Dziewczyny bawiły się znakomicie. Wspaniale dogadywały się z
chłopakami. Pamela najlepszy kontakt złapała z Piotrkiem. Marysia polubiła
Marcina a na tym mi zależało. Za każdym razem jak wychodziłyśmy na papierosa
miałyśmy swój temat miłosny. Chyba, że Możdżonek bądź inny siatkarz chciał nam
towarzyszyć.
- Karina masz jakieś zapasy? – zapytała Edyta machając pustą
butelką po winie.
- Niestety, ale mogę skoczyć do sklepu – odpowiedziałam
pośpiesznie.
- To ja pójdę z Tobą – dołączył się Marcin.
- Zostawicie nas samych? – krzyknął z rozpaczą w głosie
Krzysiek widząc, że się ubieramy.
- Pamela czuje się tu jak u siebie więc, sami nie
zostajecie. – odpowiedziałam rozbawiona zachowaniem rzeszowskiego Libero.
- Wreszcie sami – powiedział i mocno pociągnął mnie w swoją
stronę. Zachłannie mnie pocałował jakby tęsknił za smakiem moich ust.
- Marcin… - jęknęłam lekko się odsuwając – zarazisz się.
- Nie szkodzi, najwyżej ty się mną zajmiesz – powiedział
uśmiechając się zawadiacko.
- Chodźmy –
pociągnęłam go za rękaw - jak będziesz
grzeczny to już niedługo będziesz mnie widywał częściej. – dodałam
odwzajemniając uśmiech.
Gdy wróciliśmy do mieszkania zaczęły się gwizdy. Marysia nic
nie powiedziała tylko się uśmiechała. Ja już znam jej ten uśmiech. Chłopaki
musieli się zbierać. Marcin pojechał razem z nimi. Dziewczyny pomogły mi
posprzątać, głównie to Pamela i Marysia. Reszta nie nadawała się do tego.
Jeszcze by się coś pobiło.
- Pamela czy mi się wydaje czy Piotrka – wskazałam na górę –
wymieniłaś na Piotrka. – dokończyłam wywód i podałam jej talerz do wytarcia.
- Czepiasz się. Nikogo nie wymieniam. Po prostu z
Nowakowskim dobrze mi się rozmawiało ot i cała filozofia.
- Na pewno? – podjęła temat Marysia.
- Na pewno – odpowiedziała i pokazała nam język. Długo
jeszcze dyskutowałyśmy na tematy kobiece. Brakowało mi Marysi i naszych
wspólnych pogawędek o wszystkim i o niczym. Niestety musiałyśmy przerwać gdyż
zadzwonił mój telefon.
- Już się stęsknił? – dziewczyny zaczęły żartować, za co
oberwały ścierką.
- Słucham? – udałam, że to jednak nie środkowy.
- Już dojechaliśmy.
Jak się dziewczyny trzymają? – zapytał Marcin
- Nie za szybko jechaliście? – odpowiedziałam pytaniem na
pytanie gdyż według mnie zbyt krótko trwała ich podróż do Kędzierzyna.
- Nie martw się o nas,
jesteśmy cali i zdrowi, to ja się pytałem jak wy sobie radzicie same, prawie
pijane.
- Dobrze, już posprzątałyśmy i będziemy, a raczej ta cześć
co nie poległa będzie, szykować się do spania.
– odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać gdyż Pamela i Marysia wykonywały
dziwne pozy.
- Z czego się
śmiejesz? – nie zdążyłam mu odpowiedzieć iż Pamela krzyknęła
- Marcin, my ją utulimy i nawet nie zauważy twojej
nieobecności – rozbawiona jej deklaracją po pukałam się w czoło.
- To ja już się na nic
zdam dzisiaj - powiedział i pożegnał się
– Dobranoc.
Nie zwracając uwagi na pytające spojrzenia koleżanek poszłam
do salonu.
- Karina, my możemy spać u ciebie? – z ledwością wybełkotała
Wiktoria.
- Kochana jakby nie zauważyć to już śpicie. Macie jeszcze
koce i poduszki. – powiedziałam – a wy śpicie ze mną w nagrodę za wytrwałość –
dodałam kierując te słowa w stronę Pameli i Marysi.
- Jaki zaszczyt nas kopnął – zironizowała Brądkówna. Owieczkowska
tylko pokazała, że idzie zapalić.
- Melacia my idziemy zapalić a ty się rozgaszczaj –
widziałam po minie, że jej się to nie podoba. Zawsze nas ganiała za fajki.
- Tylko się trujecie, ale wiem złego diabli nie biorą –
powiedziała z przekąsem a my po cichu wyszłyśmy na balkon.
- Karinka myślisz, że i mi się tak poszczęści? – zapytała z
nadzieją w głosie mocno się do mnie przytulając
- Oczywiście słoneczko. Na razie musisz zadowolić się mną i
Pamelą – zaśmiałam się widząc jej minę
- Pocieszające – odpowiedziała dołączając się w śmiechu i
lekko odsuwając .
- Co to za miłości tutaj beze mnie? – powiedziała urażona
Pamela
- Chodź. – pociągnęłyśmy ją do siebie.
- Karina telefon cały czas dzwoni. Myślałam, że Marcin się
dobija, ale to Wojtek. Nie odbierałam, ale oddzwoń do niego bo musi to być coś
ważnego.
- To koniec czułości – zaśmiałam się cicho i zgasiłam
papierosa. Jednak zastanawiałam się co takiego się stało, że Wojtek się dobija.
