środa, 7 listopada 2012

Przyjaźń!!

Tym razem bez opowiadania.
Zastanawiam się czym jest przyjaźń....
Czy przyjaciółka krytykuje jakie filmy oglądasz przy czym ona nie ogląda żadnych?
Czy przyjaciółka krytykuje też, że non stop czytasz książki?
Czy przyjaciółka niby się dobrze z Tobą dogaduje ale przy najbliższej okazji wyśmiewa Twój styl bycia?
Czy przyjaciółka poniża Ciebie na każdym kroku?
Jeśli to jest przyjaźń to ja chyba pójdę do zakonu. Przyjaźń powinna opierać się na szczerość. Jeśli leży coś  komuś na wątrobie, albo widzisz, że coś jest nie tak powiedz osobiście. Nie przy wszystkich. Daj lekką radę, że tak się nie robi. Przyjaciel  powinien wspierać w trudnych chwilach a nie dogadywać, żeś mazgaj. Każdy ma swoje zdanie trzeba szanować wolną wole.

To się też tyczy moich pseudo przyjaciół, których uważam za przyjaciół i mam szczerą nadzieję, że się zmienią. Zaczną zauważać innych wokół. Niestety ja też nie jestem święta mam kilka przewinień na swoim koncie. Kiedyś zdradziłam przyjaciółkę i byłam w pewnym sensie jej wrogiem. Na szczęście udało nam się odbudować zaufanie. A co do "przyjaciółek", które miałam wtedy. No cóż zobaczyłam jakie są na prawdę.
Fałszywość i dwulicowość. Na szczęście to już za mną.

Kocham swoje życie i moich znajomych takich prawdziwych ale czasami czuję się samotna. Czuję, że to życie ucieka mi przez palce a ja nic z nim nie robię. No bo co osiągnęłam? Nic. Chciałabym zaśpiewać gdzieś na dużej scenie ale co z tego jak się boję, boję się krytyki. Śpiewam w kościelnym chórze i dobrze się z tym czuję. Czasem mam wrażenie, że działam dziewczynom z chóru na nerwy (diwuję-czy jakoś tak). Może to tylko wrażenie bo na razie nie skarżyły się. Chciałabym spotkać kogoś kto spojrzy na mnie jak na dziewczynę. Nie jestem piękna czy zgrabna. Ale jestem sobą.

Na razie ta moja ogromna osoba cieszy się z powodzeń moich bliskich. Najbliższa przyjaciółka ma swoją miłość prawdziwą i cieszę się. Na reszcie żyje. Ma swoje szczęście. Dziewczyny na chórze się zjednoczyły. Czujemy się jak rodzina. Tzn. ja się tak czuje. Mój kochany braciszek też znalazł (chyba) kogoś. Dobrze mu życzę.
Mimo wszystko mam wiele osób wkoło, na których mi zależy. Chce aby dobrze się im powodziło. Ja mogę poczekać. Bóg ma dla mnie jakiś ważniejszy plan.

niedziela, 21 października 2012

2. Komplikacje się zdarzają


Wojtek przybył punktualnie. Ubrany był normalnie w dżinsy, ale koszula i sztruksowa marynarka dodały mu nonszalancji. Ja natomiast postawiłam na czerwoną sukienkę. W sumie to mój ulubiony kolor sukienek. Czułam się jakbym szła na pierwsza randkę z czego Pamela się naśmiewała.
-To dokąd idziemy- zapytałam gdy wyszliśmy z bloku
- Znalazłem fajną restaurację. Spokojna, mało ludzi tam przychodzi ale dobre jedzenie podają. Będziemy mogli spokojnie porozmawiać.- na dźwięk tych ostatnich słów ogarnęły mnie dreszcze
- Mówiłem, że ślicznie wyglądasz w tej sukience?- zmienił temat widząc moje zmieszanie.
- Nie mówiłeś, ale dziękuję. Ty za to mogłeś się bardziej postarać.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy- do Twojego ubioru i do mnie oczywiście pasowały by czerwone adidasy- na koniec puściłam mu oczko. Na moje wyznanie Wojtek wybuchł szczerym i dźwięcznym śmiechem. W tym momencie przypomniały mi się lata liceum.
