niedziela, 10 marca 2013

5. Nie chwal dnia przed zachodem słońca.


Mark spojrzał na mnie i powiedział – Karina, Today is the day of your birthday so it's a surprise for you. My gift for you is a private concert. I know you're our fan, so I agreed to come here today. All the best. - Na mojej twarzy banan był w wersji XXL a łzy szczęścia ściekały po policzkach. Co jak co, ale zapomnieć o swoich urodzinach? To tylko ja potrafię. Mark podszedł do mnie a w między czasie dwóch pozostałych z zespołu się stroiło. Foster złożył mi życzenia, ja grzecznie mu podziękowałam. Zaraz po nim pojawili się Marlena, Pamela, Piotrek, Krzysiek i Michał z Antkiem.
- Podoba Ci się niespodzianka? – zapytał Michał.
- Podoba i to bardzo. – ucałowałam jednego i drugiego w policzek. Michał i Antek to jedni z tych znajomych, którym ułożyło się życie zawodowe. Jeżdżą po świecie i występują na scenach obok gwiazd takich jak Bruno Mars czy Kings of Leon. Ciekawe co musieli zrobić aby ściągnąć tu, do Polski mój ulubiony zespół.
- Powiedzcie jak wam się to udało, no i jak bardzo musieliście kombinować aby mieć wolne?
- Oj Karina, łatwo nie było – wyszczerzył się Antek – a tak naprawdę to już od roku mieliśmy zaplanowaną te imprezę. Niestety tylko miejsce musieliśmy zmienić gdyż się wyprowadziłaś. Pamela z Marlena nam pomogły.
- Dziękuję wam kochani – jeszcze raz dostali całuska – a teraz przepraszam idę podziękować dziewczynom.
- Spoko, ale czekamy aż się z nami napijesz. – uśmiechnął się Michał.
- ok, znajdę was – i już kierowałam się w stronę dziewczyn.
                Impreza była przednia. Foster the People zaprezentował swoje największe hity i zeszli ze sceny. Dalszą część prowadził już DJ klubu. Nagle zobaczyłam Arka. Nie to nie może być prawda. Co on tutaj robi? Czy nie widzi, jak dobrze się bawię? Musi mi to psuć?
- Co tutaj robisz? – zapytałam gdy podszedł do mnie.
- Bawię się i chciałem złożyć ci życzenia. – powiedział pewny siebie.
- Dziękuję za życzenia a teraz muszę cię opuścić. – Jednak ten nie dawał za wygraną i złapał mnie za nadgarstek tak mocno, że musiałam się zgiąć w pół.
- Ała. To boli. Puszczaj. To jest moje święto i nie psuj mi go. Proszę. – próbowałam się wyrwać ostatkami sił.
- A wysłuchasz mnie czy nadal będziesz udawać, że wszystko jest w porządku. Czytałaś list?
- Tak czytałam. Dowiedziałam się co o mnie myślisz. A teraz prosisz o rozmowę? Śmieszny jesteś – prychnęłam mu prosto w twarz. Ten jeszcze mocniej mnie ścisnął.
- Wszystko w porządku? – Uff Marlena, dzięki Bogu.
- Nie, chce z nią porozmawiać i się nie wpierdalaj – teraz szarpnął mną z całej siły.
- Przepraszam, ale ona nie ma ochoty z tobą rozmawiać. – Nie wiem jak, ale nagle pojawił się Marcin. Objął mnie w pasie. Ja wtedy poczułam się bezpiecznie. Uwolnił mnie także z uścisku Arka. – Chodź kochanie, nie dałem ci jeszcze swojego prezentu. – Wow, takiego wyjścia z sytuacji bym się w życiu nie spodziewała. Arka spojrzenie jakby mogło to zabiło by nas na miejscu. Marlena stała osłupiała jak i ja.
- Już się pocieszyłaś? – wycedził Arek.
- Nie tak szybko jak ty. – i odeszliśmy od wściekłego Trecha.
