Mark
spojrzał na mnie i powiedział – Karina, Today is the day of your birthday so
it's a surprise for you. My gift for you is a private concert. I know you're
our fan, so I agreed to come here today. All the best. - Na mojej twarzy
banan był w wersji XXL a łzy szczęścia ściekały po policzkach. Co jak co, ale
zapomnieć o swoich urodzinach? To tylko ja potrafię. Mark podszedł do mnie a w
między czasie dwóch pozostałych z zespołu się stroiło. Foster złożył mi
życzenia, ja grzecznie mu podziękowałam. Zaraz po nim pojawili się Marlena,
Pamela, Piotrek, Krzysiek i Michał z Antkiem.
- Podoba Ci się niespodzianka? – zapytał Michał.
- Podoba i to bardzo. – ucałowałam jednego i drugiego w policzek. Michał i Antek to jedni z tych znajomych, którym ułożyło się życie zawodowe. Jeżdżą po świecie i występują na scenach obok gwiazd takich jak Bruno Mars czy Kings of Leon. Ciekawe co musieli zrobić aby ściągnąć tu, do Polski mój ulubiony zespół.
- Powiedzcie jak wam się to udało, no i jak bardzo musieliście kombinować aby mieć wolne?
- Oj Karina, łatwo nie było – wyszczerzył się Antek – a tak naprawdę to już od roku mieliśmy zaplanowaną te imprezę. Niestety tylko miejsce musieliśmy zmienić gdyż się wyprowadziłaś. Pamela z Marlena nam pomogły.
- Dziękuję wam kochani – jeszcze raz dostali całuska – a teraz przepraszam idę podziękować dziewczynom.
- Spoko, ale czekamy aż się z nami napijesz. – uśmiechnął się Michał.
- ok, znajdę was – i już kierowałam się w stronę dziewczyn.
Impreza była przednia. Foster the People zaprezentował swoje największe hity i zeszli ze sceny. Dalszą część prowadził już DJ klubu. Nagle zobaczyłam Arka. Nie to nie może być prawda. Co on tutaj robi? Czy nie widzi, jak dobrze się bawię? Musi mi to psuć?
- Co tutaj robisz? – zapytałam gdy podszedł do mnie.
- Bawię się i chciałem złożyć ci życzenia. – powiedział pewny siebie.
- Dziękuję za życzenia a teraz muszę cię opuścić. – Jednak ten nie dawał za wygraną i złapał mnie za nadgarstek tak mocno, że musiałam się zgiąć w pół.
- Ała. To boli. Puszczaj. To jest moje święto i nie psuj mi go. Proszę. – próbowałam się wyrwać ostatkami sił.
- A wysłuchasz mnie czy nadal będziesz udawać, że wszystko jest w porządku. Czytałaś list?
- Tak czytałam. Dowiedziałam się co o mnie myślisz. A teraz prosisz o rozmowę? Śmieszny jesteś – prychnęłam mu prosto w twarz. Ten jeszcze mocniej mnie ścisnął.
- Wszystko w porządku? – Uff Marlena, dzięki Bogu.
- Nie, chce z nią porozmawiać i się nie wpierdalaj – teraz szarpnął mną z całej siły.
- Przepraszam, ale ona nie ma ochoty z tobą rozmawiać. – Nie wiem jak, ale nagle pojawił się Marcin. Objął mnie w pasie. Ja wtedy poczułam się bezpiecznie. Uwolnił mnie także z uścisku Arka. – Chodź kochanie, nie dałem ci jeszcze swojego prezentu. – Wow, takiego wyjścia z sytuacji bym się w życiu nie spodziewała. Arka spojrzenie jakby mogło to zabiło by nas na miejscu. Marlena stała osłupiała jak i ja.
- Już się pocieszyłaś? – wycedził Arek.
- Nie tak szybko jak ty. – i odeszliśmy od wściekłego Trecha.