- No to jesteśmy- powiedział Wojtek a mnie wmurowało. To była pizzeria osiedlowa dlatego tak szybko dotarliśmy na miejsce. Okazało się na dodatek, że Wojtek jest jej właścicielem.
- Pięknie, mam znajomego biznesmena. A raczej właściciela restauracji. Hej! To dlatego ją tak zachwalałeś. Oj ty nie dobry- powiedziałam z przekąsem i dałam mu porządnego kuksańca w bok. Na co on teatralnie się skrzywił.
-Przestań to nic wielkiego. Tłumów nie ma ale z głodu nie umieramy.- uśmiechnął się tak jak zawsze lubiłam. Zauważyłam w między czasie, że na drzwiach została wywieszona kartka z napisem:
„Dn. 20 września br. od godz. 15.00 zamknięte.”
-Dlaczego zamknąłeś? –zapytałam
-Nie chciałem, żeby nam ktoś przeszkadzał. Chodź.- i zaciągnął mnie do kuchni, dał fartuch. Na stole leżał już gotowy spód do pizzy i kilkanaście miseczek z pokrojonymi dodatkami- Zrobimy sobie pizze. Ty wybierasz dodatki a ja zajmę się resztą.- oznajmił z uśmiechem na twarzy. Jego twarz nie zmieniła się praktycznie nie zmieniła od liceum. Więcej zarostu. Dla mnie nigdy się nie golił wiedział, że to lubię. Jego kwadratowa szczęka nabierała wtedy męskości. Teraz oprócz bródki tej męskości dodawały mu posiwiałe lekko włosy, które zawsze były gęste i lśniące. Zdziwiło mnie, że mimo młodego wieku ma siwe włosy ale zapewne to przez stres. Odwzajemniłam mu uśmiech i postanowiłam zapytać o Jolkę.
- Biorę się za pracę, ale nie myśl sobie, że będę zajęta tylko dekorowaniem ciasta. Jesteśmy tu sami więc możesz mi opowiedzieć co się stało z Tobą i Jolką.- i znowu zauważyłam zakłopotanie tak jak wczoraj.
- Nie wiem od czego zacząć- powiedział wreszcie
-Może od początku- zachęciłam go.
- Tak jak wiesz na początku liceum mięliśmy zostać rodzicami. Z jednej strony się przestraszyłem przecież ojcostwo to poważna sprawa i straciłem jakiekolwiek szanse u Ciebie.- oczy moje w tym momencie zrobiły się jak pięć złotych. Nie myślałam, że liczy na odnowienie naszej miłości.- Nie patrz tak na mnie- powiedział w końcu widząc moją reakcję.- Chciałaś dokładnego przebiegu wydarzeń. Więc słuchaj. Przez całą ciążę wspomagałem Jolkę, ale ona w ogóle o dziecku nie myślała. Nadal chodziła na imprezy, paliła, piła. A właśnie palisz jeszcze?
-Palę, ale kończ.
-Więc ciąża była zagrożona na wskutek jej nieodpowiedzialności. Zatrzymali ja w szpitalu jak była w siódmym miesiącu ciąży. Mówili, że to tylko w ramach obserwacji, ale ja widziałem w tym głębszy sens. W nocy Jolka lunatykowała i spadła ze szpitalnych schodów. Od razu lekarze zdecydowali się na cesarkę. Dziecku na szczęście nic nie było. Jolka po tym wszystkim czuła się fatalnie. Oczywiście pod względem fizycznym nic jej nie groziło ale psychika jej siadła. Z pomocą moich rodziców załatwiłem sobie dokumenty aby móc sprawdzić czy Hania jest moją córką. Myślałem, że to niedorzeczne gdyż uważałem się za ojca małej. Rodzice się uparli i zrobiłem jak mi kazali. Teraz widzę, że mieli rację. Jolka myślała tylko o sobie. Po porodzie nawet nie chciała patrzeć na dziecko. Uznaliśmy, że będę się starał o wyłączną opiekę nad Hanią.
-Jak to?- wtrąciłam się- Aż tak źle z Jolka było?