                Marlena jak tylko się otrząsnęła zaczęła mnie przepraszać. Tłumaczyła, że impreza była zaplanowana już dawno i nikt się nie spodziewał, że Arek mnie zdradzi i będzie miał tupet aby się pokazać po tym wszystkim. Zapewniłam ją, że nic się nie stało i odwróciłam się, żeby podziękować mojemu wybawicielowi. Jednak nie było mi to dane bo zniknął tak szybko jak się pojawił. Poszłam więc do baru zamówiłam kilka drinków i wypiłam duszkiem. Lekko wcięta postanowiłam jeszcze zapalić papierosa. To jest moja ucieczka. Przy papierosie czuję się wyjęta z tego świata, liczy się cisza i delektowanie się tym dymem.
Jeden papieros to za mało. Musiałam przemyśleć to co się wydarzyło w środku. Właśnie zaczynałam trzeciego fajka jak wyszedł z klubu Marcin. Głupio mi się zrobiło.
- Palenie szkodzi – powiedział.
- Jestem tego zdania, że złego diabli nie biorą a na coś umrzeć trzeba – powiedziałam swoją stałą śpiewkę – Dziękuję za uratowanie mnie od tego cymbała – lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co. Właściwie przyszedłem tu na obiecaną kawę jednak o tej porze to chyba będzie zbyt absurdalne – powiedział pokazując swoje zęby.
- Fakt, pierwsza w nocy to nie czas na kawę. A skąd ty w ogóle wiedziałeś, że tu będę? – pijana potrafiłam być bezpośrednia.
- Byłem akurat dziś w galerii i zobaczyłem, jak stałaś w kolejce do kasy. Twoja znajoma była przed i rozmawiała z kimś przez telefon. Mówiła, że zaciągnie ciebie tutaj nawet siłą. Nie sądziłem, że to w związku z twoimi urodzinami. – było widać zakłopotanie na twarzy dwumetrowa. Na moje szczęście przykucnął przy mnie dzięki czemu nie mogłam się nabawić później bólu szyi.
- Nie ma sprawy. Może to zabrzmi dziwnie, ale sama zapomniałam o swoich urodzinach. – czułam jak rumieńce, które pojawiły się na mojej twarzy wraz z jego przybyciem , palą co raz bardziej. Papieros już dawno wylądował w popielniczce a nam rozmowa się nie kończyła. Dowiedziałam się co on w ogóle tutaj robi, dlaczego nie jest w Kędzierzynie. Opowiedziałam mu historię związaną z Arkiem i Wojtkiem, nie wiem dlaczego. On w zamian opowiedział mi swoje życie prywatne. Nagle wyszła Pamela.
- Karina, kurde tyle Cię szukałam, chodź.- i już mnie porwała do środka. Chyba nie zauważyła siatkarza, który kucał obok mnie.
-Przepraszam, ale muszę…  - tylko tyle zdążyłam powiedzieć w jego kierunku i już byłam wśród roztańczonych imprezowiczów.
                Drinki lały się jeden po drugim. Michał z Antkiem musieli wyrwać się zaraz około drugiej. Mark z chłopakami też zmyli się zaraz bo musieli wypocząć. Foster na pożegnanie mnie wycałował i zaprosił na koncerty. Jego koledzy także. Mili chłopcy, ale nie są przyzwyczajeni do takiego picia. Marcin siedział cały czas w miejscu zaciemnionym i podnosił rękę z drinkiem na znak picia za moje zdrowie i przesyłał mi swoje najpiękniejsze uśmiechy. Nie wiem jak mu się udało siedzieć i nie rozdawać autografów. Przecież jego nie da się nie zauważyć. Krzysiek znalazł sobie dziewczynę i bez mojej pomocy. Tą dziewczyną okazała się moja dawna znajoma ze studiów. Było tyle znajomych. Nie wiem czy ze wszystkimi zdążyłam zamienić chociaż słówko. Pewne jest to, że dziewczynom dziękowałam chyba ze sto razy. Osiemnasty listopad to był mój dzień relaksu i wielkiego świętowania.