Marlena jak tylko się otrząsnęła zaczęła mnie przepraszać. Tłumaczyła, że impreza była zaplanowana już dawno i nikt się nie spodziewał, że Arek mnie zdradzi i będzie miał tupet aby się pokazać po tym wszystkim. Zapewniłam ją, że nic się nie stało i odwróciłam się, żeby podziękować mojemu wybawicielowi. Jednak nie było mi to dane bo zniknął tak szybko jak się pojawił. Poszłam więc do baru zamówiłam kilka drinków i wypiłam duszkiem. Lekko wcięta postanowiłam jeszcze zapalić papierosa. To jest moja ucieczka. Przy papierosie czuję się wyjęta z tego świata, liczy się cisza i delektowanie się tym dymem.
Jeden papieros to za mało. Musiałam przemyśleć to co się wydarzyło w środku. Właśnie zaczynałam trzeciego fajka jak wyszedł z klubu Marcin. Głupio mi się zrobiło.
- Palenie szkodzi – powiedział.
- Jestem tego zdania, że złego diabli nie biorą a na coś umrzeć trzeba – powiedziałam swoją stałą śpiewkę – Dziękuję za uratowanie mnie od tego cymbała – lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co. Właściwie przyszedłem tu na obiecaną kawę jednak o tej porze to chyba będzie zbyt absurdalne – powiedział pokazując swoje zęby.
- Fakt, pierwsza w nocy to nie czas na kawę. A skąd ty w ogóle wiedziałeś, że tu będę? – pijana potrafiłam być bezpośrednia.
- Byłem akurat dziś w galerii i zobaczyłem, jak stałaś w kolejce do kasy. Twoja znajoma była przed i rozmawiała z kimś przez telefon. Mówiła, że zaciągnie ciebie tutaj nawet siłą. Nie sądziłem, że to w związku z twoimi urodzinami. – było widać zakłopotanie na twarzy dwumetrowa. Na moje szczęście przykucnął przy mnie dzięki czemu nie mogłam się nabawić później bólu szyi.
- Nie ma sprawy. Może to zabrzmi dziwnie, ale sama zapomniałam o swoich urodzinach. – czułam jak rumieńce, które pojawiły się na mojej twarzy wraz z jego przybyciem , palą co raz bardziej. Papieros już dawno wylądował w popielniczce a nam rozmowa się nie kończyła. Dowiedziałam się co on w ogóle tutaj robi, dlaczego nie jest w Kędzierzynie. Opowiedziałam mu historię związaną z Arkiem i Wojtkiem, nie wiem dlaczego. On w zamian opowiedział mi swoje życie prywatne. Nagle wyszła Pamela.
- Karina, kurde tyle Cię szukałam, chodź.- i już mnie porwała do środka. Chyba nie zauważyła siatkarza, który kucał obok mnie.
-Przepraszam, ale muszę… - tylko tyle zdążyłam powiedzieć w jego kierunku i już byłam wśród roztańczonych imprezowiczów.
Drinki lały się jeden po drugim. Michał z Antkiem musieli wyrwać się zaraz około drugiej. Mark z chłopakami też zmyli się zaraz bo musieli wypocząć. Foster na pożegnanie mnie wycałował i zaprosił na koncerty. Jego koledzy także. Mili chłopcy, ale nie są przyzwyczajeni do takiego picia. Marcin siedział cały czas w miejscu zaciemnionym i podnosił rękę z drinkiem na znak picia za moje zdrowie i przesyłał mi swoje najpiękniejsze uśmiechy. Nie wiem jak mu się udało siedzieć i nie rozdawać autografów. Przecież jego nie da się nie zauważyć. Krzysiek znalazł sobie dziewczynę i bez mojej pomocy. Tą dziewczyną okazała się moja dawna znajoma ze studiów. Było tyle znajomych. Nie wiem czy ze wszystkimi zdążyłam zamienić chociaż słówko. Pewne jest to, że dziewczynom dziękowałam chyba ze sto razy. Osiemnasty listopad to był mój dzień relaksu i wielkiego świętowania.
- Podoba Ci się niespodzianka? – zapytał Michał.
- Podoba i to bardzo. – ucałowałam jednego i drugiego w policzek. Michał i Antek to jedni z tych znajomych, którym ułożyło się życie zawodowe. Jeżdżą po świecie i występują na scenach obok gwiazd takich jak Bruno Mars czy Kings of Leon. Ciekawe co musieli zrobić aby ściągnąć tu, do Polski mój ulubiony zespół.