- I to gorzej. Jak ją poinformowałem o moich planach nawet nie mrugnęła. Jej rodzice protestowali jednak zrobiłem po swojemu. Okazało się, że Hania nie jest moją córką. Jolka mnie wrobiła. Złość aż kipiała ze mnie. Taki wściekły poszedłem prosto do niej. Wygarnąłem jej wszystko co leżało mi na wątrobie. A ona zaczęła się śmiać i powiedziała „Na prawdę  myślałeś,  że to Twoje dziecko? Przecież nawet nie spaliśmy ze sobą. Nic między nami nie było. Ustawiłam to wszystko. Dziecko jest mojego byłego, ale on nie chce słyszeć o nim. Zostałeś mi ty. Naiwny i taki dobry. Mi dziecko potrzebne nie jest . Rodzicom nic do niego. Chcesz to sobie ją weź.”
- No i co zrobiłeś?- zaaferowana tym wszystkim wsadziłam łokcie w ciasto.
- No co i tak byłem nastawiony na to dziecko pozytywnie. Hania nic nie zrobiła złego. Podpisałem papiery, że Hania to moja córka. Jolka zrzekła się praw do niej. Od razu wyjechałem tutaj. Moi rodzice mi pomagali i pomagają dalej. A Jolka dwa lata temu wyjechała do Niemiec tam poznała kogoś i ma druga rodzinę. Na razie o Hanię nie pyta. A my sobie tutaj mieszkamy.- zakończył swoje opowiadanie a ja zamarłam na dobre- Karina, ciasto już ugniecione nie musisz doprawiać łokciami- uświadomiłam sobie, że ubrudziłam moja kieckę
-Flak! Widzisz co ty robisz? Przez Ciebie mam brudną sukienkę. Musisz tak ładnie opowiadać?- uśmiechnęłam się, żeby nie pomyślałam, że jestem jakaś pedantką- Pizza gotowa teraz Twoja kolej.
-Się robi szefie- powiedział z uśmiechem- Już wiesz co się ze mną działo przez te lata. Teraz ty opowiadaj.
- A więc przyjechałam tutaj za moim chłopakiem. To znaczy za narzeczonym- Teraz to on zrobił oczy wielkości pięciozłotówki.
- I ten twój narzeczony pozwala Ci tak sobie chodzić na spotkania z innymi facetami?
- No i tu się mylisz on już nie jest moim narzeczonym. W bardzo oklepany sposób stracił moje zaufanie. Konkretnie przyłapałam go w łóżku z inną. Zostawiłam wszystko w Łubinie. Nie chciałam wracać do domu. Wiesz jaka jest moja mama. Na początku tułałam się po motelach i szukałam czegoś dla siebie. Znalazłam pracę. Dobrze, ze miałam pieniądze, które odłożyłam na „nasz ślub”. Kupiłam mieszkanie bez oglądania.  I mi się układa na razie. Tak więc kończąc smutki może byśmy się napili- powiedziałam wyjmując moje ulubione wino z torebki.  Zdziwiony Wojtek powiedział.
- Jak ty to zmieściłaś w tej torebuni? Już wciągam korkociąg i kieliszki.
- Kieliszki ja wyjmę tylko gdzie są.
- W szafce przy oknie.
Otworzył wino z wielkim hukiem. Ponalewał w lampki.
- To wypijmy za lepsze jutro- powiedział Wojtek podchodząc z kieliszkiem.
- za niespodzianki życiowe- dodałam stukając swoim kieliszkiem w jego. Upiliśmy po łyczku.
- To nasz pierwszy toast po latach mamy za sobą. -Dodał Wojtek.
Pizza była znakomita. Dobrze nam się razem siedziało i rozmawiało o różnościach. Wspominaliśmy dobre czasy. Nagle jego telefon zadzwonił. Wojtek przeprosił i wyszedł. Ja skorzystałam z okazji i zadzwoniłam do Pameli. Zmartwiłam się bo dochodziła 19.00 a ona nie dawał znaku życia.
- Hej kochana. A ty się nudzisz na tym spotkaniu?- zapytała entuzjastycznie. Mnie jednak zainteresował ten hałas w tle.
- Nie ale Wojtkowi telefon zadzwonił i korzystam aby się upewnić czy to ty się nie nudzisz. Co to za hałas?
