochę boli, ale przestanie.
- Jedziemy do szpitala. Ktoś musi to obejrzeć.
- Nie. Na początku jedziemy na policję. Przecież to była próba gwałtu.
- Wiem, że muszę. To idziemy na deal. Na policję pojedziemy, później od razu do szpitala.
 Zgłosiłam próbę gwałtu, Marcin także złożył zeznania jako świadek zdarzenia. Na pogotowiu powiedzieli, że ręka środkowego jest lekko obtłuczona. I do póki opuchlizna nie zejdzie to nie może trenować. Dostał zwolnienie.
- Jeju Marcin. Przeze mnie teraz nie możesz trenować. – powiedziałam idąc w stronę auta
- Karina uspokój się. I tak wziąłem urlop. Mam trzy dni wolnego. Wydaje mi się, że to nic groźnego. Jakby była taka sama sytuacja zrobiłbym to samo. Nawet nie waż się mieć wyrzuty sumienia. – Przytulił mnie mocno. Ja w podzięce stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek.
 - Dziękuję ty mój bohaterze. – powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. – jedźmy już do mnie bo głodna jestem. Zrobiłam pyszną sałateczkę.
- No jak jest pyszna to chętnie spróbuję. Może jakieś wino do tego?
- To zajedziemy do Tesco. – Marcin cały czas próbował wywołać uśmiech na mojej twarzy. Dzięki niemu pozbierałam się dość szybko i zapomniałam o całym tym zdarzeniu. Dobrze, że przyjechał po mnie. Nie wiem jakby się to skończyło.
Do mieszkania zawitaliśmy około 22. Jednak pod drzwiami spotkała mnie niespodzianka.
- Hania kochanie, co się stało? – zapytałam jak zobaczyłam zapłakaną dziewczynkę na schodach przy drzwiach mieszkania.
- Ciociu ja nie chcę do taty teraz. Mogę zostać u Ciebie?
- Tak rybeńko. To jest wujek Marcin. – mała  spojrzała na niego wielkimi zeszklonymi oczami.
- Wejdziesz z nim teraz do mojego mieszkania, dobrze? – Hanulka tylko pokiwała głową.Bałam się czy będzie chciała z nim zostać. Jednak się udało.
- Ja niedługo będę. – otworzyłam im drzwi i wzięłam siatkarza na stronę – Marcin idę do jej ojca dowiedzieć się kilku informacji. Weź..
- Nigdzie nie pójdziesz sama. Oszalałaś? Po tym co się stało mam sobie spokojnie na ciebie czekać?
- Marcin nie krzycz bo mała się wystraszy. Wojtek, bo tak się nazywa, mieszka w bloku obok. Teraz jestem już czujna. Kochany zajmij ją czymś, w lodówce jest sałatka, chleb w chlebaku. – zanim zniknęłam za drzwiami dałam mu całusa w policzek. Gdy byłam już przed blokiem zapaliłam papierosa i zaczęłam myśleć o tym wszystkim. Wtedy dopiero do mnie dotarło, że zwróciłam się do siatkarza per „kochany” i sprzedałam mu dzisiaj już drugiego całusa. Mam nadzieje, że nie potraktuje tego jak akt desperacji czy coś w ten deseń. Jednak te myśli musiałam odsunąć od siebie i zając się problemem Hani.
Mieszkanie Wojtka było otwarte. W salonie świeciło się lekko jakieś światło. Skierowałam kroki w tamtą stronę i zobaczyłam Wojtka we łzach. Był pijany więc podejrzewam najgorsze. Po wpadce z Jolką nie pił wódki. A właśnie dwie butelki po czystej stały  na ławie.
- Wojtek – powiedziałam lekko. Ten się tylko odwrócił i polał sobie kolejną porcję alkoholu. – Wojtek powiedz mi co się stało? – powiedziałam już bardziej stanowczym głosem.
- A skąd ci to przyszło do głowy? – powiedział z ironią w głosie. Wkurzył mnie tym, chyba sobie nie zdaje sprawy, że jego córki nawet nie ma w domu.
- Pytasz się skąd? Twoje dziecko całe w nerwach znalazłam u siebie pod drzwiami. I ty się mnie pytasz z ironią o takie błahostki? Ty nie pijasz takiej ilości alkoholu. Zastanów się nad sobą bo dziecko się ciebie boi. A teraz idziemy do kuchni. – zaczęłam krzyczeć na niego.
- Nigdzie nie idę. – powiedział i znowu się rozpłakał. – Hania jest u ciebie? Może i lepiej. Wiesz, ze przyszła tutaj?
- Kto? – zapytałam
- Jak to kto? Jolka. Po 7 latach sobie przypomniała, że ma córkę. Chce mi ją odebrać. Podobno nie umiem się nią zająć.
- Wiesz, ze takim sposobem dałeś jej dobry argument? Siedzisz zalany w trupa prawie, dziecko wychodzi a ty nawet nie reagujesz. Idę wezmę jej rzeczy. Ona zostaje u mnie.
- Ona ma taką ulubioną książeczkę. Zawsze nosi ją w plecaczku. – prawie wybełkotał. Weszłam do pokoju Hani i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Na wieszaku w przedpokoju wisiały zapasowe klucze, które pozwoliłam sobie wziąć. Okryłam Wojtka kocem i wyszłam zamykając go aby nie został okradziony.
Szybkim krokiem wróciłam do Marcina i Hani. Siedzieli w dużym pokoju i zajęci byli oglądaniem jakiejś bajki, gdyby nie fakt, że drzwi wejściowe mam na wprost od tego pokoju to pewnie by nie zauważyli mojego powrotu.
- Ciocia! – krzyknęła mała i rzuciła mi się na szyję. Marcin oparł się o futrynę z zadowoloną miną. – Ten wujek jest strasznie duży. Próbowałam go zmierzyć na początku, ale nie starczyło mi linijki. – nie potrafiłam być poważna, choć powinnam, i wybuchłam śmiechem.
- Przepraszam kochanie – zwróciłam się do Hani – ten wujek już taki jest. Po prostu duży. – Marcin tez już nie wytrzymał i razem ze mną zanosił się śmiechem. – A czy ten wujek dał ci cos zjeść? – zapytałam podejrzliwie patrząc na środkowego.
- Tak. Jakąś mamałygę mi nałożył. Nawet dobra była. Jednak poczekałam chwilę aż sam wujek zje.
- Ok. to ząbki myjemy i spać.
Szybko mi poszło uśpienie małej.  Około pierwszej w nocy już byłam wolna.
- Jesteś śpiący?
- Nie, mimo zmęczenia spać mi się nie chce. Masz ochotę na to wino?
- w sumie możemy się napić. Mam nadzieję, że nie będziesz jechał z rana?
- Jak wypijemy to nie. To otwierać?
- No jasne. Chodź do kuchni. Nałożę sobie tej „mamałygi” jak to określił ten mały potworek. – i wybuchliśmy śmiechem. Po chwili musieliśmy się opanować, żeby Hani nie obudzić.
- No i co się dowiedziałaś? – zapytał Marcin przerywając ciszę. Streściłam mu po części o co chodzi mniej więcej w tym wszystkim. I wspólnie stwierdziliśmy, że pójdziemy do wesołego miasteczka, które akurat przyjechało. Hania będzie zadowolona. Już Nawet nie przenosiliśmy się do pokoju. Kuchnia to najlepsze miejsce na rozmowy każdego rodzaju. Wino zaczęło uderzać do głowy. Do tego doszedł papieros.
- Mogę jednego? – zapytał siatkarz, kiedy odpalałam LD mentolowego
- Tak jasne. – podałam mu paczkę. – od kiedy palisz?
- Nie palę. – odpowiedział całkiem poważnie -  no co tak patrzysz, od czasu do czasu zapalę a nie cały czas, jak ty. – i posłał mi kuksańca między żebra. Nie byłam mu dłużna. Biedny nawet odpalić papierosa nie mógł. – Poczekaj jak skończymy. Życia już nie masz.
- Chyba żartujesz. Dziecko śpi za ścianą a tobie się wygłupów zachciewa – powiedziałam śmiejąc się.
- Masz szczęście. Jeszcze się z tobą policzę. A tak nawiasem mówiąc może pojedziecie do mnie. Ja przekażę zwolnienie lekarskie trenerowi. Oderwiecie się od tego wszystkiego co się tu wydarzyło.
- Nie, Marcin. Już i tak dużo zrobiłeś. Przeze mnie nie możesz grać. A jak cos się stanie podczas przejazdu do Kędzierzyna? – zaczęłam jęczeć.
- Karina, nie zaczynaj. Tłumaczyłem ci, że zrobiłbym to jeszcze raz. I nie zakładaj od razu najgorszego. Ty ciągła optymistka takie rzeczy wygadujesz?
- A skąd niby wiesz, że ciągła optymistka? – zapytałam zaciekawiona.
- Oglądałem twoje zdjęcia na laptopie – powiedział zawstydzony – No i znalazłem trochę zdjęć swoich i moich kolegów – dodał już całkiem rozbawiony
- Ej, kochany mój kolego – powiedziałam oburzona gasząc fajkę – nie zapędziłeś się? Rozumiem miałeś pozwolenie na odpalenie kompa, ale nie na przeglądanie zdjęć. – znowu dostał kuksańca
- Kochana koleżanko, razem z Hanią woleliśmy oglądać twoje zdjęcia niż bajki. Przynajmniej rozładowałem napięcie. Mała była rozbawiona.
- Dobra niech wam będzie i tak już to zrobiliście. Na szczęście nie zdjęcia były ocenzurowane – puściłam mu oczko. – o ja cie. Już druga. Panie Marcinie zapraszam pana do salonu. Przygotuję spanie – powiedziałam udając kamerdynera.
- Jakubie sam mogę to uczynić – odpowiedział siatkarz i wybuchliśmy śmiechem.
- Cśiiii, Hania. – dodałam z wyrzutem. – to dam Ci pościel tylko.
- A musimy iść spać? Mamusiu jeszcze troszeczkę – powiedział udając małe dziecko
- Chcesz iść jutro do tego wesołego miasteczka? To trzeba mieć na nie siły. Już, do pokoju marsz. – odpowiedziałam jak matka i już mało brakowało, żebym znowu wybuchła śmiechem jednak się powstrzymałam.