- Powiedzcie jak wam się to udało, no i jak bardzo musieliście kombinować aby mieć wolne?
- Oj Karina, łatwo nie było – wyszczerzył się Antek – a tak naprawdę to już od roku mieliśmy zaplanowaną te imprezę. Niestety tylko miejsce musieliśmy zmienić gdyż się wyprowadziłaś. Pamela z Marlena nam pomogły.
- Dziękuję wam kochani – jeszcze raz dostali całuska – a teraz przepraszam idę podziękować dziewczynom.
- Spoko, ale czekamy aż się z nami napijesz. – uśmiechnął się Michał.
- ok, znajdę was – i już kierowałam się w stronę dziewczyn.
Impreza była przednia. Foster the People zaprezentował swoje największe hity i zeszli ze sceny. Dalszą część prowadził już DJ klubu. Nagle zobaczyłam Arka. Nie to nie może być prawda. Co on tutaj robi? Czy nie widzi, jak dobrze się bawię? Musi mi to psuć?
- Co tutaj robisz? – zapytałam gdy podszedł do mnie.
- Bawię się i chciałem złożyć ci życzenia. – powiedział pewny siebie.
- Dziękuję za życzenia a teraz muszę cię opuścić. – Jednak ten nie dawał za wygraną i złapał mnie za nadgarstek tak mocno, że musiałam się zgiąć w pół.
- Ała. To boli. Puszczaj. To jest moje święto i nie psuj mi go. Proszę. – próbowałam się wyrwać ostatkami sił.
- A wysłuchasz mnie czy nadal będziesz udawać, że wszystko jest w porządku. Czytałaś list?
- Tak czytałam. Dowiedziałam się co o mnie myślisz. A teraz prosisz o rozmowę? Śmieszny jesteś – prychnęłam mu prosto w twarz. Ten jeszcze mocniej mnie ścisnął.
- Wszystko w porządku? – Uff Marlena, dzięki Bogu.
- Nie, chce z nią porozmawiać i się nie wpierdalaj – teraz szarpnął mną z całej siły.
- Przepraszam, ale ona nie ma ochoty z tobą rozmawiać. – Nie wiem jak, ale nagle pojawił się Marcin. Objął mnie w pasie. Ja wtedy poczułam się bezpiecznie. Uwolnił mnie także z uścisku Arka. – Chodź kochanie, nie dałem ci jeszcze swojego prezentu. – Wow, takiego wyjścia z sytuacji bym się w życiu nie spodziewała. Arka spojrzenie jakby mogło to zabiło by nas na miejscu. Marlena stała osłupiała jak i ja.
- Już się pocieszyłaś? – wycedził Arek.
- Nie tak szybko jak ty. – i odeszliśmy od wściekłego Trecha.
Marlena jak tylko się otrząsnęła zaczęła mnie przepraszać. Tłumaczyła, że impreza była zaplanowana już dawno i nikt się nie spodziewał, że Arek mnie zdradzi i będzie miał tupet aby się pokazać po tym wszystkim. Zapewniłam ją, że nic się nie stało i odwróciłam się, żeby podziękować mojemu wybawicielowi. Jednak nie było mi to dane bo zniknął tak szybko jak się pojawił. Poszłam więc do baru zamówiłam kilka drinków i wypiłam duszkiem. Lekko wcięta postanowiłam jeszcze zapalić papierosa. To jest moja ucieczka. Przy papierosie czuję się wyjęta z tego świata, liczy się cisza i delektowanie się tym dymem.
Jeden papieros to za mało. Musiałam przemyśleć to co się wydarzyło w środku. Właśnie zaczynałam trzeciego fajka jak wyszedł z klubu Marcin. Głupio mi się zrobiło.
- Palenie szkodzi – powiedział.
- Jestem tego zdania, że złego diabli nie biorą a na coś umrzeć trzeba – powiedziałam swoją stałą śpiewkę – Dziękuję za uratowanie mnie od tego cymbała – lekko się uśmiechnęłam.
- Nie ma za co. Właściwie przyszedłem tu na obiecaną kawę jednak o tej porze to chyba będzie zbyt absurdalne – powiedział pokazując swoje zęby.