- A wyszłam z twoim przystojnym sąsiadem z góry na pizze. Wyręczył Ciebie i pokazuje mi miasto- Wyczułam, że uśmiecha się od ucha do ucha.- a tak naprawdę to nad Tobą mieszka mój  Piotruś. Poznasz go jak wrócisz- W tym momencie wszedł Wojtek- Pamelka później pogadamy. Buziak- zakończyłam rozmowę. Zobaczyłam zakłopotanie na jego twarzy- Co się stało?- zapytałam.
- Hania dostała gorączki i woła taty. Niestety muszę do niej iść. Może pójdziesz ze mną, Hania to cudowne dziecko. A poza tym mama musi już jechać a leki wykupić musze ja.
- Więc potrzebujesz kogoś do Hani?
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Zgadzam się. Moja znajoma i tak znalazła sobie towarzystwo.
Okazało się, że Wojtek mieszka w bloku obok mojego. Jego mama jak mnie zobaczyła aż się popłakała.
- Karinko. Pięknie wyglądasz. Szkoda, że się rozstaliście. Może nie było by tyle problemów
- Pani Basiu nie ma co gdybać. Z tego co wiem wszystko się ułożyło na razie. Proszę się uspokoić.- Wojtek od razu pobiegł do małej więc nie słyszał naszej wymiany zdań.  Opanowany wyszedł z Hani pokoju, pomógł się ubrać mamie i wyszli. Ja natomiast weszłam do małej. Pokój miała piękny. Wzorowany był na komnatę księżniczki. Wojtek się postarał, żeby jej nic nie brakowało.
_Kim pani jest?- usłyszałam słabiutki i ochrypnięty głosik dziewczynki.
- Cześć – powiedziałam- jestem Karina. Koleżanka Twojego taty- podałam jej dłoń. Ona nawet nie zareagowała. Pomyślałam, że musi mieć tą cechę po Jolce.
- Będzie pani moją nową mamą?- zapytała co mnie bardzo zdziwiło,
- Nie. A Twój tata ma wiele koleżanek, tak?- kiwnęła mi głową- Twój tata i ja znaliśmy się bardzo długo. Jeszcze Ciebie nie było.
- Ale ja pani wcześniej nie widziałam.
- Bo nie było mnie w Polsce- Tu musiałam skłamać. Nie wiedziałam czy temat Jolki to dobry pomysł. Nie dziwię się, że jest taka nieufna skoro Wojtek przyprowadza sobie panny. Haniu, bo tak masz na imię, prawda?- przytaknęła- powiedz mi  jak często tata przyprowadza różne panie?- Mała wyciągnęła szyję , a jej spocona główka wyjrzała zza wielkiej kołdry.
- Nie często. Kiedyś była taka pani, bardzo jej nie lubiłam. Kazała mówić do siebie ciociu. Krzyczała cały czas jak taty nie było. Już długo jej nie ma. Babcia powiedziała jej „do widzenia, żegnam” i poszła sobie. Tata był zły, ale już nie jest- nagle zobaczyłam łzy w jej oczach- Gdzie mój Bodzio?
- a kto to jest Bodzio? Zmęczona jesteś? Pójdziesz spać?
- Nie pójdę bo nie ma Bodzia.- teraz rozpłakała się na dobre. Łzy leciały ciurkiem. Rozejrzałam się po pokoju. Zobaczyłam kota pluszaka ubranego w czerwone spodenki i niebieska bluzę z kapturem.. Na plecach widniał żółty napis z wyszywanych literek „Bodzio”. Wzięłam kotka.
- Zobacz jest Bodzio.- powiedziałam- Chyba nie chcesz, żeby spał na mokrej podusi- Nie sadziłam, że zadziała ten argument.
- Już nie będę płakać. Będę dzielna- pochlipywała noskiem. Jej wielkie czerwone policzki wydały mi się być jeszcze bardziej czerwone.
- Proszę. Bodzio mi powiedział, że bardzo tęsknił za twoimi cieplutkimi rączkami. Chętnie Cię przytuli.- w tym momencie Hania wyciągnęła rączki po pluszaka. Podałam jej go. Przytuliła mocno do siebie i powiedziała
- Nie gaś światła. Poczekam na tatę.
- Dobrze-powiedziałam.