Zostawiłam mu zapaloną lampkę i sama poszłam do swojego pokoju, gdzie smacznie spała Hania. Na szczęście się nie rozbudziła. Sen miałam niespokojny. Śniła mi się twarz mojego szefa, Arek i w dodatku załamany Wojtek. Widziałam i słyszałam we śnie Hanię zanoszącą się płaczem jakby to się działo na prawdę. W pewnym momencie wszystkie te złe chwile się ulotniły, Hania się uspokoiła i mój sen był odpoczynkiem. Poczułam się jak w domu. W swoim małym łóżeczku. Gdy się obudziłam zobaczyłam, że śpi z nami Marcin. To dlatego miałam wrażenie, że jestem w domu.
- Hej Marcin.. – lekko dotknęłam jego policzka. On nawet się nie ruszył. Postanowiłam jakoś przez niego przejść. Gdy próbowałam go nie obudzić, nieświadomie dźgnęłam go łokciem. Sorka, ale wygrzebać się z jego ramion było mi ciężko..
- AUĆ! – syknął.
- Przepraszam. – szybko odpowiedziałam i wyszłam z pokoju.
- Zawsze wstajesz tak wcześnie? – zapytał wchodząc za mną do kuchni.
- No tak. A ty zawsze dokładasz się do łóżka komuś?
- O co ci chodzi?
- No a jak myślisz? Bałeś się sam spać w pokoju? Było powiedzieć wcześniej, kanapa jest większa niż moje łóżko.
- W nocy Hania płakała a ty cała trzęsłaś się i byłaś mokra. Chciałem was przenieść. Hania szybko się uspokoiła, z tobą tak łatwo nie poszło i przycupnąłem na skrawku. Jednak jakoś się zmieściliśmy.
- Faktycznie miałam zły sen i myślałam, że płacz Hani mi się śni. Przepraszam. Jestem rozdrażniona.
- Rozumiem. Po tym co przeszłaś się nie dziwię. – przytulił mnie. Z tego stanu wyrwała nas Hania, tóra roześmiała się gdy nas zobaczyła.
- Ciociu ty masz piżamę tego wujka czy wujek ma twoją?
- Nie kochanie wujek ma swoją a ja swoją – uśmiechnęłam się i pokazałam jej spodenki. Faktycznie Marcin miał tylko dół a ja miałam za dużą koszulkę. – chodź ubierzemy się i zrobimy śniadanie.
- Ciociu czy wujek to twój chłopak? – zapytała mnie mała jak byłyśmy już w pokoju.
- Nie, to jest mój przyjaciel. Jeśli będzie moim chłopakiem to na pewno się  tym dowiesz pierwsza. A teraz trzeba się ubrać i mamy niespodziankę dla ciebie.
- Niespodziankę? – zapytała zadowolona – lubię niespodzianki.
- To dobrze. – uśmiechnęłam się do niej.
                Szybko się ogarnęliśmy i zjedliśmy śniadanie. Hania nie mogła się odczekać niespodzianki. Na nasze szczęście niespodzianka się udała. Mała była zadowolona. Marcin bardzo dobrze się z nią dogaduje. W ogóle cały nasz wypad do wesołego miasteczka się udał. Kiedy chciałam się zbierać już do domu okazało się, że Marcina nie ma. Dzwoniłam, ale nie odbierał. „No cóż – pomyślałam – jest dużym chłopcem. Trafi.” Przespacerowałyśmy się same. Hania nie domagała się spotkania z Wojtkiem. Z resztą wytłumaczyłam jej, że tata musi teraz odpocząć i nie można mu przeszkadzać.
Wchodząc do bloku wpadłyśmy na Marcina.
- Kiedyś ty się zmył?
- Już jakiś czas temu, poszłyście na watę cukrową. Idź tylko spakuj się, Hani rzeczy już są w samochodzie.
- Jak to? – zapytałam zdezorientowana.
- Tak to. Jedziemy do Kędzierzyna.
- A tatuś nie będzie krzyczał? – zapytała znienacka Hania.
- Zaraz zadzwonimy i się dowiemy. – byłam zła na Marcina, że postawił mnie przed faktem dokonanym. W dodatku Hania chyba chciała jechać. Musiał jej coś obiecać, tak mi się wydaje.
Wojtek nie miał nic przeciwko. Nawet pochwalił pomysł Marcina. Tak więc wyruszyliśmy do Kędzierzyna Koźle. Droga minęła nam spokojnie. Hania usnęła, mnie też sen morzył.
- Śpiochy wstajemy, jesteśmy już na miejscu. – poczułam lekkie muśnięcie po policzku.
- A tak dobrze mi się spało – przeciągnęłam się i wyszłam z auta. Marcin obudziła takim samym sposobem i Hanię. Ma podejście do dzieci.
- Wujek a kiedy poznam tych ogromnych ludzi, o których mi opowiadałeś? – zapytała Hania. Już teraz wiem co jej obiecał.
- Marcin kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć? – zapytała dociekliwie nie pozwalając mu odpowiedzieć Hani.
- Ojeju Karina nie denerwuj się. Kiedyś mi opowiadałaś, że chciałaś poznać moich kumpli. Więc korzystaj.
- Naprawdę tak ci mówiłam?
- Naprawdę. Mówiłaś, że znasz większość siatkarzy z PW, ale takich sław jak są w ZAKSIE to jeszcze nie było Ci dane poznać. – uśmiechnął się od ucha do ucha, a ja nadal nie wiedziałam kiedy miała miejsce ta rozmowa. – Ja cie Karina, nie pamiętasz? To było na twojej imprezie urodzinowej. Pomyśl, że to jest dodatkowy prezent urodzinowy. To co dałem ci na prezent to był żenujący pomysł. Powinienem się bardziej postarać.
- Dobra, nie wracajmy już do tej imprezy. Chociaż był incydent to było super.
- Kto to jest ten cedent? – zapytała Hania przysłuchująca się naszej rozmowie. My się tylko uśmiechnęliśmy i już miałam jej wytłumaczyć jednak Marcin mnie wyprzedził.
- Incydent to nie miłe zdarzenie, które przynosi niekorzystne skutki. Na szczęście nie zapada w pamięci.
 - Aha. To lepiej, żeby te incydenty się nie zdarzały. – odpowiedziała i wzięła Marcina za rękę. – idziemy?
- Tak idziemy, tylko wezmę nasze torby. – Marcin wziął torby i Hanię na barana, ja musiałam tylko operować kluczami.
Gdy weszliśmy do lokum brodatego całkowicie oniemiałam. Barwy ścian były tak starannie dobrane, że czuło się wewnętrzny spokój. Kuchnia była w pewnym sensie połączona z salonem, te dwa pokoje przedzielone były wyspą. Marcin wskazał nam nasz dotychczasowy pokój a sam skierował się do swojej sypialni.
Nie wiem o której oni mają te treningi, ale jak tylko nam objaśnił co i jak to zniknął. My zajęłyśmy się sobą. Wyjęłam laptop, który zawsze mam przy sobie, załączyłam muzykę i szalałyśmy w rytm piosenek Earth, Wind & Fire.




Oki sorki za tak długą nieobecność, po prostu tworzyłam na nowo to co już kiedyś powstało. Próbuję dostosować się (poprawić) do każdej krytyki. Raczej się nie załamuję.

niedziela, 10 marca 2013

5. Nie chwal dnia przed zachodem słońca.


Mark spojrzał na mnie i powiedział – Karina, Today is the day of your birthday so it's a surprise for you. My gift for you is a private concert. I know you're our fan, so I agreed to come here today. All the best. - Na mojej twarzy banan był w wersji XXL a łzy szczęścia ściekały po policzkach. Co jak co, ale zapomnieć o swoich urodzinach? To tylko ja potrafię. Mark podszedł do mnie a w między czasie dwóch pozostałych z zespołu się stroiło. Foster złożył mi życzenia, ja grzecznie mu podziękowałam. Zaraz po nim pojawili się Marlena, Pamela, Piotrek, Krzysiek i Michał z Antkiem.
- Podoba Ci się niespodzianka? – zapytał Michał.
- Podoba i to bardzo. – ucałowałam jednego i drugiego w policzek. Michał i Antek to jedni z tych znajomych, którym ułożyło się życie zawodowe. Jeżdżą po świecie i występują na scenach obok gwiazd takich jak Bruno Mars czy Kings of Leon. Ciekawe co musieli zrobić aby ściągnąć tu, do Polski mój ulubiony zespół.
- Powiedzcie jak wam się to udało, no i jak bardzo musieliście kombinować aby mieć wolne?
- Oj Karina, łatwo nie było – wyszczerzył się Antek – a tak naprawdę to już od roku mieliśmy zaplanowaną te imprezę. Niestety tylko miejsce musieliśmy zmienić gdyż się wyprowadziłaś. Pamela z Marlena nam pomogły.
- Dziękuję wam kochani – jeszcze raz dostali całuska – a teraz przepraszam idę podziękować dziewczynom.
- Spoko, ale czekamy aż się z nami napijesz. – uśmiechnął się Michał.
- ok, znajdę was – i już kierowałam się w stronę dziewczyn.
                Impreza była przednia. Foster the People zaprezentował swoje największe hity i zeszli ze sceny. Dalszą część prowadził już DJ klubu. Nagle zobaczyłam Arka. Nie to nie może być prawda. Co on tutaj robi? Czy nie widzi, jak dobrze się bawię? Musi mi to psuć?
- Co tutaj robisz? – zapytałam gdy podszedł do mnie.
- Bawię się i chciałem złożyć ci życzenia. – powiedział pewny siebie.
- Dziękuję za życzenia a teraz muszę cię opuścić. – Jednak ten nie dawał za wygraną i złapał mnie za nadgarstek tak mocno, że musiałam się zgiąć w pół.
- Ała. To boli. Puszczaj. To jest moje święto i nie psuj mi go. Proszę. – próbowałam się wyrwać ostatkami sił.
- A wysłuchasz mnie czy nadal będziesz udawać, że wszystko jest w porządku. Czytałaś list?
- Tak czytałam. Dowiedziałam się co o mnie myślisz. A teraz prosisz o rozmowę? Śmieszny jesteś – prychnęłam mu prosto w twarz. Ten jeszcze mocniej mnie ścisnął.
- Wszystko w porządku? – Uff Marlena, dzięki Bogu.
- Nie, chce z nią porozmawiać i się nie wpierdalaj – teraz szarpnął mną z całej siły.
- Przepraszam, ale ona nie ma ochoty z tobą rozmawiać. – Nie wiem jak, ale nagle pojawił się Marcin. Objął mnie w pasie. Ja wtedy poczułam się bezpiecznie. Uwolnił mnie także z uścisku Arka. – Chodź kochanie, nie dałem ci jeszcze swojego prezentu. – Wow, takiego wyjścia z sytuacji bym się w życiu nie spodziewała. Arka spojrzenie jakby mogło to zabiło by nas na miejscu. Marlena stała osłupiała jak i ja.
- Już się pocieszyłaś? – wycedził Arek.
- Nie tak szybko jak ty. – i odeszliśmy od wściekłego Trecha.
                Marlena jak tylko się otrząsnęła zaczęła mnie przepraszać. Tłumaczyła, że impreza była zaplanowana już dawno i nikt się nie spodziewał, że Arek mnie zdradzi i będzie miał tupet aby się pokazać po tym wszystkim. Zapewniłam ją, że nic się nie stało i odwróciłam się, żeby podziękować mojemu wybawicielowi. Jednak nie było mi to dane bo zniknął tak szybko jak się pojawił. Poszłam więc do baru zamówiłam kilka drinków i wypiłam duszkiem. Lekko wcięta postanowiłam jeszcze zapalić papierosa. To jest moja ucieczka. Przy papierosie czuję się wyjęta z tego świata, liczy się cisza i delektowanie się tym dymem.
Jeden papieros to za mało. Musiałam przemyśleć to co się wydarzyło w środku. Właśnie zaczynałam trzeciego fajka jak wyszedł z klubu Marcin. Głupio mi się zrobiło.
- Palenie szkodzi – powiedział.
- Jestem tego zdania, że złego diabli nie biorą a na coś umrzeć trzeba – powiedziałam swoją stałą śpiewkę – Dziękuję za uratowanie mnie od tego cymbała – lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co. Właściwie przyszedłem tu na obiecaną kawę jednak o tej porze to chyba będzie zbyt absurdalne – powiedział pokazując swoje zęby.
- Fakt, pierwsza w nocy to nie czas na kawę. A skąd ty w ogóle wiedziałeś, że tu będę? – pijana potrafiłam być bezpośrednia.
- Byłem akurat dziś w galerii i zobaczyłem, jak stałaś w kolejce do kasy. Twoja znajoma była przed i rozmawiała z kimś przez telefon. Mówiła, że zaciągnie ciebie tutaj nawet siłą. Nie sądziłem, że to w związku z twoimi urodzinami. – było widać zakłopotanie na twarzy dwumetrowa. Na moje szczęście przykucnął przy mnie dzięki czemu nie mogłam się nabawić później bólu szyi.
- Nie ma sprawy. Może to zabrzmi dziwnie, ale sama zapomniałam o swoich urodzinach. – czułam jak rumieńce, które pojawiły się na mojej twarzy wraz z jego przybyciem , palą co raz bardziej. Papieros już dawno wylądował w popielniczce a nam rozmowa się nie kończyła. Dowiedziałam się co on w ogóle tutaj robi, dlaczego nie jest w Kędzierzynie. Opowiedziałam mu historię związaną z Arkiem i Wojtkiem, nie wiem dlaczego. On w zamian opowiedział mi swoje życie prywatne. Nagle wyszła Pamela.
- Karina, kurde tyle Cię szukałam, chodź.- i już mnie porwała do środka. Chyba nie zauważyła siatkarza, który kucał obok mnie.
-Przepraszam, ale muszę…  - tylko tyle zdążyłam powiedzieć w jego kierunku i już byłam wśród roztańczonych imprezowiczów.
                Drinki lały się jeden po drugim. Michał z Antkiem musieli wyrwać się zaraz około drugiej. Mark z chłopakami też zmyli się zaraz bo musieli wypocząć. Foster na pożegnanie mnie wycałował i zaprosił na koncerty. Jego koledzy także. Mili chłopcy, ale nie są przyzwyczajeni do takiego picia. Marcin siedział cały czas w miejscu zaciemnionym i podnosił rękę z drinkiem na znak picia za moje zdrowie i przesyłał mi swoje najpiękniejsze uśmiechy. Nie wiem jak mu się udało siedzieć i nie rozdawać autografów. Przecież jego nie da się nie zauważyć. Krzysiek znalazł sobie dziewczynę i bez mojej pomocy. Tą dziewczyną okazała się moja dawna znajoma ze studiów. Było tyle znajomych. Nie wiem czy ze wszystkimi zdążyłam zamienić chociaż słówko. Pewne jest to, że dziewczynom dziękowałam chyba ze sto razy. Osiemnasty listopad to był mój dzień relaksu i wielkiego świętowania.