- JEJU..!! Dlaczego tak jasno jest? – krzyknęłam, czego zaraz pożałowałam. Marlena zdzieliła mnie w ramię. A głowa pulsowała z bólu. Nie trzeba było tyle pić.
- Co chcesz na śniadanie? – spytała Marlena.
- Jakie śniadanie – spojrzałam na zegarek – chyba już późny obiad. Zobacz – pokazałam jej, że dochodzi piętnasta – A po drugie to woooody… - i poszłam do kuchni. Na szczęście miałam zapasy mineralnej.

O dwudziestej przyszła Pamela
- A gdzie Piotrka zgubiłaś? – zapytała Marlena
- Biedactwo siedzi jeszcze na uczelni, na szczęście miał na dwunastą to trochę pospał.
- Kac go nie męczył? – tym razem to ja zapytałam.
- Nie, on symbolicznie jednego wypił za Twoje zdrowie. No i był wstanie ogarnąć wszystko. Zabrał prezenty jakie wczoraj dostałaś.
- No i gdzie one są? – zapytała zaciekawiona bo zapomniałam o nich i to na pewno przez alkohol.
- Później Piotrek z nimi przyjdzie.
Godzinkę później pojawił się i Piotrek. Miał ze sobą kilkanaście torebeczek różnej wielkości i mały torcik. Odśpiewali mi ciche „sto lat” (kac morderca nie chciał ustąpić), które wcześniejszej nocy było śpiewane wielokrotnie.
- Dobra starczy już bo jeszcze przeżyje wasze wnuki. – zaśmiałam się.
To była skromna powtórka wczorajszej imprezy tylko zakrapiana soczkiem grejpfrutowym. Rozpakowałam prezenty. Dostałam dwie piękne chustki, bieliznę koronkową (to sprawka Marleny), ramkę ze zdjęciem paczki ze studiów, kubek ze zdjęciem dziewczyn z chóru, kilka zwykłych kubków. Ostatni prezent to ramka ze zdjęciem Marcina Możdżonka? I dedykacja? Na odwrocie była przyklejona mała karteczka. Wzięłam i przeczytałam. „Nie wiedziałem co mógłbym Ci dać jako prezent. Mówiłaś, że jestem Twoim idolem. Do głowy wpadło mi tylko to. Jakbyś chciała kiedyś jeszcze pogadać lub umówić się na tę nieszczęsną kawę, masz mój numer. Marcin” Naprawdę mówiłam mu, że jest moim idolem? Nie pamiętam tego… Jednak miło mi się zrobiło jak to przeczytałam.
- To prezent od MARCINA MOŻDŻONKA???? – zapytała ze zdziwieniem Pamela.
- No tak.
- To się El Kapitano nie postarał. Tylko zdjęcie z autografem. – marudziła Melka.
- Mi się podoba, a po drugie nie wiedział, że to moja impreza urodzinowa.
- A właściwie to skąd on wiedział? – Włączyła się Marlena.
- Bo tak cicho rozmawiałaś przez telefon w galerii.
- Tak, wy kobiety rzadko kiedy rozmawiacie cicho – wtrącił Piotrek za co dostał w ramie od Pameli.
- Dobra, dobra. A skąd to wiesz? – Marlena musiała wiedzieć wszystko.
- Powiedział mi.
- A kiedy ty z nim niby rozmawiałaś? – Pamela nie mogła uwierzyć.
- Po całej tej akcji z Arkiem jak poszłam na papierosa. Gadaliśmy długo o wszystkim i o niczym.
- Jak to, jak poszłaś na fajka? Przecież byłam po ciebie.
- No właśnie byłaś i go nie zauważyłaś. Kucał obok mnie. – wszyscy zaczęli się śmiać z Pameli.
- Oj bo tak szybko cię chciałam do środka wciągnąć – tłumaczyła się Brądek.
- Kotek przyznaj się, ile wypiłaś? – zapytał Piotrek i objął Melkę w pasie.
- Wystarczająco dużo by nie zauważyć faceta mierzącego dwa metry – odpowiedziała za nią Marlena w odzewie zobaczyła język Pameli.