Weszłam do pokoju gościnnego. Zapaliłam lampkę i wygodnie usiadłam na kanapie. Czekałam, czekałam i czekałam Trochę się zeszło. Nagle znalazłam się w ciemnym pokoju. Był inny niż ten, do którego przed chwilą weszłam. Jakaś malutka stróżka światła biła jakby od dziurki klucza w drzwiach. Otworzyłam je a tam arek sam w pokoju. Leżał w łóżku nagi.
- czekałem na Ciebie kochanie. Chodź.- pogładził wolne miejsce obok siebie- Będzie nam bardzo miło. Karina, Karina.- moje imię wydawało się brzmieć tak delikatnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu- Karina… Karina… Karina obudź się już jestem- Otworzyłam oczy a przed moją twarzą twarz Wojtka.- Przepraszam kolejka w aptece- tłumaczył się- chcesz herbatki? A może wina. Tu jestem przygotowany.
- Wiesz co? Ja już lepiej pójdę. Jesteś bardziej potrzebny  teraz Hani. Trzymaj się.
Wyszłam kompletnie zdezorientowana. Nawet nie czekałam na reakcje Wojtka. Miałam blisko więc powrót nie trwał długo. Wszystko jest takie pokomplikowane.


............................................................................................................................................


Dzisiaj bez wiersza będzie. Brak weny na kolejne przygody. Mam nadzieje, że jednak jakoś dam ardę. Trzymajcie się ziomki. BUZIALE:)

środa, 10 października 2012

1. Nowy rozdział w moim życiu.


To ten dzień! Sprawił on, że moje życie całkowicie się odmieniło. Miesiąc po tym, jak facet mnie facet zostawił, zrozumiałam, że nadal jestem „kimś”. Zaczynałam wszystko od nowa.
                Nazywam się Karina Kuśma. Mam 25 lat z czego 7 zmarnowanych. Specjalnie dla mojego byłego porzuciłam moje dotychczasowe życie. Rodzina, dom, praca, znajomi  (znaczna większość) zostało to wszystko w moim rodzinnym mieście Łublinów. Wyniosłam się do Lukinka, gdzie jak mi się wydawało, czekał mój ukochany, jednak on wolał poszukać więcej wrażeń niż życie ze zwykłą laborantką.
                Tak więc po miesiącu poszukiwań znalazłam pracę, co prawda nie była ona zgodna z moim wykształceniem, ale zawsze coś. Porzuciłam także pomieszkiwanie w tanich motelach, które nie wyglądały i nie posiadały odpowiedniego zapachu. Wyobraźcie sobie obdarte ściany z tapet w tandetne wzory i zapach rozkładającego się jedzenia. Teraz, w porównaniu z poprzednimi warunkami, mieszkam w istnym raju. Toaleta z działająca spłuczką, łazienka z ciepłą bieżącą wodą. Telewizor i dostęp do Internetu.
                Kiedy kończyłam wstępne urządzanie mojego nowego nabytku zadzwonił telefon. Oczywiście osoba dzwoniąca nie była zaskoczeniem. To Arek. Mój były ukochany liczy na wybaczenie. Jednak musi porządnie zasłużyć bo na razie nie mam zamiaru wpadać w jego ramiona. Kochany Aruś obiecywał, że odległość jaka nas dzieli nie zmieni jego uczuć do mnie. Biedny zdziwił się jak zobaczył mnie w drzwiach jego mieszkania. Zapomniał nie tylko o tym, ze ma narzeczoną ale także o tym, że dał mi klucze. Nigdy nie zapomnę tej miny.  Jego „dziunia” także nie tryskała radością gdy się dowiedziała jakim jest oszustem. Wibrujący telefon wybił mnie z przemyśleń o nie ciekawej przeszłości. Miesiąc czekał i się nie doczekał. Znowu telefon wibruje. Nie ma umiaru. Dobra tym razem odbiorę.
- No co tam?
- Kochanie, Karinko proszę wysłuchaj mnie.
- To pytam, co tam?
- Spotkasz się ze mną dziś?
- Nie mam ochoty się z Tobą widywać a to, że odebrałam telefon to Twój szczęśliwy traf.