- JEJU..!! Dlaczego tak jasno jest? – krzyknęłam, czego zaraz pożałowałam. Marlena zdzieliła mnie w ramię. A głowa pulsowała z bólu. Nie trzeba było tyle pić.
- Co chcesz na śniadanie? – spytała Marlena.
- Jakie śniadanie – spojrzałam na zegarek – chyba już późny obiad. Zobacz – pokazałam jej, że dochodzi piętnasta – A po drugie to woooody… - i poszłam do kuchni. Na szczęście miałam zapasy mineralnej.

O dwudziestej przyszła Pamela
- A gdzie Piotrka zgubiłaś? – zapytała Marlena
- Biedactwo siedzi jeszcze na uczelni, na szczęście miał na dwunastą to trochę pospał.
- Kac go nie męczył? – tym razem to ja zapytałam.
- Nie, on symbolicznie jednego wypił za Twoje zdrowie. No i był wstanie ogarnąć wszystko. Zabrał prezenty jakie wczoraj dostałaś.
- No i gdzie one są? – zapytała zaciekawiona bo zapomniałam o nich i to na pewno przez alkohol.
- Później Piotrek z nimi przyjdzie.
Godzinkę później pojawił się i Piotrek. Miał ze sobą kilkanaście torebeczek różnej wielkości i mały torcik. Odśpiewali mi ciche „sto lat” (kac morderca nie chciał ustąpić), które wcześniejszej nocy było śpiewane wielokrotnie.
- Dobra starczy już bo jeszcze przeżyje wasze wnuki. – zaśmiałam się.
To była skromna powtórka wczorajszej imprezy tylko zakrapiana soczkiem grejpfrutowym. Rozpakowałam prezenty. Dostałam dwie piękne chustki, bieliznę koronkową (to sprawka Marleny), ramkę ze zdjęciem paczki ze studiów, kubek ze zdjęciem dziewczyn z chóru, kilka zwykłych kubków. Ostatni prezent to ramka ze zdjęciem Marcina Możdżonka? I dedykacja? Na odwrocie była przyklejona mała karteczka. Wzięłam i przeczytałam. „Nie wiedziałem co mógłbym Ci dać jako prezent. Mówiłaś, że jestem Twoim idolem. Do głowy wpadło mi tylko to. Jakbyś chciała kiedyś jeszcze pogadać lub umówić się na tę nieszczęsną kawę, masz mój numer. Marcin” Naprawdę mówiłam mu, że jest moim idolem? Nie pamiętam tego… Jednak miło mi się zrobiło jak to przeczytałam.
- To prezent od MARCINA MOŻDŻONKA???? – zapytała ze zdziwieniem Pamela.
- No tak.
- To się El Kapitano nie postarał. Tylko zdjęcie z autografem. – marudziła Melka.
- Mi się podoba, a po drugie nie wiedział, że to moja impreza urodzinowa.
- A właściwie to skąd on wiedział? – Włączyła się Marlena.
- Bo tak cicho rozmawiałaś przez telefon w galerii.
- Tak, wy kobiety rzadko kiedy rozmawiacie cicho – wtrącił Piotrek za co dostał w ramie od Pameli.
- Dobra, dobra. A skąd to wiesz? – Marlena musiała wiedzieć wszystko.
- Powiedział mi.
- A kiedy ty z nim niby rozmawiałaś? – Pamela nie mogła uwierzyć.
- Po całej tej akcji z Arkiem jak poszłam na papierosa. Gadaliśmy długo o wszystkim i o niczym.
- Jak to, jak poszłaś na fajka? Przecież byłam po ciebie.
- No właśnie byłaś i go nie zauważyłaś. Kucał obok mnie. – wszyscy zaczęli się śmiać z Pameli.
- Oj bo tak szybko cię chciałam do środka wciągnąć – tłumaczyła się Brądek.
- Kotek przyznaj się, ile wypiłaś? – zapytał Piotrek i objął Melkę w pasie.
- Wystarczająco dużo by nie zauważyć faceta mierzącego dwa metry – odpowiedziała za nią Marlena w odzewie zobaczyła język Pameli.

                Już minął miesiąc. Marlena wróciła do Anglii, Pamela z Piotrkiem ostro studiowali. Wieczory spędzałam samotnie, przy telewizji. Niekiedy odwiedzałam Wojtka i jego Hanię. Polubiłam tą małą, ona z resztą mnie też. Narysowała mi ostatnio laurkę na mikołajki. Z Marcinem spotkałam się dwa razy. Lubię się z nim widywać. Później zawsze uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Ostatnio nie mam czasu na spotkania. Znajoma zaproponowała mi pracę u siebie jednak musiałam zrobić kurs pedagogiczny. Jestem właśnie w połowie, z obecnym szefem umówiłam się, że do końca roku jeszcze będę mogła pracować.

20 grudzień godzina dwudziesta. Dzwoni mój telefon.
- Witaj brodaty, co tam?
- Hej. Co robisz jutro?
- Pracuję na drugą zmianę, a co?
- Oj bo jakoś wydaje mi się, że będę się nudził.
- Tak? I co w związku z tym? – uśmiechnęłam się mimowolnie
- Może bym Cię odwiedził? O której kończysz?
- Sklep zamykamy o osiemnastej. Więc koło dziewiętnastej będę wolna.
- No to zajadę po ciebie. Gdzie masz ten sklep?
- Naprzeciwko galerii. Tylko uważaj żeby mój szef ciebie nie zauważył. Ma dziwne fobie i nie lubi jak ktoś, a w szczególności mężczyźni, kręci się po sklepie po zamknięciu.
- To poczekam na zewnątrz, albo dasz mi znać czy szef jeszcze jest. – czułam, że się uśmiechnął. Sama zresztą miałam uśmiech od ucha do ucha.
- Dobra to jesteśmy w kontakcie.
- Do jutra, Rudzielcu.
- Pa.
                Tak więc z uśmiechem na twarzy włączyłam muzykę i przetańczyłam cały wieczór. Nie mogłam się doczekać. On jest moim idolem. Wspaniały zawodnik i człowiek, czego chcieć więcej.  Trochę się opuściłam w wiedzy siatkarskiej. Siatkówka to moje hobby tak jak i muzyka. Ostatnie dni układały mi się naprawdę cudnie.
Rano ogarnęłam mieszkanie, przygotowałam się trochę na wieczór. Zrobiłam sałatkę na kolację bo nie będę ciągnęła Marcina do restauracji. Sama zresztą będę po pracy więc nie będę miała ochoty wychodzić. Tak więc postanowiłam zaprosić go do siebie. Musiałam posprzątać. Kurzu się nazbierało. O czternastej zaczynała się moja zmiana. Klientek było niewiele. Przed zamknięciem zjawił się szef.
- Jak Karina dzisiejszy utarg?
- Na mojej zmianie nie ciekawie. Było kilka klientek jednak nic nie kupiły.
- Przed świętami tak zawsze. – zaczął liczyć pieniądze jakie w kasie utargowała moja poprzedniczka. – to zamknij i widzimy się jutro.
- Spoko szefie. – uśmiechnęłam i się i zaczęłam pisać sms’a  do Marcina, że droga wolna.
Zaczęłam sprzątać kantorek. Nagle ktoś zasłonił mi usta i przycisnął do ściany. Nie mogłam zobaczyć kto to bo byłam odwrócona plecami.



                                                                                                                         
no i jak wam się podoba??
mam nadzieję, że będę się wyrabiała i wstawiała rozdziały systematycznie.
Zapraszam do czytania i komentowania. :)