- Fakt, pierwsza w nocy to nie czas na kawę. A skąd ty w ogóle wiedziałeś, że tu będę? – pijana potrafiłam być bezpośrednia.
- Byłem akurat dziś w galerii i zobaczyłem, jak stałaś w kolejce do kasy. Twoja znajoma była przed i rozmawiała z kimś przez telefon. Mówiła, że zaciągnie ciebie tutaj nawet siłą. Nie sądziłem, że to w związku z twoimi urodzinami. – było widać zakłopotanie na twarzy dwumetrowa. Na moje szczęście przykucnął przy mnie dzięki czemu nie mogłam się nabawić później bólu szyi.
- Nie ma sprawy. Może to zabrzmi dziwnie, ale sama zapomniałam o swoich urodzinach. – czułam jak rumieńce, które pojawiły się na mojej twarzy wraz z jego przybyciem , palą co raz bardziej. Papieros już dawno wylądował w popielniczce a nam rozmowa się nie kończyła. Dowiedziałam się co on w ogóle tutaj robi, dlaczego nie jest w Kędzierzynie. Opowiedziałam mu historię związaną z Arkiem i Wojtkiem, nie wiem dlaczego. On w zamian opowiedział mi swoje życie prywatne. Nagle wyszła Pamela.
- Karina, kurde tyle Cię szukałam, chodź.- i już mnie porwała do środka. Chyba nie zauważyła siatkarza, który kucał obok mnie.
-Przepraszam, ale muszę… - tylko tyle zdążyłam powiedzieć w jego kierunku i już byłam wśród roztańczonych imprezowiczów.
Drinki lały się jeden po drugim. Michał z Antkiem musieli wyrwać się zaraz około drugiej. Mark z chłopakami też zmyli się zaraz bo musieli wypocząć. Foster na pożegnanie mnie wycałował i zaprosił na koncerty. Jego koledzy także. Mili chłopcy, ale nie są przyzwyczajeni do takiego picia. Marcin siedział cały czas w miejscu zaciemnionym i podnosił rękę z drinkiem na znak picia za moje zdrowie i przesyłał mi swoje najpiękniejsze uśmiechy. Nie wiem jak mu się udało siedzieć i nie rozdawać autografów. Przecież jego nie da się nie zauważyć. Krzysiek znalazł sobie dziewczynę i bez mojej pomocy. Tą dziewczyną okazała się moja dawna znajoma ze studiów. Było tyle znajomych. Nie wiem czy ze wszystkimi zdążyłam zamienić chociaż słówko. Pewne jest to, że dziewczynom dziękowałam chyba ze sto razy. Osiemnasty listopad to był mój dzień relaksu i wielkiego świętowania.
- JEJU..!! Dlaczego tak jasno jest? – krzyknęłam, czego
zaraz pożałowałam. Marlena zdzieliła mnie w ramię. A głowa pulsowała z bólu.
Nie trzeba było tyle pić.
- Co chcesz na śniadanie? – spytała Marlena.
- Jakie śniadanie – spojrzałam na zegarek – chyba już późny obiad. Zobacz – pokazałam jej, że dochodzi piętnasta – A po drugie to woooody… - i poszłam do kuchni. Na szczęście miałam zapasy mineralnej.
- Co chcesz na śniadanie? – spytała Marlena.
- Jakie śniadanie – spojrzałam na zegarek – chyba już późny obiad. Zobacz – pokazałam jej, że dochodzi piętnasta – A po drugie to woooody… - i poszłam do kuchni. Na szczęście miałam zapasy mineralnej.
O dwudziestej przyszła Pamela
- A gdzie Piotrka zgubiłaś? – zapytała Marlena
- Biedactwo siedzi jeszcze na uczelni, na szczęście miał na dwunastą to trochę pospał.
- Kac go nie męczył? – tym razem to ja zapytałam.
- Nie, on symbolicznie jednego wypił za Twoje zdrowie. No i był wstanie ogarnąć wszystko. Zabrał prezenty jakie wczoraj dostałaś.
- No i gdzie one są? – zapytała zaciekawiona bo zapomniałam o nich i to na pewno przez alkohol.