- Ale psiaczku…
-Nie ma żadnego „ ale...” . Oszukiwałeś mnie i tą swoją „lalę”. Na dziś wykorzystałeś limit połączeń. Nie dzwoń bo nie odbiorę. Przemyśl dokładnie co chcesz mi powiedzieć. Jutro o 15.00 w „Atłasie” , będziesz miał 5 minut.
                I się rozłączyłam. Z jednej strony miałam zamknąć rozdział pt. „Arek” ale w środku mnie tliła się iskierka nadziei na miłość i zmianę charakteru tego oszusta.
                Zaglądam do lodówki a tam światło. Trzeba iść na zakupy. Szybka lista co mi potrzebne. Już miała wychodzić  gdy słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram je a moim oczom ukazuje się wielki kosz kwiatów. Na dodatek czerwonych. Rozglądam się po klatce i nikogo nie widzę. W kwiaty wetknięty był bilecik.
                „Tęsknie za Tobą, jestem ciekaw czy Ty za mną także. Nasze pierwsze spotkanie pamiętam jakby to było wczoraj. Na pewno masz jeszcze tę czerwoną sukienkę. A.”
                Arek? Skąd on wiedział gdzie znajduje się moje mieszkanie? Tylko w pracy podawałam swój nowy adres. Mniejsza z tym on jest dłużej tutaj niż ja więc ma znajomości. Nie powiem ten gest sprawił mi przyjemność. Taka uradowana poszła na zwykłe zakupy.
                Kiedy wróciłam czekała jeszcze jedna niespodzianka pod drzwiamii. Małe pudełeczko z kolejnym liścikiem.
                „Karina kochanie, wybacz mi. Jesteś całym moim życiem. Aruś.”
                To na pewno był prezent od Arka ale nie sprawiła mi przyjemności. Ze złości nawet nie zobaczyłam co to. Wieczór minął mi spokojnie na „maratonie serialowym”.
                Niestety sen był moim koszmarem. Śniło mi się, że dałam szanse Arkowi a on znowu mnie zawiódł, co za tym idzie zdradził. Ja jednak wierze w sny i sądzę, że to był znak. Na moje szczęście była sobota bo spóźnić się pierwszego dnia do pracy to byłby problem.
                Zaraz po śniadaniu zadzwoniła moja stara znajoma. Okazało się, że niedaleko mojego mieszkania w Hali GLOBUS odbędzie się  mecz piłki siatkowej. A ona zapalona kibicka nie mogła przepuścić takiej okazji. Nazywa się Pamela Brądek.
                Umówiłyśmy się, że jak będzie już blisko to da mi znać. Jeszcze nie wie o mich przeżyciach z Arkiem bo nie ma się czym chwalić. A ja oczywiście na wieść o gościach upiekłam ciasto i sprawdziłam moje zapasy.
                Jestem na głównym PKS’ie. Rozglądam się za blondynką (farbowaną) z mocnym makijażem w wyzywających ubraniach. Niestety nigdzie jej nie widzę. Nagle jakaś dziewczyna w czerwonych oprawkach mnie zaczepia.
- No cześć- a ja próbuje odszukać w głowie gdzie ja widziałam tą twarz.- Nie poznajesz?
- Chyba nie. Znamy się?
A moja towarzyszka zrobiła obrażoną minę.
- Boże!!! To ja, Pamela. Ciebie poznałam ale ty mnie nie. Czyli będę bogata.- I wykonała jeden ze swoich ulubionych gestów radości. A mi kopara opadła i nie mogłam nic powiedzieć. Zatkało mnie kompletnie. Dopiero ten jej charakterystyczny taniec przypomniał moją dawną Pamelkę.
- Jejku… Na serio nie poznałam Ciebie. Kiedy image zmieniłaś? Ja pamiętam Ciebie jako zwariowaną blondynkę, która poluje na facetów zachowaniem jak i ubiorem. A tu proszę. Zupełnie inna Ty.
- No bo wiesz studia mnie tak zmieniły. Jednak kiedy trzeba to jestem też łowczynią męskich serc. Ale nie mów, że zmieniłam się całkowicie nadal jestem blondynką tylko już nie tlenioną. Teraz mnie biorą na poważnie bo wcześniej myśleli, że jestem z tych co maja pusto w głowie.