sobota, 2 marca 2013

4. Czas zmian.


Zadowolona Pamela siedzi przy moim prowizorycznym stole. Pije sobie kawę beztrosko. Nawet nie zwróciłam uwagi co ona do mnie mówi. Jestem w szoku.
                Cwaniara zadzwoniła do mnie abym się przygotowała. Jednak takiej niespodzianki się nie spodziewałam. Moja kuchnia była okupowana przez moją kochaną siostrunię. Marlena mnie przytula jedną ręką a w drugiej trzyma drewniana łopatkę. Jak zwykle przygotowuje swój specjał. Kurczak a raczej pierś kurczaka z warzywami na patelni i sosem słodko – kwaśnym. Mmm pycha! Na studiach często gotowała chyba, że zupę pomidorową.
- No i co? – pyta Marlena z szerokim uśmiechem na twarzy – Aż tak szybko się mnie nie spodziewałaś – i puściła oczko do Pameli. Czułam, że to jej sprawka. Zapomniała o najważniejszym, miałam jechać do Konrada i Eweliny w ten weekend. Oczywiście byłam zadowolona, iż Marlena odwiedziła moją swego rodzaju pustelnię.
                Pamela zauważyła moje zakłopotanie. Poprosiłam ja na chwilę do pokoju.
- Melka jestem ci wdzięczna za troskę. Jednak kochana mam teraz kłopot.
- Niech zgadnę, chodzi o Ewelinę i Konrada? – zapytała z pewnością siebie.
- Tak, o to mi chodzi. W ten weekend miałam ich odwiedzić.
- Nie martw się. Wszyscy leżą w łóżkach chorzy. Zanim dowiedziałam się, że Marlena jest w Polsce, zadzwoniłam do Eweliny. Spokojnie twój problem jest już rozwiązany. – odetchnęłam z ulgą jednak martwiłam się o przyjaciółkę.
                Obiad jak zwykle był pyszny. Odzwyczaiłam się od przysmaków kulinarnych Marleny. Ona zaś opowiedziała jak jej się żyje w Anglii, co słychać u jej męża i bliźniaków.
- A co tam u ciebie i Arka? – no tak to pytanie paść musiało. Najwidoczniej Pamela jej wszystkiego nie powiedziała. Chyba, że Marlena próbuje wydusić ze mnie coś więcej niż powiedziałam Pameli.
- U mnie wszystko ok. Jakoś sobie radzę. Arek też chyba ma się dobrze, zresztą mało mnie to obchodzi. A tak dla twojej wiadomości, jak Pamela jeszcze nic ci nie pisnęła, ja i Arek to przeszłość . Nie pytaj o nic. – nadal było ciężko mi z tym wszystkim, więc pora zmienić temat. –Mam ochotę na lody. Co wy na to? Idziemy do galerii?- odwróciłam się i poszłam szukać czegoś na przebranie, wygodnego. Czułam, że taka dawka informacji Marleny nie zaspokoi. Zawsze zwracała uwagę na detale.
                Siedzimy i ze smakiem zajadamy się lodami. Miałyśmy jeszcze zamówić kawę a Marlena nadal drąży temat.
- Karina, powiedz chociaż co się stało? Byliście taką zgraną parą. Rzadko kiedy się kłóciliście. Może da się to jeszcze naprawić.
- Co naprawić? Tu nie ma co naprawiać. Skurwiel mnie zdradził, z resztą złapałam go na ostrym numerku w jego mieszkaniu do którego miałam klucze. – Marlena otworzyła usta ze zdziwienia – Dziwne co? Niby tacy idealni a tu proszę. Okazało się, że to nie pierwszy raz. – powiedziałam to w końcu. Chyba mi ulżyło. Już nie czułam smutku tylko wielką złość, że dałam się tak zwodzić za nos tyle czasu. W tym momencie jestem nawet wdzięczna losowi, że wydało się to zanim wzięliśmy ślub. Wyobrażacie sobie co by było jakbym była szczęśliwa z mojego „mężusia” i nagle pojawiłaby się jakaś panna z dzieckiem twierdząca, iż Arek jest jego ojcem. Dobra wracam na ziemię to już za mną. A Marlenie więcej już nie trzeba było. Teraz zaspokoiłam jej ciekawość. – Tylko w domu nic nie mów. Wiesz co babcia ze mną zrobi jak się dowie.
- Dobra nic się nie martw.

                Z racji iż Pamela chciała przypomnieć sobie jakieś informacje na jutrzejsze kolokwium wzięłyśmy kawę na wynos. Przy okazji obejrzałyśmy wystawy. Mnie zaintrygowała przepiękna czarna sukienka na grubych ramiączkach. Niby prosta, ale miała cos w sobie. Niestety wypłaty jeszcze nie dostałam. Nagle zorientowałam się, że dziewczyny są już praktycznie w drzwiach wyjściowych. Odwróciłam się z impetem i…
- Kurwa mać!! -  cała kawa znalazła się na mojej kurtce, no może nie cała bo część wylała się na kogoś sporych rozmiarów. Zadzieram głowę do góry i widzę tę uwielbianą przeze mnie brodę. – Przepraszam – prostuję i zaczynam szukać chusteczek. – Naprawdę tak mi przykro – zaczyna brakować mi słów. Dziewczyny w końcu oprzytomniały. Jednak gdy zobaczyły jak się jeszcze bardziej pogrążam zaczęły się śmiać. Mój wzrok wtedy posyłał im pioruny a na policzkach pojawiały się rumieńce.
- Nic się nie stało – lekko się uśmiechnął, a ja rozpłynęłam się na dobre.
- Może dasz mi tę bluzę, oj sorry, może pan da mi tę bluzę – nie mogę się wysłowić – spróbuję tzn. moja pralka, trzeba to zaprać bo plama będzie. Więc musze do łazienki z bluzą, bo najlepiej to zrobić od razu. Zaprać. Mówiłam, że plama może zostać?
- Dobra nic się nie stało – teraz to już musiał mieć totalna polewkę z mojego roztargnienia – Marcina jestem – wyciągnął swoją dłoń w moją stronę.
- Tak wiem – mówię nieśmiało się uśmiechając, musiało to komicznie wyglądać. W międzyczasie przełożyłam pusty kartonowy kubeczek – Karina – uścisnęliśmy swoje dłonie i pozwoliłam sobie spojrzeć w jego oczy.
- No tak. – teraz to on się zmieszał – O bluzę się nie martw. Poradzę sobie, ale kawę jestem ci winien
- Nic się nie stało. Za dobra nie była. – cały czas trzymał moją dłoń. Uśmiechnęłam się tym razem przepraszająco i powiedziałam – przepraszam jeszcze raz za to – wskazałam na plamę – Muszę już iść. – Odwróciłam się choć łatwe to nie było i odeszłam w stronę dziewczyn. Marlena prawie leżała ze śmiechu a Pamela zbierała szczękę.
- Nic nie mówcie – powiedziałam gdy do nich podeszłam
- Czy ty wiesz…
- Tak wiem. – przerwałam Pameli, która z trudem dochodziła do siebie. Mi nogi nadal się trzęsły. Wyszłyśmy z galerii i wtedy razem z Marleną wszystkie trzy śmiałyśmy się z tego co stało się w środku. W takim humorze wróciłyśmy do mieszkań.

- Marlena, wiesz, że Arek odesłał mi moje wszystkie rzeczy jakbym to ja była winna temu wszystkiemu. Próbował nawet jakichkolwiek negocjacji. – powiedziałam przy naszej wieczornej herbacie – To znaczy na początku się zapierał. Byłam nieugięta. Później zwrócił te nasze wspólne zdjęcia i prezenty ode mnie. A i list jakiś naskrobał.
- No i co w nim pisał? Niech zgadnę „to jednorazowy wyskok”, „nawet tego nie chciałem”, „samo wyszło” – Marlena idealnie naśladowała jego głos
- Nawet go nie czytałam.- powiedziałam.
- A jak myślisz humor ci się przeczytasz jego wypociny?
- Nie wiem. Wiesz zawsze lubiłam jak się mężczyźni tłumaczą. Dawaj to pudło.
- A gdzie jest? – zapytała Marlena
- W szafie na samym dnie, gdzieś w kącie.
- Masz. Ja idę się umyć. Jakby co to wiesz gdzie jestem. – lekko się uśmiechnęłam.
List faktycznie lekko mnie rozbawił. Zdziwiłam się bo sądziłam, że będę płakać. Takie rzeczy wypisywał a ja się śmiałam. Może z jego wyobraźni. Nie wiem. 


Już miesiąc minął odkąd Marlena u mnie jest. Co prawda bywała w domu rodzinnym, jednak nigdy nie czuła się tam dobrze. Budzik dzwonił a ja miałam ochotę przeleżeć cały dzień w łóżku.
- Hej Reginka. – powitała mnie Marlena wchodząc do pokoju. Tylko ona mnie nazywała Reginą, zawsze śmiejemy się przy tym. – Powiedz mi, dlaczego ustawiłaś budzik? Przecież masz dziś wolne.
- To co proponujesz? Ja szczerze mówiąc zostałabym tu – pokazałam mój skromny pokoik i obie wybuchłyśmy śmiechem.
- Na razie to chodź na śniadanie a później mam dla ciebie coś extra. – powiedziała Marlena z cwaniackim uśmiechem, a ja wiedziałam, że nic z niej nie wyciągnę chociażbym błagała na kolanach.
                Po śniadanku ruszyłyśmy w miasto. Okazało się, że Marlena załatwiła na dziś fryzjera , kosmetyczkę i pobyt w Spa.
- To co robimy z włosami? – zapytała fryzjerka
- Kolor na pewno zmienimy, znudził mi się ten blond – powiedziałam zastanawiając się jaką barwę wybrać – może rudy.
- Karina zawsze chciałaś mieć dredy, może spróbuj. – powiedziała Marlena z sąsiedniego fotela.
- No nie wiem, dredy to chyba już za dużo . A wykonujecie tutaj coś takiego? – zapytałam retorycznie z nadzieją, że odpowiedź będzie negatywna. Niestety fryzjerka się tylko uśmiechnęła i przytaknęła. Dodatkowo powiedziała, że mam na tyle długie włosy, że będę wyglądała obłędnie. No cóż zgodziłam się. – To szalejemy – powiedziałam i cały salon śmiał się razem z nami.
Po 17 weszłyśmy na obiad do galerii. Marlena jeszcze mnie namówiła na zakupy. Weszłyśmy do jednego ze sklepów i Marlena zaczęła namawiać mnie na śliczną miętową, zwiewną bluzkę, na którą z chęcią się zgodziłam.
- Która godzina? – zapytała Marlena gdy stałyśmy w kolejce do kasy.
- Dziewiętnasta dochodzi a co?
- Nic, czekaj tu a ja do WC jeszcze skoczę i lecimy na chatę.

Wyszłam ze sklepu a Marlena na mnie czekała i akurat skończyła rozmowę telefoniczną. Uśmiechała się więc myślałam, że to Gustaw dzwonił i opowiedział jej czy bliźniaki grzeczne. Do mieszkania wróciłyśmy w szybkim tempie bo Marlena zamówiła taksówkę.
- Idź pod prysznic bo później wychodzimy. – Oznajmiła mi Marlena – Ubrania ci przygotuję.
 Ja posłusznie skierowałam się do łazienki. Musiałam jakoś chronić moją nową fryzurę. Związałam dredy, które bardzo mi się podobały i faktycznie wyglądałam obłędnie. Gdy wyszłam Marlena rozmawiała z kimś prze telefon znowu.
- Kto dzwonił? – tym razem zapytałam.
- Pamela powiedziała, w którym klubie się spotkamy. Ubieraj się tu masz wszystko, a i zrób sobie nieziemski makijaż. – wyszczerzyła zęby i zniknęła za drzwiami toalety.
O dwudziestej pierwszej czekałyśmy na taksówkę.
- Pamela już tam jest? Sama? – zapytałam
- Nie sama tylko z Piotrkiem. A i Krzysiek też jest. Pamela go spotkała przypadkiem. - No to super. Pomogę Krzyśkowi w poszukiwaniu kogoś odpowiedniego. Nie miałam ochoty na imprezy, już tak dawno na żadnej nie byłam.
- Marlena dobry adres podałaś kierowcy? – powiedziałam bo znalazłyśmy się w dość podejrzanym miejscu.
- Dobry, dobry. Chodź i nie marudź.
W klubie ludzie ledwo się mieścili. Sporo moich znajomych było. Dziwnie do mnie się uśmiechali. Szukałam Pameli i Piotrka. Marlena w tym czasie zamówiła nam po drinku.
Nagle muzyka ucichła. Na scenę wszedł Mark Foster. Mnie wmurowało. Uwielbiam jego piosenki. Spojrzałam na Marlenę a ona się tylko uśmiechnęła. Coś mi tu nie grało. Wszyscy się rozstąpili i utworzyli swego rodzaju ścieżkę. Wmurowało mnie jeszcze bardziej...




                                                 
Przepraszam za tak długą przerwę. Jednak w zamian za cierpliwość wstawiłam zakładeczkę "Bohaterowie".
Miłego czytania i proszę o komentarze.