- Później Piotrek z nimi przyjdzie.
Godzinkę później pojawił się i Piotrek. Miał ze sobą kilkanaście torebeczek różnej wielkości i mały torcik. Odśpiewali mi ciche „sto lat” (kac morderca nie chciał ustąpić), które wcześniejszej nocy było śpiewane wielokrotnie.
- Dobra starczy już bo jeszcze przeżyje wasze wnuki. – zaśmiałam się.
To była skromna powtórka wczorajszej imprezy tylko zakrapiana soczkiem grejpfrutowym. Rozpakowałam prezenty. Dostałam dwie piękne chustki, bieliznę koronkową (to sprawka Marleny), ramkę ze zdjęciem paczki ze studiów, kubek ze zdjęciem dziewczyn z chóru, kilka zwykłych kubków. Ostatni prezent to ramka ze zdjęciem Marcina Możdżonka? I dedykacja? Na odwrocie była przyklejona mała karteczka. Wzięłam i przeczytałam. „Nie wiedziałem co mógłbym Ci dać jako prezent. Mówiłaś, że jestem Twoim idolem. Do głowy wpadło mi tylko to. Jakbyś chciała kiedyś jeszcze pogadać lub umówić się na tę nieszczęsną kawę, masz mój numer. Marcin” Naprawdę mówiłam mu, że jest moim idolem? Nie pamiętam tego… Jednak miło mi się zrobiło jak to przeczytałam.
- To prezent od MARCINA MOŻDŻONKA???? – zapytała ze zdziwieniem Pamela.
- No tak.
- To się El Kapitano nie postarał. Tylko zdjęcie z autografem. – marudziła Melka.
- Mi się podoba, a po drugie nie wiedział, że to moja impreza urodzinowa.
- A właściwie to skąd on wiedział? – Włączyła się Marlena.
- Bo tak cicho rozmawiałaś przez telefon w galerii.
- Tak, wy kobiety rzadko kiedy rozmawiacie cicho – wtrącił Piotrek za co dostał w ramie od Pameli.
- Dobra, dobra. A skąd to wiesz? – Marlena musiała wiedzieć wszystko.
- Powiedział mi.
- A kiedy ty z nim niby rozmawiałaś? – Pamela nie mogła uwierzyć.
- Po całej tej akcji z Arkiem jak poszłam na papierosa. Gadaliśmy długo o wszystkim i o niczym.
- Jak to, jak poszłaś na fajka? Przecież byłam po ciebie.
- No właśnie byłaś i go nie zauważyłaś. Kucał obok mnie. – wszyscy zaczęli się śmiać z Pameli.
- Oj bo tak szybko cię chciałam do środka wciągnąć – tłumaczyła się Brądek.
- Kotek przyznaj się, ile wypiłaś? – zapytał Piotrek i objął Melkę w pasie.
- Wystarczająco dużo by nie zauważyć faceta mierzącego dwa metry – odpowiedziała za nią Marlena w odzewie zobaczyła język Pameli.
- A gdzie Piotrka zgubiłaś? – zapytała Marlena
- Biedactwo siedzi jeszcze na uczelni, na szczęście miał na dwunastą to trochę pospał.
- Kac go nie męczył? – tym razem to ja zapytałam.
- Nie, on symbolicznie jednego wypił za Twoje zdrowie. No i był wstanie ogarnąć wszystko. Zabrał prezenty jakie wczoraj dostałaś.
- No i gdzie one są? – zapytała zaciekawiona bo zapomniałam o nich i to na pewno przez alkohol.
- Później Piotrek z nimi przyjdzie.
Godzinkę później pojawił się i Piotrek. Miał ze sobą kilkanaście torebeczek różnej wielkości i mały torcik. Odśpiewali mi ciche „sto lat” (kac morderca nie chciał ustąpić), które wcześniejszej nocy było śpiewane wielokrotnie.
- Dobra starczy już bo jeszcze przeżyje wasze wnuki. – zaśmiałam się.