- No tak. Chodź idziemy na MPK, musimy się kawałek przejechać. U mnie się trochę ogarniemy i do boju... A kto w ogóle gra?- ja jak zwykle idę na mecz a nie wiem kto go rozgrywa.
- Jeju Tobie to jak zwykle mózg wyłączyli na chwile. Mój Ulubiony zespół ASSECO Resovia  Rzeszów i PGE Skra Bełchatów. Mecz jest o 17.00 to zdążymy, nie? Gdzie jest ta hala GLOBUS?
- Pamelko spokojnie zdążymy. Jeszcze kawe wypijemy i ciasta mojego spróbujesz. A Globus jest przez drogę.
                Pod blokiem spotkałyśmy mojego ulubionego sąsiada. Co prawda mieszkam tu od niedawna ale on zawsze coś zagada. Tym razem nie mogło być inaczej.
- A co to panienko, w końcu jakieś odwiedziny? Nikt panienki nie odwiedzał oprócz tego jednego „młodzieńca”. Czekał na panienkę pod drzwiami a jak zapytałem czy może coś przekazać to się zmył. Ja tam nie wnikam ale niech panienka uważa.
- Dziękuję bardzo i obiecuje dbać o siebie. Miłego dnia życzę.
- Ooo dziękuję i nawzajem.
                Pamela od razu zaczęła wypytywać o wszystko bo nie wytrzymała by przy braku informacji.
-Karina, co za „młodzieniec”?
- Nie wiem, „dziadziuś” mówi, że się zmył. Arek to na pewno nie był wczoraj mu powiedziałam, że nie mam ochoty się z nim widzieć.
- Jak to? Proszę Cię, nie mów mi, że nie jesteście razem.
- No nie jesteśmy. Nie chce o tym rozmawiać.- Pamela zrobiła minę zbitego psa- i nie rób tej miny dopiero się otrząsnęłam z tego wszystkiego i nie chce wracać myślami w przeszłość.
- No dobra- zgodziła się z ciężkim westchnieniem- ale obiecasz mi, że cokolwiek ten palant zrobił, ty będziesz się dziś dobrze bawić, ok.?
                Ona jak zwykle wiedziała. Nie wiem co ona ma w tej głowie, że przeczuwa. Może czyta w myślach.
- Obiecuje- po harcersku jej przyrzekłam- a teraz chodź na górę, zrobię kawunie. Twoja ulubioną.
                Gdy tylko weszłyśmy do mieszkania zaczęło się kolejne przesłuchanie.
- O ja Cie…. Jakie piękne te róże… od kogo? „Tęsknie za Tobą…” bla, bla, bla, „czerwoną sukienkę.A.” Ty to od Arka? No to nieźle się wykosztował.
- Nie to nie od niego. Od niego dostała to.- i pokazałam jej pudełeczko- możemy napić się w spokoju kawy? Mam dość tego drania.- nagle uświadomiłam sobie, że się z nim umówiłam.- Pamela, która godzina?
- Po trzeciej dwadzieścia.
- O flak. Umówiłam się z nim.- lekko zakłopotana myślę jak wybrnąć- A co tam niech czeka. Zaraz zadzwonię i powiem mu, że coś mi wypadło. A on niech ćwiczy.- I strzeliłam uśmiech do Pamieli od ucha do ucha.
- No i taka mi się podobasz.
                Mecz zaliczam do udanych wyjść . Walka zacięta, wynik sprawiedliwy. Bardzo dobrze się bawiłam. Kiedy wracałyśmy pod blokiem spotkałyśmy mojego dawnego kolegę jeszcze z liceum. Wojtek to była moja pierwsza miłość. Rozstaliśmy się w zgodzie po roku spotykania. Nie pamiętam powodu. Wiem jednak, że trzy miesiące później wpadł z Jolką „jakąś tam” z biolchema. Od lat nie miałam z nim kontaktu do dzisiaj.
-Wojtek? Hej! Co ty tu robisz?- Zauważyłam zmieszanie na jego twarzy.
- Karina?- to udawane zaskoczenie nie wyszło mu najlepiej- Wiedziałem, że mieszkasz gdzieś tutaj, ale nie spodziewałem się naszego spotkania tak szybko-powiedział to z tak dziwnym uśmiechem, że zaczęłam się zastanawiać czy mówi prawdę- A co to za nieznajoma?