środa, 9 stycznia 2013

3. Chwila przemyśleń


Dni mijały mi dziwnie bezstresowo. Co raz wpadałam na Wojtka, pogadaliśmy. Pamela mieszka ze mną, odwiedza mojego sąsiada z góry. Ten Piotrek to niezły gość. Można z nim pogadać o wszystkim, kulturalny i dowcipny. Najlepszy przyjaciel na dalekim miejscu zaraz po moich dziewczynach, które nie wiem jakim cudem, czuwają nade mną. Pamela dba żebym przez przypadek nie schudła. Wiec moje ostatnie dni wyglądały monotonnie, aż za bardzo. Rano do pracy po pracy obiad (muszę przyznać- Pamela zajebiście gotuje), później odwiedziny Piotrka. Do późna siedzimy, plotkujemy i opowiadamy sobie różne dowcipy. A następnego dnia to samo.
                Jeden z tych dni był jednak inny. Gdy tylko weszłam do mieszkania Pamela  zaczęła się dziwnie zachowywać.
- Karina. Jest sprawa, od dwóch dni przychodziły paczki do Ciebie. Myślałam z początku, ze zamawiałaś coś, ale powiedziałabyś mi o nowych zakupach.  Jednak te paczki nie wyglądają na byle jakie – uśmiechnęła się tak jakoś dziwnie wypowiadając te słowa, że nie wiedziałam czy mam być zadowolona z tych paczek czy nie.
- Pokazuj te przesyłki a nie się cieszysz – dałam jej kuksańca w bok.
Pamela pokazała mi trzy paczki jedna większa od drugiej.  Zaczęłam od najmniejszej. Była wielkości koperty. Otworzyłam a w środku znajdowało się podłużne pudełeczko. W nim srebrna bransoletka. Oczywiście do tego dołączony liścik:
„Mam nadzieję, że będzie się dobrze prezentować na Twoim pięknym nadgarstku”
- Pamela czy tą paczkę przyniósł listonosz? – zapytałam zdziwiona gdyż ujrzałam znak próby. To nie był tani prezent.
- Nie, kurier do drzwi zadzwonił. Karina komu ty się tak spodobałaś, że takie prezenty dostajesz- śmieje się Pamela.
- Nie mam pojęcia. A teraz skończ te żarty otwieram drugą.
Druga była większa i bardziej napakowana. Rozdarłam bąbelkową kopertę a w środku rękawiczki. Wyglądały uroczo. Wzór typowy dla robionych ręcznie na drutach a we wnętrz obszyte polarem. Lekko się zdziwiłam gdyż dopiero październik. Do tego dołączony liścik.
„ Pamiętam jak kiedyś nosiłaś podobne. Gdy je zobaczyłem nie mogłem się oprzeć.”
Faktycznie były podobne do moich starych. Tylko moje zrobiła mam własnoręcznie i byłe bez polaru. Mogłam się domyślać, że to Arek, ale on nie przywiązuje uwagi do takich rzeczy. Co prawda był jeszcze Wojtek tylko, że on ma teraz kłopoty z Hanią i nie sądzę żeby miał głowę do takich niespodzianek.
- O ja! Są takie piękne – zapiszczała mi nad uchem Pamela – Ty, ale zima chyba jeszcze nie nadchodzi?
- Nie, ale mogę już się wprawiać – zaśmiałam się.
- Koniec śmiania – zarządziła Pamela z uśmiechem na twarzy – Inka otwieraj tę największą paczkę bo też jestem ciekawa. – Aż mi się miło zrobiło jak usłyszałam to zdrobnienie. Już bardzo dawno nikt tak do mnie nie mówił. – Otwierasz czy ja mam to zrobić! – Pamela już się niecierpliwiła nie na żarty.
- Już, już Melka –powiedziałam pokazując jej język bo wiedziałam, że na pewno by to zrobiła za mnie gdybym jeszcze przeciągała. Obie wybuchłyśmy śmiechem. Dawno nie towarzyszył mi taki szczery śmiech.
Otwieram tę ostatnią paczkę ostrożnie. Była ciężka więc nie widziałam czego się spodziewać. Nie mogłam być pewna czy jest od tej samej osoby co dwie poprzednie. Adres nadawcy był dziwnie znajomy, jednak nie mogłam sobie przypomnieć. W pudełku było drugie nieco mniejsze i ozdobniejsze niż zwykły karton. Już teraz wiem skąd kojarzyłam adres. Na widok znajomego podarunku (bo nie wiem jak inaczej to nazwać) doznałam szoku. Wmurowało mnie. Nie mogłam się ruszyć. Myślami byłam daleko, w czasach, które kiedyś były dla mnie miłym wspomnieniem a teraz przynosiły ból.
- Karina? Co jest? – dopytywała się Pamela widząc moje odrętwienie. Niewiele myśląc podniosła kwieciste wieczko. Na wierzchu leżała koperta z moim imieniem. Pamela odłożyła list na bok. Głębiej znajdowały się ramki ze zdjęciami i wszystkie prezenty jakie Arek otrzymał dla mnie. Na zdjęciach byłam uśmiechnięta a Arek wpatrywał się we mnie. Tak wielkie uczucie przemawiało przez to zdjęcie. – Cholera – powiedziała i zaczęła pakować wszystko jak było. Czułam, że jej głupio, iż ciekawość wygrała nad rozsądkiem.
- Nic się nie stało – powiedziałam próbując się uśmiechną jednak wyszedł mi jedynie grymas. – To tylko starocie na śmietnik. Nic dla mnie nie znaczą – zamknęłam pośpiesznie pudełko a drugie zakleiłam taśmą. W złości chwyciłam czarny marker i podpisałam „śmieci”. Wsadziłam w najciemniejszy kąt mojej ogromnej szafy.
Próbując zachować resztki dobrego humoru powiedziałam do Pamelki – Zamawiamy dziś pizze. Dzwoń do Piotrka niech nie siedzi sam.
Zrobiła tak jak mówiłam.
Czekając na pizze Piotruś opowiadała historie jakie przydarzyła mu się na uczelni. Niestety nie udało mi się przegonić tej mieszanki uczuć, w której przeważały smutek, żal i rozgoryczenie. Poczuła nagłą ochotę na papierosa. Wyszłam więc na balkon myśląc, iż dym tytoniowy jakoś ukoi moje nerwy. Siedząc na jakimś starym fotelu, który nabyłam wraz z mieszkaniem usłyszałam cichą rozmowę Pameli i Piotrka.
- Co jej jest? Jakoś dziwnie się zachowuje. Niby siedzi z nami, śmieje się, ale jest nieobecna – spytał Piotrek zatroskanym głosem.
- Dostała paczkę od Arka. Ich wspólne zdjęcia prezenty od niej itp. – w głosie Pameli dało słyszeć się smutek i litość do mojej osoby. – Dostała też list, ale chyba go nie zauważyła bo koperta leży tam gdzie ją położyłam…. – no tak list zaświtało w mojej głowie. Widziałam jakąś kopertę jednak nie byłam zainteresowana kto jest jej adresatem. Na razie czytać nie będę. Muszę pozbierać się po tej bombowej paczce. Nie mogę się rozkleić na dobre. Wiem, że oni się o mnie martwią jednak ja nie potrzebuję niańki. Pamela ma swoje życie, studia.
Udając, że papieros mi pomógł ochłonąć wróciłam do pokoju.
- Ile jeszcze będziemy czekać na tę pizze? – zagadałam próbując zachowywać się normalnie. Ton mojego głosu zaskakująco zaczął współgrać. Jak na moją odpowiedź zadzwonił domofon. Otworzyłam dostawcy.
- Szykujcie kasę. Pizza nadchodzi – zaśmiałam się co wyszło bardzo naturalnie. Co jak co, ale udawanie zawsze mi wychodziło.
Piotrek spojrzał zaskoczony na Pamelę. Ta wzruszyła tylko ramionami. Wyszłam po talerze, wracając usłyszałam szept – Chyba się już otrząsnęła, ale nie podob… - urwał Piotrek czując, że się zbliżam. Akurat zabrzmiał dzwonek do drzwi więc się podniósł z krzesła i otworzył.
Pamela korzystając z okazji nieobecności chłopaka zapytała – wszystko jest w porządku? – złapała mnie za rękę w czułym geście, kiedy siadłam przy stole. Piotrek wrócił zanim zdążyłam odpowiedzieć. Widząc nasze złączone dłonie zrobił minę pełną litości. Czułam, że czeka mnie poważna rozmowa. Oczywiście ja musiałam zacząć.
- Słuchajcie. Ze mną jest wszystko ok. – Na twarzy Pameli pojawił się grymas. Wiedziałam co oznaczał „aha, uważaj bo uwierzę.” –Naprawdę. Nie musicie się tak martwić – Złapałam Piotrka za dłoń. Patrzyłam raz na jedno raz na drugie. Zauważyłam, że chcą mi coś powiedzieć równie ważnego. Nie sądziłam, iż ta informacja będzie dla mnie swego rodzaju ulgą.
- Karina – zaczęła Pamela – postanowiłam na studia przenieść się tutaj. Zamieszkałaby z tobą dopóki nie będziesz się czuła lepiej.
- Nie, Pamela ja się czuję dobrze – przerwałam jej – Nie możesz mnie pilnować – mój głos był spokojny lecz stanowczy – Nic głupiego nie zrobię – zapewniłam. Jednak ulgi na jej twarzy nie zobaczyłam, była nadal spięta – Mieszkaj z Piotrkiem. Codziennie możecie mnie odwiedzać. A jak poczuję się samotna na pewno zadzwonię. – Teraz Pamela się rozluźniła. Poczułam na jej dłoni. Tak samo Piotrek.
- Na pewno będziesz dzwonić? – upewniał się jeszcze.
- Na pewno – wiem, że te słowa może nie będą przekonujące, ale chyba poskutkowało. Oczy Piotrka rozbłysły. Kończąc naszą rozmowę powiedziałam – może nie wyglądam, ale na prawdę dam sobie radę. A teraz jedzmy pizze bo już całkiem wystygnie.
Nie wiem jak mi się udało, ale uwierzyli mi. Można powiedzieć, że miałam spokój. Spokój w sensie ciągłych pytań „Jak się czujesz?”, „Jak sobie radzisz?”. Jednak co noc miałam koszmary z Arkiem w roli głównej. I zawsze przed snem otwierałam pudełko ze „wspomnieniami”. Każdego ranka obiecuję sobie „nigdy więcej”
Pewnego dnia wracając z pracy wpadłam na swojego kolegę z liceum. Siedzieliśmy razem w jednej ławce przez trzy lata. Co prawda nauka nie była dla nas najważniejsza tylko gra w „statki” ale dogadywaliśmy się. Z tego spotkania dowiedziałam się, że po kilku próbach nadal jest sam.  Biedactwo, zasługuje na jakąś fajną dziewczynę. Ma też niezłe osiągnięcia, ale o tym już wiedziałam gdyż dzielnie go dopingowałam. Polski Mistrz MMA i szanowany trener capoeira. Ja nie byłam mu dłużna i także opowiedziałam o sobie. Niestety nie pogadaliśmy zbyt długo gdyż podjechał mój MPK. Nawet nie zdążyliśmy wymienić się numerami.
To nasze spotkanie można powiedzieć pomogło mi. Usłyszałam kiedyś czy przeczytałam, że sposobem na swoje problemy jest zajmowanie się cudzymi problemami. Dlatego postanowiłam się rozejrzeć za jakąś miłą dziewczyną. Z moich rozmyśleń wybił mnie dzwonek telefonu. Spojrzałam na ekran. „Jakiś dziwny ten numer” pomyślałam. Jednak odbieram.
- No hej Karina, durniu. – śmiech – Słuchaj jestem w Polsce chcę się z tobą zobaczyć.  Tylko może się odezwiesz. -  wtedy dotarło do mnie, że to dzwoni moja kuzynka, Marlena. Mieszkałyśmy razem na studiach. Raz do roku przylatywała z Forks. Zazwyczaj na święta, jednak do świąt jeszcze kawałek.
- Tak, tak. Spoko. W poniedziałek możesz tu do mnie przyjechać. Wyjadę po ciebie. Będę miała trochę wolnego czasu
- Oki, to do poniedziałku. – bez gadania się zgodziła Marlena.
Kurczę to na pewno była Marlena? Jakoś dziwnie brzmiała.
Wchodząc do bloku wykonuję ten sam rytuał. Sprawdzam pocztę, witam sąsiada, który wyszedł na klatkę zapalić. Jednak kiedy podchodzę do drzwi coś mi każe najpierw nacisnąć klamkę. Okazuje się, że są otwarte. Wchodzę ostrożna, gdyż nie wiadomo, kto może być w środku. W przedpokoju stoją walizki a z kuchni da się czuć piękne zapachy i słyszeć głosy. Idę sprawdzić kto jest sprawcą tego zamieszania i oczom nie wierzę. Moja twierdza, w której miałam przemyśleć to co się dzieje w koło, właśnie zamieniła się w istny cyrk. O ciszy mogę już zapomnieć.