Szybko poszłam do sypialni i złapałam za telefon. – Hej Wojtek, co się dzieje?
- Karina, czy mogłabyś
przyjść tu, do mnie, do mieszkania?
- Mam gości, ale to da się załatwić, mów co się stało? –
zaczynałam się ostro martwić.
- Iwona miała groźny
wypadek, może w każdej chwili opuścić ten świat. Jej adwokat zadzwonił, że mam
się teraz stawić w szpitalu.
- Jak teraz? Jest dwudziesta druga? – pytam ze zdziwieniem
- Wiem, sam mówiłem
adwokatowi, że to jest niedorzeczne. Jednak on nalega. Mówi, że Iwona chciała
jeszcze przed śmiercią przekazać jakieś ważne informacje dotyczące Hani. Muszę
się dowiedzieć. Dlatego proszę abyś tutaj przyszła i popilnowała małej. Będę
starał się wrócić jak najszybciej.
- Dobrze, góra pół godzinki i jestem. – rozłączyłam się
zmartwiona. – Pamelka mam prośbę – zwróciłam się do przyjaciółki – Musze iść do
Wojtka i popilnować śpiącej Hani. Rano przyjdziemy obie do tej pory, proszę,
pełnij funkcję gospodyni.
- W porządku. Weź Marysię ze sobą, będę miała całe łóżko dla
siebie. – uśmiechnęła się zadziornie.
- Ja jestem za. Może ten Wojtek będzie całkiem przystojny. –
dołączyła się Marysia
- I to jeszcze jak – odpowiedziała jej Brądkówna.
- Zamiast się tutaj nabijać, zbierajmy się. Wojtek musi jak
najszybciej wyjechać a Hania sama zostać nie może.
Obiecałam, że wszystko wyjaśnię rano jak wrócę. Szybko
przeszłyśmy do mieszkania Wojtka. Minęliśmy się z nim w drzwiach. Obiecał, że
następnego dnia, ktoś dostarczy mi obiad do domu. Bardzo się zdziwił, że taka
ilość osób zmieściła się u mnie w mieszkaniu.
Marysia była Wojtkiem oczarowana, dopóki nie usnęła
słyszałam tylko o nim, choć nie zamieniła z nim praktycznie jednego zdania.
Głównie to mnie wypytywała jaki on jest.
- Poczekaj aż Hania się obudzi. To ją najpierw musisz
oczarować. Wojtkiem zajmiemy się już we trzy. – roześmiałam się cicho i obie
odpłynęłyśmy w błogi sen.
- Ciocia – usłyszałam radosny, zbyt głośny głos nad swoim
uchem. Zaraz po tym poczułam jak mój mały zwierzaczek wskakuje nam na kanapę –
Ciociu a co robi tutaj ta pani? – spytała widząc Marysię.
- To jest moja przyjaciółka. Jak chcesz też może być twoją
ciocią. A u mnie w mieszkaniu jest ich mnóstwo – powiedziałam czule się
uśmiechając po czym ucałowałam Hanię w policzek – Teraz musimy obudzić Marysię
bo trzeba zrobić zakupy na śniadanie. Co powiesz na poranny spacer?
- To idę się ubierać – krzyknęła dość głośno Hania dzięki
czemu nie musiałam już budzić Marysi.
- Co się dzieje? Czemu tu tak głośno? – jęknęła Marysia.
Kacyk dał o sobie znać.
- Hania już wstała i idziemy na zakupy. Zbieraj się idziesz
z nami i wracamy do domu. Trzeba tamto towarzystwo równie spektakularnie
obudzić, jak to zrobiła z tobą – zaśmiałam się i sprzedałam Owieczkowskiej
kuksańca. Następnie usłyszałam głośne „AŁA”
Wygłupy przerwała Hania. Wchodząc zaprezentowała, że jest
gotowa.
Zakupy szybko poszły. Równie szybko poszłyśmy do mojego
mieszkania. We trzy, z wielkim hukiem i głośnym „Wstajemy leniuchy”
wkroczyłyśmy w królestwo wielkiego kaca. Rozbawione musiałyśmy wysłuchać jęków.
Na szczęście nie rzucały mięsem.
- Ciociu dlaczego tutaj tak śmierdzi? – zapytała Hania,
jednak wszystkie to usłyszały i część
rozbawiona zaczęła się zbierać.
- Kochanie to się nazywa „dzień po wspaniałej zabawie”.
Zaraz posprzątamy a ty idź z ciocią Marysią do kuchni i pomóż jej w śniadaniu
bo… - nie skończyłam bo dostałam po tyłku od Marysi własnie.
- Bo słyszałam, że jesteś dobra w śniadaniach. – dokończyła przyjaciółka.
- Oczywiście, zawsze i wszędzie – uradowała się Wanatówna. I
obie poszły do kuchni z zakupami. Ja natomiast wzięłam się za otwieranie okien
i sprzątanie.
Po śniadaniu gdy Hania była zajęta oglądaniem bajki wraz z
Wiktorią, Edytą i Judytą, reszta siedziała ze mną w kuchni i słuchała opowieści
dlaczego Wojtek musiał pilnie wyjechać w nieznanym mi kierunku. Już miałam iść
zapalić gdy usłyszałam, że telefon mi dzwoni.
Przepraszam za błędy, ale chciałam jak najszybciej dodać.
Miłej lektury :)