To była skromna powtórka wczorajszej imprezy tylko zakrapiana soczkiem grejpfrutowym. Rozpakowałam prezenty. Dostałam dwie piękne chustki, bieliznę koronkową (to sprawka Marleny), ramkę ze zdjęciem paczki ze studiów, kubek ze zdjęciem dziewczyn z chóru, kilka zwykłych kubków. Ostatni prezent to ramka ze zdjęciem Marcina Możdżonka? I dedykacja? Na odwrocie była przyklejona mała karteczka. Wzięłam i przeczytałam. „Nie wiedziałem co mógłbym Ci dać jako prezent. Mówiłaś, że jestem Twoim idolem. Do głowy wpadło mi tylko to. Jakbyś chciała kiedyś jeszcze pogadać lub umówić się na tę nieszczęsną kawę, masz mój numer. Marcin” Naprawdę mówiłam mu, że jest moim idolem? Nie pamiętam tego… Jednak miło mi się zrobiło jak to przeczytałam.
- To prezent od MARCINA MOŻDŻONKA???? – zapytała ze zdziwieniem Pamela.
- No tak.
- To się El Kapitano nie postarał. Tylko zdjęcie z autografem. – marudziła Melka.
- Mi się podoba, a po drugie nie wiedział, że to moja impreza urodzinowa.
- A właściwie to skąd on wiedział? – Włączyła się Marlena.
- Bo tak cicho rozmawiałaś przez telefon w galerii.
- Tak, wy kobiety rzadko kiedy rozmawiacie cicho – wtrącił Piotrek za co dostał w ramie od Pameli.
- Dobra, dobra. A skąd to wiesz? – Marlena musiała wiedzieć wszystko.
- Powiedział mi.
- A kiedy ty z nim niby rozmawiałaś? – Pamela nie mogła uwierzyć.
- Po całej tej akcji z Arkiem jak poszłam na papierosa. Gadaliśmy długo o wszystkim i o niczym.
- Jak to, jak poszłaś na fajka? Przecież byłam po ciebie.
- No właśnie byłaś i go nie zauważyłaś. Kucał obok mnie. – wszyscy zaczęli się śmiać z Pameli.
- Oj bo tak szybko cię chciałam do środka wciągnąć – tłumaczyła się Brądek.
- Kotek przyznaj się, ile wypiłaś? – zapytał Piotrek i objął Melkę w pasie.
- Wystarczająco dużo by nie zauważyć faceta mierzącego dwa metry – odpowiedziała za nią Marlena w odzewie zobaczyła język Pameli.
Już
minął miesiąc. Marlena wróciła do Anglii, Pamela z Piotrkiem ostro studiowali.
Wieczory spędzałam samotnie, przy telewizji. Niekiedy odwiedzałam Wojtka i jego
Hanię. Polubiłam tą małą, ona z resztą mnie też. Narysowała mi ostatnio laurkę
na mikołajki. Z Marcinem spotkałam się dwa razy. Lubię się z nim widywać.
Później zawsze uśmiech nie schodzi mi z twarzy.
Ostatnio nie mam czasu na spotkania. Znajoma zaproponowała mi pracę u siebie jednak musiałam zrobić kurs pedagogiczny. Jestem właśnie w połowie, z obecnym szefem umówiłam się, że do końca roku jeszcze będę mogła pracować.
Ostatnio nie mam czasu na spotkania. Znajoma zaproponowała mi pracę u siebie jednak musiałam zrobić kurs pedagogiczny. Jestem właśnie w połowie, z obecnym szefem umówiłam się, że do końca roku jeszcze będę mogła pracować.
20 grudzień godzina dwudziesta.
Dzwoni mój telefon.
- Witaj brodaty, co tam?
- Hej. Co robisz jutro?
- Pracuję na drugą zmianę, a co?
- Oj bo jakoś wydaje mi się, że będę się nudził.
- Tak? I co w związku z tym? – uśmiechnęłam się mimowolnie
- Może bym Cię odwiedził? O której kończysz?
- Sklep zamykamy o osiemnastej. Więc koło dziewiętnastej będę wolna.
- No to zajadę po ciebie. Gdzie masz ten sklep?
- Naprzeciwko galerii. Tylko uważaj żeby mój szef ciebie nie zauważył. Ma dziwne fobie i nie lubi jak ktoś, a w szczególności mężczyźni, kręci się po sklepie po zamknięciu.