                                                                                 
Okej, wiem długo nie zaglądałam już to nadrabiam. teraz jednak będziecie musieli znowu długo poczekać gdyż sesja to ważny okres. Nie podoba mi się ten kawałek opowiadania. 


PROŚBA czytasz-komentuj. inaczej nie pisze dalej.
Niedługo wpłyną zdjęcia z bohaterami.

środa, 7 listopada 2012

Przyjaźń!!

Tym razem bez opowiadania.
Zastanawiam się czym jest przyjaźń....
Czy przyjaciółka krytykuje jakie filmy oglądasz przy czym ona nie ogląda żadnych?
Czy przyjaciółka krytykuje też, że non stop czytasz książki?
Czy przyjaciółka niby się dobrze z Tobą dogaduje ale przy najbliższej okazji wyśmiewa Twój styl bycia?
Czy przyjaciółka poniża Ciebie na każdym kroku?
Jeśli to jest przyjaźń to ja chyba pójdę do zakonu. Przyjaźń powinna opierać się na szczerość. Jeśli leży coś  komuś na wątrobie, albo widzisz, że coś jest nie tak powiedz osobiście. Nie przy wszystkich. Daj lekką radę, że tak się nie robi. Przyjaciel  powinien wspierać w trudnych chwilach a nie dogadywać, żeś mazgaj. Każdy ma swoje zdanie trzeba szanować wolną wole.

To się też tyczy moich pseudo przyjaciół, których uważam za przyjaciół i mam szczerą nadzieję, że się zmienią. Zaczną zauważać innych wokół. Niestety ja też nie jestem święta mam kilka przewinień na swoim koncie. Kiedyś zdradziłam przyjaciółkę i byłam w pewnym sensie jej wrogiem. Na szczęście udało nam się odbudować zaufanie. A co do "przyjaciółek", które miałam wtedy. No cóż zobaczyłam jakie są na prawdę.
Fałszywość i dwulicowość. Na szczęście to już za mną.

Kocham swoje życie i moich znajomych takich prawdziwych ale czasami czuję się samotna. Czuję, że to życie ucieka mi przez palce a ja nic z nim nie robię. No bo co osiągnęłam? Nic. Chciałabym zaśpiewać gdzieś na dużej scenie ale co z tego jak się boję, boję się krytyki. Śpiewam w kościelnym chórze i dobrze się z tym czuję. Czasem mam wrażenie, że działam dziewczynom z chóru na nerwy (diwuję-czy jakoś tak). Może to tylko wrażenie bo na razie nie skarżyły się. Chciałabym spotkać kogoś kto spojrzy na mnie jak na dziewczynę. Nie jestem piękna czy zgrabna. Ale jestem sobą.

Na razie ta moja ogromna osoba cieszy się z powodzeń moich bliskich. Najbliższa przyjaciółka ma swoją miłość prawdziwą i cieszę się. Na reszcie żyje. Ma swoje szczęście. Dziewczyny na chórze się zjednoczyły. Czujemy się jak rodzina. Tzn. ja się tak czuje. Mój kochany braciszek też znalazł (chyba) kogoś. Dobrze mu życzę.
Mimo wszystko mam wiele osób wkoło, na których mi zależy. Chce aby dobrze się im powodziło. Ja mogę poczekać. Bóg ma dla mnie jakiś ważniejszy plan.