                Już minął miesiąc. Marlena wróciła do Anglii, Pamela z Piotrkiem ostro studiowali. Wieczory spędzałam samotnie, przy telewizji. Niekiedy odwiedzałam Wojtka i jego Hanię. Polubiłam tą małą, ona z resztą mnie też. Narysowała mi ostatnio laurkę na mikołajki. Z Marcinem spotkałam się dwa razy. Lubię się z nim widywać. Później zawsze uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Ostatnio nie mam czasu na spotkania. Znajoma zaproponowała mi pracę u siebie jednak musiałam zrobić kurs pedagogiczny. Jestem właśnie w połowie, z obecnym szefem umówiłam się, że do końca roku jeszcze będę mogła pracować.

20 grudzień godzina dwudziesta. Dzwoni mój telefon.
- Witaj brodaty, co tam?
- Hej. Co robisz jutro?
- Pracuję na drugą zmianę, a co?
- Oj bo jakoś wydaje mi się, że będę się nudził.
- Tak? I co w związku z tym? – uśmiechnęłam się mimowolnie
- Może bym Cię odwiedził? O której kończysz?
- Sklep zamykamy o osiemnastej. Więc koło dziewiętnastej będę wolna.
- No to zajadę po ciebie. Gdzie masz ten sklep?
- Naprzeciwko galerii. Tylko uważaj żeby mój szef ciebie nie zauważył. Ma dziwne fobie i nie lubi jak ktoś, a w szczególności mężczyźni, kręci się po sklepie po zamknięciu.
- To poczekam na zewnątrz, albo dasz mi znać czy szef jeszcze jest. – czułam, że się uśmiechnął. Sama zresztą miałam uśmiech od ucha do ucha.
- Dobra to jesteśmy w kontakcie.
- Do jutra, Rudzielcu.
- Pa.
                Tak więc z uśmiechem na twarzy włączyłam muzykę i przetańczyłam cały wieczór. Nie mogłam się doczekać. On jest moim idolem. Wspaniały zawodnik i człowiek, czego chcieć więcej.  Trochę się opuściłam w wiedzy siatkarskiej. Siatkówka to moje hobby tak jak i muzyka. Ostatnie dni układały mi się naprawdę cudnie.
Rano ogarnęłam mieszkanie, przygotowałam się trochę na wieczór. Zrobiłam sałatkę na kolację bo nie będę ciągnęła Marcina do restauracji. Sama zresztą będę po pracy więc nie będę miała ochoty wychodzić. Tak więc postanowiłam zaprosić go do siebie. Musiałam posprzątać. Kurzu się nazbierało. O czternastej zaczynała się moja zmiana. Klientek było niewiele. Przed zamknięciem zjawił się szef.
- Jak Karina dzisiejszy utarg?
- Na mojej zmianie nie ciekawie. Było kilka klientek jednak nic nie kupiły.
- Przed świętami tak zawsze. – zaczął liczyć pieniądze jakie w kasie utargowała moja poprzedniczka. – to zamknij i widzimy się jutro.
- Spoko szefie. – uśmiechnęłam i się i zaczęłam pisać sms’a  do Marcina, że droga wolna.
Zaczęłam sprzątać kantorek. Nagle ktoś zasłonił mi usta i przycisnął do ściany. Nie mogłam zobaczyć kto to bo byłam odwrócona plecami.



                                                                                                                         
no i jak wam się podoba??
mam nadzieję, że będę się wyrabiała i wstawiała rozdziały systematycznie.
Zapraszam do czytania i komentowania. :)