- To poczekam na zewnątrz, albo dasz mi znać czy szef jeszcze jest. – czułam, że się uśmiechnął. Sama zresztą miałam uśmiech od ucha do ucha.
- Dobra to jesteśmy w kontakcie.
- Do jutra, Rudzielcu.
- Pa.
Tak więc z uśmiechem na twarzy włączyłam muzykę i przetańczyłam cały wieczór. Nie mogłam się doczekać. On jest moim idolem. Wspaniały zawodnik i człowiek, czego chcieć więcej. Trochę się opuściłam w wiedzy siatkarskiej. Siatkówka to moje hobby tak jak i muzyka. Ostatnie dni układały mi się naprawdę cudnie.
- Witaj brodaty, co tam?
- Hej. Co robisz jutro?
- Pracuję na drugą zmianę, a co?
- Oj bo jakoś wydaje mi się, że będę się nudził.
- Tak? I co w związku z tym? – uśmiechnęłam się mimowolnie
- Może bym Cię odwiedził? O której kończysz?
- Sklep zamykamy o osiemnastej. Więc koło dziewiętnastej będę wolna.
- No to zajadę po ciebie. Gdzie masz ten sklep?
- Naprzeciwko galerii. Tylko uważaj żeby mój szef ciebie nie zauważył. Ma dziwne fobie i nie lubi jak ktoś, a w szczególności mężczyźni, kręci się po sklepie po zamknięciu.
- To poczekam na zewnątrz, albo dasz mi znać czy szef jeszcze jest. – czułam, że się uśmiechnął. Sama zresztą miałam uśmiech od ucha do ucha.
- Dobra to jesteśmy w kontakcie.
- Do jutra, Rudzielcu.
- Pa.
Tak więc z uśmiechem na twarzy włączyłam muzykę i przetańczyłam cały wieczór. Nie mogłam się doczekać. On jest moim idolem. Wspaniały zawodnik i człowiek, czego chcieć więcej. Trochę się opuściłam w wiedzy siatkarskiej. Siatkówka to moje hobby tak jak i muzyka. Ostatnie dni układały mi się naprawdę cudnie.
Rano ogarnęłam mieszkanie,
przygotowałam się trochę na wieczór. Zrobiłam sałatkę na kolację bo nie będę
ciągnęła Marcina do restauracji. Sama zresztą będę po pracy więc nie będę miała
ochoty wychodzić. Tak więc postanowiłam zaprosić go do siebie. Musiałam
posprzątać. Kurzu się nazbierało. O czternastej zaczynała się moja zmiana.
Klientek było niewiele. Przed zamknięciem zjawił się szef.
- Jak Karina dzisiejszy utarg?
- Na mojej zmianie nie ciekawie. Było kilka klientek jednak nic nie kupiły.
- Przed świętami tak zawsze. – zaczął liczyć pieniądze jakie w kasie utargowała moja poprzedniczka. – to zamknij i widzimy się jutro.
- Spoko szefie. – uśmiechnęłam i się i zaczęłam pisać sms’a do Marcina, że droga wolna.
Zaczęłam sprzątać kantorek. Nagle ktoś zasłonił mi usta i przycisnął do ściany. Nie mogłam zobaczyć kto to bo byłam odwrócona plecami.
- Jak Karina dzisiejszy utarg?
- Na mojej zmianie nie ciekawie. Było kilka klientek jednak nic nie kupiły.
- Przed świętami tak zawsze. – zaczął liczyć pieniądze jakie w kasie utargowała moja poprzedniczka. – to zamknij i widzimy się jutro.
- Spoko szefie. – uśmiechnęłam i się i zaczęłam pisać sms’a do Marcina, że droga wolna.
Zaczęłam sprzątać kantorek. Nagle ktoś zasłonił mi usta i przycisnął do ściany. Nie mogłam zobaczyć kto to bo byłam odwrócona plecami.
no i jak wam się podoba??
mam nadzieję, że będę się wyrabiała i wstawiała rozdziały systematycznie.
Zapraszam do czytania i komentowania. :)
mam nadzieję, że będę się wyrabiała i wstawiała rozdziały systematycznie.
Zapraszam do czytania i komentowania. :)