niedziela, 21 października 2012

2. Komplikacje się zdarzają


Wojtek przybył punktualnie. Ubrany był normalnie w dżinsy, ale koszula i sztruksowa marynarka dodały mu nonszalancji. Ja natomiast postawiłam na czerwoną sukienkę. W sumie to mój ulubiony kolor sukienek. Czułam się jakbym szła na pierwsza randkę z czego Pamela się naśmiewała.
-To dokąd idziemy- zapytałam gdy wyszliśmy z bloku
- Znalazłem fajną restaurację. Spokojna, mało ludzi tam przychodzi ale dobre jedzenie podają. Będziemy mogli spokojnie porozmawiać.- na dźwięk tych ostatnich słów ogarnęły mnie dreszcze
- Mówiłem, że ślicznie wyglądasz w tej sukience?- zmienił temat widząc moje zmieszanie.
- Nie mówiłeś, ale dziękuję. Ty za to mogłeś się bardziej postarać.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy- do Twojego ubioru i do mnie oczywiście pasowały by czerwone adidasy- na koniec puściłam mu oczko. Na moje wyznanie Wojtek wybuchł szczerym i dźwięcznym śmiechem. W tym momencie przypomniały mi się lata liceum.
- No to jesteśmy- powiedział Wojtek a mnie wmurowało. To była pizzeria osiedlowa dlatego tak szybko dotarliśmy na miejsce. Okazało się na dodatek, że Wojtek jest jej właścicielem.
- Pięknie, mam znajomego biznesmena. A raczej właściciela restauracji. Hej! To dlatego ją tak zachwalałeś. Oj ty nie dobry- powiedziałam z przekąsem i dałam mu porządnego kuksańca w bok. Na co on teatralnie się skrzywił.
-Przestań to nic wielkiego. Tłumów nie ma ale z głodu nie umieramy.- uśmiechnął się tak jak zawsze lubiłam. Zauważyłam w między czasie, że na drzwiach została wywieszona kartka z napisem:
„Dn. 20 września br. od godz. 15.00 zamknięte.”
-Dlaczego zamknąłeś? –zapytałam
-Nie chciałem, żeby nam ktoś przeszkadzał. Chodź.- i zaciągnął mnie do kuchni, dał fartuch. Na stole leżał już gotowy spód do pizzy i kilkanaście miseczek z pokrojonymi dodatkami- Zrobimy sobie pizze. Ty wybierasz dodatki a ja zajmę się resztą.- oznajmił z uśmiechem na twarzy. Jego twarz nie zmieniła się praktycznie nie zmieniła od liceum. Więcej zarostu. Dla mnie nigdy się nie golił wiedział, że to lubię. Jego kwadratowa szczęka nabierała wtedy męskości. Teraz oprócz bródki tej męskości dodawały mu posiwiałe lekko włosy, które zawsze były gęste i lśniące. Zdziwiło mnie, że mimo młodego wieku ma siwe włosy ale zapewne to przez stres. Odwzajemniłam mu uśmiech i postanowiłam zapytać o Jolkę.
- Biorę się za pracę, ale nie myśl sobie, że będę zajęta tylko dekorowaniem ciasta. Jesteśmy tu sami więc możesz mi opowiedzieć co się stało z Tobą i Jolką.- i znowu zauważyłam zakłopotanie tak jak wczoraj.
- Nie wiem od czego zacząć- powiedział wreszcie
-Może od początku- zachęciłam go.
- Tak jak wiesz na początku liceum mięliśmy zostać rodzicami. Z jednej strony się przestraszyłem przecież ojcostwo to poważna sprawa i straciłem jakiekolwiek szanse u Ciebie.- oczy moje w tym momencie zrobiły się jak pięć złotych. Nie myślałam, że liczy na odnowienie naszej miłości.- Nie patrz tak na mnie- powiedział w końcu widząc moją reakcję.- Chciałaś dokładnego przebiegu wydarzeń. Więc słuchaj. Przez całą ciążę wspomagałem Jolkę, ale ona w ogóle o dziecku nie myślała. Nadal chodziła na imprezy, paliła, piła. A właśnie palisz jeszcze?
-Palę, ale kończ.
-Więc ciąża była zagrożona na wskutek jej nieodpowiedzialności. Zatrzymali ja w szpitalu jak była w siódmym miesiącu ciąży. Mówili, że to tylko w ramach obserwacji, ale ja widziałem w tym głębszy sens. W nocy Jolka lunatykowała i spadła ze szpitalnych schodów. Od razu lekarze zdecydowali się na cesarkę. Dziecku na szczęście nic nie było. Jolka po tym wszystkim czuła się fatalnie. Oczywiście pod względem fizycznym nic jej nie groziło ale psychika jej siadła. Z pomocą moich rodziców załatwiłem sobie dokumenty aby móc sprawdzić czy Hania jest moją córką. Myślałem, że to niedorzeczne gdyż uważałem się za ojca małej. Rodzice się uparli i zrobiłem jak mi kazali. Teraz widzę, że mieli rację. Jolka myślała tylko o sobie. Po porodzie nawet nie chciała patrzeć na dziecko. Uznaliśmy, że będę się starał o wyłączną opiekę nad Hanią.
-Jak to?- wtrąciłam się- Aż tak źle z Jolka było?
- I to gorzej. Jak ją poinformowałem o moich planach nawet nie mrugnęła. Jej rodzice protestowali jednak zrobiłem po swojemu. Okazało się, że Hania nie jest moją córką. Jolka mnie wrobiła. Złość aż kipiała ze mnie. Taki wściekły poszedłem prosto do niej. Wygarnąłem jej wszystko co leżało mi na wątrobie. A ona zaczęła się śmiać i powiedziała „Na prawdę  myślałeś,  że to Twoje dziecko? Przecież nawet nie spaliśmy ze sobą. Nic między nami nie było. Ustawiłam to wszystko. Dziecko jest mojego byłego, ale on nie chce słyszeć o nim. Zostałeś mi ty. Naiwny i taki dobry. Mi dziecko potrzebne nie jest . Rodzicom nic do niego. Chcesz to sobie ją weź.”
- No i co zrobiłeś?- zaaferowana tym wszystkim wsadziłam łokcie w ciasto.
- No co i tak byłem nastawiony na to dziecko pozytywnie. Hania nic nie zrobiła złego. Podpisałem papiery, że Hania to moja córka. Jolka zrzekła się praw do niej. Od razu wyjechałem tutaj. Moi rodzice mi pomagali i pomagają dalej. A Jolka dwa lata temu wyjechała do Niemiec tam poznała kogoś i ma druga rodzinę. Na razie o Hanię nie pyta. A my sobie tutaj mieszkamy.- zakończył swoje opowiadanie a ja zamarłam na dobre- Karina, ciasto już ugniecione nie musisz doprawiać łokciami- uświadomiłam sobie, że ubrudziłam moja kieckę
-Flak! Widzisz co ty robisz? Przez Ciebie mam brudną sukienkę. Musisz tak ładnie opowiadać?- uśmiechnęłam się, żeby nie pomyślałam, że jestem jakaś pedantką- Pizza gotowa teraz Twoja kolej.
-Się robi szefie- powiedział z uśmiechem- Już wiesz co się ze mną działo przez te lata. Teraz ty opowiadaj.
- A więc przyjechałam tutaj za moim chłopakiem. To znaczy za narzeczonym- Teraz to on zrobił oczy wielkości pięciozłotówki.
- I ten twój narzeczony pozwala Ci tak sobie chodzić na spotkania z innymi facetami?
- No i tu się mylisz on już nie jest moim narzeczonym. W bardzo oklepany sposób stracił moje zaufanie. Konkretnie przyłapałam go w łóżku z inną. Zostawiłam wszystko w Łubinie. Nie chciałam wracać do domu. Wiesz jaka jest moja mama. Na początku tułałam się po motelach i szukałam czegoś dla siebie. Znalazłam pracę. Dobrze, ze miałam pieniądze, które odłożyłam na „nasz ślub”. Kupiłam mieszkanie bez oglądania.  I mi się układa na razie. Tak więc kończąc smutki może byśmy się napili- powiedziałam wyjmując moje ulubione wino z torebki.  Zdziwiony Wojtek powiedział.
- Jak ty to zmieściłaś w tej torebuni? Już wciągam korkociąg i kieliszki.
- Kieliszki ja wyjmę tylko gdzie są.
- W szafce przy oknie.
Otworzył wino z wielkim hukiem. Ponalewał w lampki.
- To wypijmy za lepsze jutro- powiedział Wojtek podchodząc z kieliszkiem.
- za niespodzianki życiowe- dodałam stukając swoim kieliszkiem w jego. Upiliśmy po łyczku.
- To nasz pierwszy toast po latach mamy za sobą. -Dodał Wojtek.
Pizza była znakomita. Dobrze nam się razem siedziało i rozmawiało o różnościach. Wspominaliśmy dobre czasy. Nagle jego telefon zadzwonił. Wojtek przeprosił i wyszedł. Ja skorzystałam z okazji i zadzwoniłam do Pameli. Zmartwiłam się bo dochodziła 19.00 a ona nie dawał znaku życia.
- Hej kochana. A ty się nudzisz na tym spotkaniu?- zapytała entuzjastycznie. Mnie jednak zainteresował ten hałas w tle.
- Nie ale Wojtkowi telefon zadzwonił i korzystam aby się upewnić czy to ty się nie nudzisz. Co to za hałas?
- A wyszłam z twoim przystojnym sąsiadem z góry na pizze. Wyręczył Ciebie i pokazuje mi miasto- Wyczułam, że uśmiecha się od ucha do ucha.- a tak naprawdę to nad Tobą mieszka mój  Piotruś. Poznasz go jak wrócisz- W tym momencie wszedł Wojtek- Pamelka później pogadamy. Buziak- zakończyłam rozmowę. Zobaczyłam zakłopotanie na jego twarzy- Co się stało?- zapytałam.
- Hania dostała gorączki i woła taty. Niestety muszę do niej iść. Może pójdziesz ze mną, Hania to cudowne dziecko. A poza tym mama musi już jechać a leki wykupić musze ja.
- Więc potrzebujesz kogoś do Hani?
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Zgadzam się. Moja znajoma i tak znalazła sobie towarzystwo.
Okazało się, że Wojtek mieszka w bloku obok mojego. Jego mama jak mnie zobaczyła aż się popłakała.
- Karinko. Pięknie wyglądasz. Szkoda, że się rozstaliście. Może nie było by tyle problemów
- Pani Basiu nie ma co gdybać. Z tego co wiem wszystko się ułożyło na razie. Proszę się uspokoić.- Wojtek od razu pobiegł do małej więc nie słyszał naszej wymiany zdań.  Opanowany wyszedł z Hani pokoju, pomógł się ubrać mamie i wyszli. Ja natomiast weszłam do małej. Pokój miała piękny. Wzorowany był na komnatę księżniczki. Wojtek się postarał, żeby jej nic nie brakowało.
_Kim pani jest?- usłyszałam słabiutki i ochrypnięty głosik dziewczynki.
- Cześć – powiedziałam- jestem Karina. Koleżanka Twojego taty- podałam jej dłoń. Ona nawet nie zareagowała. Pomyślałam, że musi mieć tą cechę po Jolce.
- Będzie pani moją nową mamą?- zapytała co mnie bardzo zdziwiło,
- Nie. A Twój tata ma wiele koleżanek, tak?- kiwnęła mi głową- Twój tata i ja znaliśmy się bardzo długo. Jeszcze Ciebie nie było.
- Ale ja pani wcześniej nie widziałam.
- Bo nie było mnie w Polsce- Tu musiałam skłamać. Nie wiedziałam czy temat Jolki to dobry pomysł. Nie dziwię się, że jest taka nieufna skoro Wojtek przyprowadza sobie panny. Haniu, bo tak masz na imię, prawda?- przytaknęła- powiedz mi  jak często tata przyprowadza różne panie?- Mała wyciągnęła szyję , a jej spocona główka wyjrzała zza wielkiej kołdry.
- Nie często. Kiedyś była taka pani, bardzo jej nie lubiłam. Kazała mówić do siebie ciociu. Krzyczała cały czas jak taty nie było. Już długo jej nie ma. Babcia powiedziała jej „do widzenia, żegnam” i poszła sobie. Tata był zły, ale już nie jest- nagle zobaczyłam łzy w jej oczach- Gdzie mój Bodzio?
- a kto to jest Bodzio? Zmęczona jesteś? Pójdziesz spać?
- Nie pójdę bo nie ma Bodzia.- teraz rozpłakała się na dobre. Łzy leciały ciurkiem. Rozejrzałam się po pokoju. Zobaczyłam kota pluszaka ubranego w czerwone spodenki i niebieska bluzę z kapturem.. Na plecach widniał żółty napis z wyszywanych literek „Bodzio”. Wzięłam kotka.
- Zobacz jest Bodzio.- powiedziałam- Chyba nie chcesz, żeby spał na mokrej podusi- Nie sadziłam, że zadziała ten argument.
- Już nie będę płakać. Będę dzielna- pochlipywała noskiem. Jej wielkie czerwone policzki wydały mi się być jeszcze bardziej czerwone.
- Proszę. Bodzio mi powiedział, że bardzo tęsknił za twoimi cieplutkimi rączkami. Chętnie Cię przytuli.- w tym momencie Hania wyciągnęła rączki po pluszaka. Podałam jej go. Przytuliła mocno do siebie i powiedziała
- Nie gaś światła. Poczekam na tatę.
- Dobrze-powiedziałam.
Weszłam do pokoju gościnnego. Zapaliłam lampkę i wygodnie usiadłam na kanapie. Czekałam, czekałam i czekałam Trochę się zeszło. Nagle znalazłam się w ciemnym pokoju. Był inny niż ten, do którego przed chwilą weszłam. Jakaś malutka stróżka światła biła jakby od dziurki klucza w drzwiach. Otworzyłam je a tam arek sam w pokoju. Leżał w łóżku nagi.
- czekałem na Ciebie kochanie. Chodź.- pogładził wolne miejsce obok siebie- Będzie nam bardzo miło. Karina, Karina.- moje imię wydawało się brzmieć tak delikatnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu- Karina… Karina… Karina obudź się już jestem- Otworzyłam oczy a przed moją twarzą twarz Wojtka.- Przepraszam kolejka w aptece- tłumaczył się- chcesz herbatki? A może wina. Tu jestem przygotowany.
- Wiesz co? Ja już lepiej pójdę. Jesteś bardziej potrzebny  teraz Hani. Trzymaj się.
Wyszłam kompletnie zdezorientowana. Nawet nie czekałam na reakcje Wojtka. Miałam blisko więc powrót nie trwał długo. Wszystko jest takie pokomplikowane.


............................................................................................................................................


Dzisiaj bez wiersza będzie. Brak weny na kolejne przygody. Mam nadzieje, że jednak jakoś dam ardę. Trzymajcie się ziomki. BUZIALE:)