sobota, 2 marca 2013

4. Czas zmian.


Zadowolona Pamela siedzi przy moim prowizorycznym stole. Pije sobie kawę beztrosko. Nawet nie zwróciłam uwagi co ona do mnie mówi. Jestem w szoku.
                Cwaniara zadzwoniła do mnie abym się przygotowała. Jednak takiej niespodzianki się nie spodziewałam. Moja kuchnia była okupowana przez moją kochaną siostrunię. Marlena mnie przytula jedną ręką a w drugiej trzyma drewniana łopatkę. Jak zwykle przygotowuje swój specjał. Kurczak a raczej pierś kurczaka z warzywami na patelni i sosem słodko – kwaśnym. Mmm pycha! Na studiach często gotowała chyba, że zupę pomidorową.
- No i co? – pyta Marlena z szerokim uśmiechem na twarzy – Aż tak szybko się mnie nie spodziewałaś – i puściła oczko do Pameli. Czułam, że to jej sprawka. Zapomniała o najważniejszym, miałam jechać do Konrada i Eweliny w ten weekend. Oczywiście byłam zadowolona, iż Marlena odwiedziła moją swego rodzaju pustelnię.
                Pamela zauważyła moje zakłopotanie. Poprosiłam ja na chwilę do pokoju.
- Melka jestem ci wdzięczna za troskę. Jednak kochana mam teraz kłopot.
- Niech zgadnę, chodzi o Ewelinę i Konrada? – zapytała z pewnością siebie.
- Tak, o to mi chodzi. W ten weekend miałam ich odwiedzić.
- Nie martw się. Wszyscy leżą w łóżkach chorzy. Zanim dowiedziałam się, że Marlena jest w Polsce, zadzwoniłam do Eweliny. Spokojnie twój problem jest już rozwiązany. – odetchnęłam z ulgą jednak martwiłam się o przyjaciółkę.
                Obiad jak zwykle był pyszny. Odzwyczaiłam się od przysmaków kulinarnych Marleny. Ona zaś opowiedziała jak jej się żyje w Anglii, co słychać u jej męża i bliźniaków.
- A co tam u ciebie i Arka? – no tak to pytanie paść musiało. Najwidoczniej Pamela jej wszystkiego nie powiedziała. Chyba, że Marlena próbuje wydusić ze mnie coś więcej niż powiedziałam Pameli.
- U mnie wszystko ok. Jakoś sobie radzę. Arek też chyba ma się dobrze, zresztą mało mnie to obchodzi. A tak dla twojej wiadomości, jak Pamela jeszcze nic ci nie pisnęła, ja i Arek to przeszłość . Nie pytaj o nic. – nadal było ciężko mi z tym wszystkim, więc pora zmienić temat. –Mam ochotę na lody. Co wy na to? Idziemy do galerii?- odwróciłam się i poszłam szukać czegoś na przebranie, wygodnego. Czułam, że taka dawka informacji Marleny nie zaspokoi. Zawsze zwracała uwagę na detale.
                Siedzimy i ze smakiem zajadamy się lodami. Miałyśmy jeszcze zamówić kawę a Marlena nadal drąży temat.
- Karina, powiedz chociaż co się stało? Byliście taką zgraną parą. Rzadko kiedy się kłóciliście. Może da się to jeszcze naprawić.
- Co naprawić? Tu nie ma co naprawiać. Skurwiel mnie zdradził, z resztą złapałam go na ostrym numerku w jego mieszkaniu do którego miałam klucze. – Marlena otworzyła usta ze zdziwienia – Dziwne co? Niby tacy idealni a tu proszę. Okazało się, że to nie pierwszy raz. – powiedziałam to w końcu. Chyba mi ulżyło. Już nie czułam smutku tylko wielką złość, że dałam się tak zwodzić za nos tyle czasu. W tym momencie jestem nawet wdzięczna losowi, że wydało się to zanim wzięliśmy ślub. Wyobrażacie sobie co by było jakbym była szczęśliwa z mojego „mężusia” i nagle pojawiłaby się jakaś panna z dzieckiem twierdząca, iż Arek jest jego ojcem. Dobra wracam na ziemię to już za mną. A Marlenie więcej już nie trzeba było. Teraz zaspokoiłam jej ciekawość. – Tylko w domu nic nie mów. Wiesz co babcia ze mną zrobi jak się dowie.
- Dobra nic się nie martw.

                Z racji iż Pamela chciała przypomnieć sobie jakieś informacje na jutrzejsze kolokwium wzięłyśmy kawę na wynos. Przy okazji obejrzałyśmy wystawy. Mnie zaintrygowała przepiękna czarna sukienka na grubych ramiączkach. Niby prosta, ale miała cos w sobie. Niestety wypłaty jeszcze nie dostałam. Nagle zorientowałam się, że dziewczyny są już praktycznie w drzwiach wyjściowych. Odwróciłam się z impetem i…
- Kurwa mać!! -  cała kawa znalazła się na mojej kurtce, no może nie cała bo część wylała się na kogoś sporych rozmiarów. Zadzieram głowę do góry i widzę tę uwielbianą przeze mnie brodę. – Przepraszam – prostuję i zaczynam szukać chusteczek. – Naprawdę tak mi przykro – zaczyna brakować mi słów. Dziewczyny w końcu oprzytomniały. Jednak gdy zobaczyły jak się jeszcze bardziej pogrążam zaczęły się śmiać. Mój wzrok wtedy posyłał im pioruny a na policzkach pojawiały się rumieńce.
- Nic się nie stało – lekko się uśmiechnął, a ja rozpłynęłam się na dobre.
- Może dasz mi tę bluzę, oj sorry, może pan da mi tę bluzę – nie mogę się wysłowić – spróbuję tzn. moja pralka, trzeba to zaprać bo plama będzie. Więc musze do łazienki z bluzą, bo najlepiej to zrobić od razu. Zaprać. Mówiłam, że plama może zostać?
- Dobra nic się nie stało – teraz to już musiał mieć totalna polewkę z mojego roztargnienia – Marcina jestem – wyciągnął swoją dłoń w moją stronę.
- Tak wiem – mówię nieśmiało się uśmiechając, musiało to komicznie wyglądać. W międzyczasie przełożyłam pusty kartonowy kubeczek – Karina – uścisnęliśmy swoje dłonie i pozwoliłam sobie spojrzeć w jego oczy.
- No tak. – teraz to on się zmieszał – O bluzę się nie martw. Poradzę sobie, ale kawę jestem ci winien
- Nic się nie stało. Za dobra nie była. – cały czas trzymał moją dłoń. Uśmiechnęłam się tym razem przepraszająco i powiedziałam – przepraszam jeszcze raz za to – wskazałam na plamę – Muszę już iść. – Odwróciłam się choć łatwe to nie było i odeszłam w stronę dziewczyn. Marlena prawie leżała ze śmiechu a Pamela zbierała szczękę.
- Nic nie mówcie – powiedziałam gdy do nich podeszłam
- Czy ty wiesz…
- Tak wiem. – przerwałam Pameli, która z trudem dochodziła do siebie. Mi nogi nadal się trzęsły. Wyszłyśmy z galerii i wtedy razem z Marleną wszystkie trzy śmiałyśmy się z tego co stało się w środku. W takim humorze wróciłyśmy do mieszkań.

- Marlena, wiesz, że Arek odesłał mi moje wszystkie rzeczy jakbym to ja była winna temu wszystkiemu. Próbował nawet jakichkolwiek negocjacji. – powiedziałam przy naszej wieczornej herbacie – To znaczy na początku się zapierał. Byłam nieugięta. Później zwrócił te nasze wspólne zdjęcia i prezenty ode mnie. A i list jakiś naskrobał.
- No i co w nim pisał? Niech zgadnę „to jednorazowy wyskok”, „nawet tego nie chciałem”, „samo wyszło” – Marlena idealnie naśladowała jego głos
- Nawet go nie czytałam.- powiedziałam.
- A jak myślisz humor ci się przeczytasz jego wypociny?
- Nie wiem. Wiesz zawsze lubiłam jak się mężczyźni tłumaczą. Dawaj to pudło.
- A gdzie jest? – zapytała Marlena
- W szafie na samym dnie, gdzieś w kącie.
- Masz. Ja idę się umyć. Jakby co to wiesz gdzie jestem. – lekko się uśmiechnęłam.
List faktycznie lekko mnie rozbawił. Zdziwiłam się bo sądziłam, że będę płakać. Takie rzeczy wypisywał a ja się śmiałam. Może z jego wyobraźni. Nie wiem. 