środa, 10 października 2012

1. Nowy rozdział w moim życiu.


To ten dzień! Sprawił on, że moje życie całkowicie się odmieniło. Miesiąc po tym, jak facet mnie facet zostawił, zrozumiałam, że nadal jestem „kimś”. Zaczynałam wszystko od nowa.
                Nazywam się Karina Kuśma. Mam 25 lat z czego 7 zmarnowanych. Specjalnie dla mojego byłego porzuciłam moje dotychczasowe życie. Rodzina, dom, praca, znajomi  (znaczna większość) zostało to wszystko w moim rodzinnym mieście Łublinów. Wyniosłam się do Lukinka, gdzie jak mi się wydawało, czekał mój ukochany, jednak on wolał poszukać więcej wrażeń niż życie ze zwykłą laborantką.
                Tak więc po miesiącu poszukiwań znalazłam pracę, co prawda nie była ona zgodna z moim wykształceniem, ale zawsze coś. Porzuciłam także pomieszkiwanie w tanich motelach, które nie wyglądały i nie posiadały odpowiedniego zapachu. Wyobraźcie sobie obdarte ściany z tapet w tandetne wzory i zapach rozkładającego się jedzenia. Teraz, w porównaniu z poprzednimi warunkami, mieszkam w istnym raju. Toaleta z działająca spłuczką, łazienka z ciepłą bieżącą wodą. Telewizor i dostęp do Internetu.
                Kiedy kończyłam wstępne urządzanie mojego nowego nabytku zadzwonił telefon. Oczywiście osoba dzwoniąca nie była zaskoczeniem. To Arek. Mój były ukochany liczy na wybaczenie. Jednak musi porządnie zasłużyć bo na razie nie mam zamiaru wpadać w jego ramiona. Kochany Aruś obiecywał, że odległość jaka nas dzieli nie zmieni jego uczuć do mnie. Biedny zdziwił się jak zobaczył mnie w drzwiach jego mieszkania. Zapomniał nie tylko o tym, ze ma narzeczoną ale także o tym, że dał mi klucze. Nigdy nie zapomnę tej miny.  Jego „dziunia” także nie tryskała radością gdy się dowiedziała jakim jest oszustem. Wibrujący telefon wybił mnie z przemyśleń o nie ciekawej przeszłości. Miesiąc czekał i się nie doczekał. Znowu telefon wibruje. Nie ma umiaru. Dobra tym razem odbiorę.
- No co tam?
- Kochanie, Karinko proszę wysłuchaj mnie.
- To pytam, co tam?
- Spotkasz się ze mną dziś?
- Nie mam ochoty się z Tobą widywać a to, że odebrałam telefon to Twój szczęśliwy traf.
- Ale psiaczku…
-Nie ma żadnego „ ale...” . Oszukiwałeś mnie i tą swoją „lalę”. Na dziś wykorzystałeś limit połączeń. Nie dzwoń bo nie odbiorę. Przemyśl dokładnie co chcesz mi powiedzieć. Jutro o 15.00 w „Atłasie” , będziesz miał 5 minut.
                I się rozłączyłam. Z jednej strony miałam zamknąć rozdział pt. „Arek” ale w środku mnie tliła się iskierka nadziei na miłość i zmianę charakteru tego oszusta.
                Zaglądam do lodówki a tam światło. Trzeba iść na zakupy. Szybka lista co mi potrzebne. Już miała wychodzić  gdy słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram je a moim oczom ukazuje się wielki kosz kwiatów. Na dodatek czerwonych. Rozglądam się po klatce i nikogo nie widzę. W kwiaty wetknięty był bilecik.
                „Tęsknie za Tobą, jestem ciekaw czy Ty za mną także. Nasze pierwsze spotkanie pamiętam jakby to było wczoraj. Na pewno masz jeszcze tę czerwoną sukienkę. A.”
                Arek? Skąd on wiedział gdzie znajduje się moje mieszkanie? Tylko w pracy podawałam swój nowy adres. Mniejsza z tym on jest dłużej tutaj niż ja więc ma znajomości. Nie powiem ten gest sprawił mi przyjemność. Taka uradowana poszła na zwykłe zakupy.
                Kiedy wróciłam czekała jeszcze jedna niespodzianka pod drzwiamii. Małe pudełeczko z kolejnym liścikiem.
                „Karina kochanie, wybacz mi. Jesteś całym moim życiem. Aruś.”
                To na pewno był prezent od Arka ale nie sprawiła mi przyjemności. Ze złości nawet nie zobaczyłam co to. Wieczór minął mi spokojnie na „maratonie serialowym”.
                Niestety sen był moim koszmarem. Śniło mi się, że dałam szanse Arkowi a on znowu mnie zawiódł, co za tym idzie zdradził. Ja jednak wierze w sny i sądzę, że to był znak. Na moje szczęście była sobota bo spóźnić się pierwszego dnia do pracy to byłby problem.
                Zaraz po śniadaniu zadzwoniła moja stara znajoma. Okazało się, że niedaleko mojego mieszkania w Hali GLOBUS odbędzie się  mecz piłki siatkowej. A ona zapalona kibicka nie mogła przepuścić takiej okazji. Nazywa się Pamela Brądek.
                Umówiłyśmy się, że jak będzie już blisko to da mi znać. Jeszcze nie wie o mich przeżyciach z Arkiem bo nie ma się czym chwalić. A ja oczywiście na wieść o gościach upiekłam ciasto i sprawdziłam moje zapasy.
                Jestem na głównym PKS’ie. Rozglądam się za blondynką (farbowaną) z mocnym makijażem w wyzywających ubraniach. Niestety nigdzie jej nie widzę. Nagle jakaś dziewczyna w czerwonych oprawkach mnie zaczepia.
- No cześć- a ja próbuje odszukać w głowie gdzie ja widziałam tą twarz.- Nie poznajesz?
- Chyba nie. Znamy się?
A moja towarzyszka zrobiła obrażoną minę.
- Boże!!! To ja, Pamela. Ciebie poznałam ale ty mnie nie. Czyli będę bogata.- I wykonała jeden ze swoich ulubionych gestów radości. A mi kopara opadła i nie mogłam nic powiedzieć. Zatkało mnie kompletnie. Dopiero ten jej charakterystyczny taniec przypomniał moją dawną Pamelkę.
- Jejku… Na serio nie poznałam Ciebie. Kiedy image zmieniłaś? Ja pamiętam Ciebie jako zwariowaną blondynkę, która poluje na facetów zachowaniem jak i ubiorem. A tu proszę. Zupełnie inna Ty.
- No bo wiesz studia mnie tak zmieniły. Jednak kiedy trzeba to jestem też łowczynią męskich serc. Ale nie mów, że zmieniłam się całkowicie nadal jestem blondynką tylko już nie tlenioną. Teraz mnie biorą na poważnie bo wcześniej myśleli, że jestem z tych co maja pusto w głowie.
- No tak. Chodź idziemy na MPK, musimy się kawałek przejechać. U mnie się trochę ogarniemy i do boju... A kto w ogóle gra?- ja jak zwykle idę na mecz a nie wiem kto go rozgrywa.
- Jeju Tobie to jak zwykle mózg wyłączyli na chwile. Mój Ulubiony zespół ASSECO Resovia  Rzeszów i PGE Skra Bełchatów. Mecz jest o 17.00 to zdążymy, nie? Gdzie jest ta hala GLOBUS?
- Pamelko spokojnie zdążymy. Jeszcze kawe wypijemy i ciasta mojego spróbujesz. A Globus jest przez drogę.
                Pod blokiem spotkałyśmy mojego ulubionego sąsiada. Co prawda mieszkam tu od niedawna ale on zawsze coś zagada. Tym razem nie mogło być inaczej.
- A co to panienko, w końcu jakieś odwiedziny? Nikt panienki nie odwiedzał oprócz tego jednego „młodzieńca”. Czekał na panienkę pod drzwiami a jak zapytałem czy może coś przekazać to się zmył. Ja tam nie wnikam ale niech panienka uważa.
- Dziękuję bardzo i obiecuje dbać o siebie. Miłego dnia życzę.
- Ooo dziękuję i nawzajem.
                Pamela od razu zaczęła wypytywać o wszystko bo nie wytrzymała by przy braku informacji.
-Karina, co za „młodzieniec”?
- Nie wiem, „dziadziuś” mówi, że się zmył. Arek to na pewno nie był wczoraj mu powiedziałam, że nie mam ochoty się z nim widzieć.
- Jak to? Proszę Cię, nie mów mi, że nie jesteście razem.
- No nie jesteśmy. Nie chce o tym rozmawiać.- Pamela zrobiła minę zbitego psa- i nie rób tej miny dopiero się otrząsnęłam z tego wszystkiego i nie chce wracać myślami w przeszłość.
- No dobra- zgodziła się z ciężkim westchnieniem- ale obiecasz mi, że cokolwiek ten palant zrobił, ty będziesz się dziś dobrze bawić, ok.?
                Ona jak zwykle wiedziała. Nie wiem co ona ma w tej głowie, że przeczuwa. Może czyta w myślach.
- Obiecuje- po harcersku jej przyrzekłam- a teraz chodź na górę, zrobię kawunie. Twoja ulubioną.
                Gdy tylko weszłyśmy do mieszkania zaczęło się kolejne przesłuchanie.
- O ja Cie…. Jakie piękne te róże… od kogo? „Tęsknie za Tobą…” bla, bla, bla, „czerwoną sukienkę.A.” Ty to od Arka? No to nieźle się wykosztował.
- Nie to nie od niego. Od niego dostała to.- i pokazałam jej pudełeczko- możemy napić się w spokoju kawy? Mam dość tego drania.- nagle uświadomiłam sobie, że się z nim umówiłam.- Pamela, która godzina?
- Po trzeciej dwadzieścia.
- O flak. Umówiłam się z nim.- lekko zakłopotana myślę jak wybrnąć- A co tam niech czeka. Zaraz zadzwonię i powiem mu, że coś mi wypadło. A on niech ćwiczy.- I strzeliłam uśmiech do Pamieli od ucha do ucha.
- No i taka mi się podobasz.
                Mecz zaliczam do udanych wyjść . Walka zacięta, wynik sprawiedliwy. Bardzo dobrze się bawiłam. Kiedy wracałyśmy pod blokiem spotkałyśmy mojego dawnego kolegę jeszcze z liceum. Wojtek to była moja pierwsza miłość. Rozstaliśmy się w zgodzie po roku spotykania. Nie pamiętam powodu. Wiem jednak, że trzy miesiące później wpadł z Jolką „jakąś tam” z biolchema. Od lat nie miałam z nim kontaktu do dzisiaj.
-Wojtek? Hej! Co ty tu robisz?- Zauważyłam zmieszanie na jego twarzy.
- Karina?- to udawane zaskoczenie nie wyszło mu najlepiej- Wiedziałem, że mieszkasz gdzieś tutaj, ale nie spodziewałem się naszego spotkania tak szybko-powiedział to z tak dziwnym uśmiechem, że zaczęłam się zastanawiać czy mówi prawdę- A co to za nieznajoma?
- A tak , poznajcie się to Pamela, moja dobra znajoma. Pamela to jest mój dobry znajomy z liceum, Wojtek.- Zamyśliłam się nad jego gestami, więc całkowicie zapomniałam żeby ich sobie przedstawić.
- A co słychać u Jolki? No i jak się czujesz w roli tatusia? Bo twój dzidziuś to już do szkoły pewnie idzie co?
-No wiesz…- nagle poczerwieniał i nabrał wody w usta- Nie Jestem z Jolką To jest bardzo długa historia. Może umówimy się na jutro, co? Ja się dowiem co słychać u Ciebie a Ty Będziesz mogła mnie wypytać o wszystko.
Mi się głupio zrobiło, co prawda długo się nie widzieliśmy. Ale to jego zachowanie mnie zniechęciło.
- Kurcze- zaczęłam się wykręcać- obiecałam Pameli pokazać miasto i….- Tu w słowo weszła mi Pamela.
- Ale to może poczekać- Daje jej znaki oczami, że nie mam ochoty na spotkanie sam na sam z Wojtkiem a ona udaje, że nie widzi tego- więc słuchaj Wojtek jutro o 15 przyjdź po Karinę mieszka tutaj w tym bloku- wskazała ręką- pod numerem 78 druga klatka. Ja się postaram, że będziecie mieli czas aby pogadać- zdecydowała za mnie.
- Dobra, to jesteśmy umówieni- zgodził się Wojtek- a teraz lecę bo mam spotkanie. Dzięki Pamela. Pa do jutra.
                Weszłyśmy do bloku. Miałam za złe Pameli, że układa mi plan dnia. Pamela wręcz przeciwnie, zadowolona wypytywała o nowego kolegę.
- Co to za Wojtek? Niezłe ciacho z niego…
- To mój były z liceum. Można powiedzieć, że pierwsza miłość.
- No co ty? I ja go nigdy nie widziałam ani o nim nie słyszałam?
- Bo wtedy byłaś młoda i nie rozumiałaś, że nie jestem tylko głową zespołu- kiedyś prowadziłam zespół śpiewający to właśnie tam się poznałyśmy.
- Oj nie jesteś taka stara. Idę się myć ale później mi wszystko wyśpiewasz.-Już się nie odezwałam bo wiedziałam, że to nieuniknione.
                W międzyczasie zadzwoniłam do Eweliny, mojej przyjaciółki. Widziałam, że próbowała się ze mną skontaktować w trakcie meczu. Ona i jej mąż Konrad mieszkają w  Wasielowie. Maja mały dom jednorodzinny. Malutką Klaudie-moją chrześnicę- i starszego Emilka. Dowiedziałam się, że robi imprezę, niespodziankę, urodzinową. Będę musiała zrobić zdjęcie jego minie. Umówiłyśmy się na następny weekend. Niestety nie zdążyłam jej powiedzieć o moim spotkaniu z Wojtkiem. Jednak będziemy miały trochę czasu na urodzinach.
                Pamela przebrana w za dużą koszulkę, służącą je za pidżamę, zrobiła nam po kubku gorącej czekolady i zaczęła przesłuchanie. Dowiedziała się wszystkiego. O Wojtku, o Arku i tak dalej. No i była oczywiście „burza mózgów” od kogo te kwiaty?
                Zmęczone położyłyśmy się. A ja mimo zmęczenia, usnąć nie mogłam. Miałam istny mętlik w głowie. 

..................................................................................................................................................................
Tak o to wstawiłam pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że będzie się podobało. Jakby co to wstawiam jeszcze wiersz.
...
Siedząc w czterech ścianach
wciąż myślę o Tobie
Wyobrażam sobie Ciebie na kolanach
klęczącego przy mnie
W Twoich oczach jest uczucie
a z ciała pragnienie bije
Mnie coś w sercu kuje
a może się coś tam kryje?
Moje ciało odpowiada
Każdy Twój dotyk jak zbawienie
Pod bluzkę Twa dłoń się skrada
Widoczne tylko nasze cienie
W powietrzu czuć namiętność
pokój Twoim zapachem się wypełnia
Ja czuję Twoją bliskość
i moje marzenie się spełnia
Pragnę Ciebie w tym momencie
chciałabym mieć Ciebie przy sobie
Między nami mniejsze napięcie 
będę miała wspomnienia po Tobie