Już miesiąc minął odkąd Marlena u mnie jest. Co prawda bywała w domu rodzinnym, jednak nigdy nie czuła się tam dobrze. Budzik dzwonił a ja miałam ochotę przeleżeć cały dzień w łóżku.
- Hej Reginka. – powitała mnie Marlena wchodząc do pokoju. Tylko ona mnie nazywała Reginą, zawsze śmiejemy się przy tym. – Powiedz mi, dlaczego ustawiłaś budzik? Przecież masz dziś wolne.
- To co proponujesz? Ja szczerze mówiąc zostałabym tu – pokazałam mój skromny pokoik i obie wybuchłyśmy śmiechem.
- Na razie to chodź na śniadanie a później mam dla ciebie coś extra. – powiedziała Marlena z cwaniackim uśmiechem, a ja wiedziałam, że nic z niej nie wyciągnę chociażbym błagała na kolanach.
                Po śniadanku ruszyłyśmy w miasto. Okazało się, że Marlena załatwiła na dziś fryzjera , kosmetyczkę i pobyt w Spa.
- To co robimy z włosami? – zapytała fryzjerka
- Kolor na pewno zmienimy, znudził mi się ten blond – powiedziałam zastanawiając się jaką barwę wybrać – może rudy.
- Karina zawsze chciałaś mieć dredy, może spróbuj. – powiedziała Marlena z sąsiedniego fotela.
- No nie wiem, dredy to chyba już za dużo . A wykonujecie tutaj coś takiego? – zapytałam retorycznie z nadzieją, że odpowiedź będzie negatywna. Niestety fryzjerka się tylko uśmiechnęła i przytaknęła. Dodatkowo powiedziała, że mam na tyle długie włosy, że będę wyglądała obłędnie. No cóż zgodziłam się. – To szalejemy – powiedziałam i cały salon śmiał się razem z nami.
Po 17 weszłyśmy na obiad do galerii. Marlena jeszcze mnie namówiła na zakupy. Weszłyśmy do jednego ze sklepów i Marlena zaczęła namawiać mnie na śliczną miętową, zwiewną bluzkę, na którą z chęcią się zgodziłam.
- Która godzina? – zapytała Marlena gdy stałyśmy w kolejce do kasy.
- Dziewiętnasta dochodzi a co?
- Nic, czekaj tu a ja do WC jeszcze skoczę i lecimy na chatę.

Wyszłam ze sklepu a Marlena na mnie czekała i akurat skończyła rozmowę telefoniczną. Uśmiechała się więc myślałam, że to Gustaw dzwonił i opowiedział jej czy bliźniaki grzeczne. Do mieszkania wróciłyśmy w szybkim tempie bo Marlena zamówiła taksówkę.
- Idź pod prysznic bo później wychodzimy. – Oznajmiła mi Marlena – Ubrania ci przygotuję.
 Ja posłusznie skierowałam się do łazienki. Musiałam jakoś chronić moją nową fryzurę. Związałam dredy, które bardzo mi się podobały i faktycznie wyglądałam obłędnie. Gdy wyszłam Marlena rozmawiała z kimś prze telefon znowu.
- Kto dzwonił? – tym razem zapytałam.
- Pamela powiedziała, w którym klubie się spotkamy. Ubieraj się tu masz wszystko, a i zrób sobie nieziemski makijaż. – wyszczerzyła zęby i zniknęła za drzwiami toalety.
O dwudziestej pierwszej czekałyśmy na taksówkę.
- Pamela już tam jest? Sama? – zapytałam
- Nie sama tylko z Piotrkiem. A i Krzysiek też jest. Pamela go spotkała przypadkiem. - No to super. Pomogę Krzyśkowi w poszukiwaniu kogoś odpowiedniego. Nie miałam ochoty na imprezy, już tak dawno na żadnej nie byłam.
- Marlena dobry adres podałaś kierowcy? – powiedziałam bo znalazłyśmy się w dość podejrzanym miejscu.
- Dobry, dobry. Chodź i nie marudź.
W klubie ludzie ledwo się mieścili. Sporo moich znajomych było. Dziwnie do mnie się uśmiechali. Szukałam Pameli i Piotrka. Marlena w tym czasie zamówiła nam po drinku.
Nagle muzyka ucichła. Na scenę wszedł Mark Foster. Mnie wmurowało. Uwielbiam jego piosenki. Spojrzałam na Marlenę a ona się tylko uśmiechnęła. Coś mi tu nie grało. Wszyscy się rozstąpili i utworzyli swego rodzaju ścieżkę. Wmurowało mnie jeszcze bardziej...




                                                 
Przepraszam za tak długą przerwę. Jednak w zamian za cierpliwość wstawiłam zakładeczkę "Bohaterowie".
Miłego czytania i proszę o komentarze.