- A tak , poznajcie się to Pamela, moja dobra znajoma. Pamela to jest mój dobry znajomy z liceum, Wojtek.- Zamyśliłam się nad jego gestami, więc całkowicie zapomniałam żeby ich sobie przedstawić.
- A co słychać u Jolki? No i jak się czujesz w roli tatusia? Bo twój dzidziuś to już do szkoły pewnie idzie co?
-No wiesz…- nagle poczerwieniał i nabrał wody w usta- Nie Jestem z Jolką To jest bardzo długa historia. Może umówimy się na jutro, co? Ja się dowiem co słychać u Ciebie a Ty Będziesz mogła mnie wypytać o wszystko.
Mi się głupio zrobiło, co prawda długo się nie widzieliśmy. Ale to jego zachowanie mnie zniechęciło.
- Kurcze- zaczęłam się wykręcać- obiecałam Pameli pokazać miasto i….- Tu w słowo weszła mi Pamela.
- Ale to może poczekać- Daje jej znaki oczami, że nie mam ochoty na spotkanie sam na sam z Wojtkiem a ona udaje, że nie widzi tego- więc słuchaj Wojtek jutro o 15 przyjdź po Karinę mieszka tutaj w tym bloku- wskazała ręką- pod numerem 78 druga klatka. Ja się postaram, że będziecie mieli czas aby pogadać- zdecydowała za mnie.
- Dobra, to jesteśmy umówieni- zgodził się Wojtek- a teraz lecę bo mam spotkanie. Dzięki Pamela. Pa do jutra.
                Weszłyśmy do bloku. Miałam za złe Pameli, że układa mi plan dnia. Pamela wręcz przeciwnie, zadowolona wypytywała o nowego kolegę.
- Co to za Wojtek? Niezłe ciacho z niego…
- To mój były z liceum. Można powiedzieć, że pierwsza miłość.
- No co ty? I ja go nigdy nie widziałam ani o nim nie słyszałam?
- Bo wtedy byłaś młoda i nie rozumiałaś, że nie jestem tylko głową zespołu- kiedyś prowadziłam zespół śpiewający to właśnie tam się poznałyśmy.
- Oj nie jesteś taka stara. Idę się myć ale później mi wszystko wyśpiewasz.-Już się nie odezwałam bo wiedziałam, że to nieuniknione.
                W międzyczasie zadzwoniłam do Eweliny, mojej przyjaciółki. Widziałam, że próbowała się ze mną skontaktować w trakcie meczu. Ona i jej mąż Konrad mieszkają w  Wasielowie. Maja mały dom jednorodzinny. Malutką Klaudie-moją chrześnicę- i starszego Emilka. Dowiedziałam się, że robi imprezę, niespodziankę, urodzinową. Będę musiała zrobić zdjęcie jego minie. Umówiłyśmy się na następny weekend. Niestety nie zdążyłam jej powiedzieć o moim spotkaniu z Wojtkiem. Jednak będziemy miały trochę czasu na urodzinach.
                Pamela przebrana w za dużą koszulkę, służącą je za pidżamę, zrobiła nam po kubku gorącej czekolady i zaczęła przesłuchanie. Dowiedziała się wszystkiego. O Wojtku, o Arku i tak dalej. No i była oczywiście „burza mózgów” od kogo te kwiaty?
                Zmęczone położyłyśmy się. A ja mimo zmęczenia, usnąć nie mogłam. Miałam istny mętlik w głowie. 

..................................................................................................................................................................
Tak o to wstawiłam pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że będzie się podobało. Jakby co to wstawiam jeszcze wiersz.
...
Siedząc w czterech ścianach
wciąż myślę o Tobie
Wyobrażam sobie Ciebie na kolanach
klęczącego przy mnie
W Twoich oczach jest uczucie
a z ciała pragnienie bije
Mnie coś w sercu kuje
a może się coś tam kryje?
Moje ciało odpowiada
Każdy Twój dotyk jak zbawienie
Pod bluzkę Twa dłoń się skrada
Widoczne tylko nasze cienie
W powietrzu czuć namiętność
pokój Twoim zapachem się wypełnia
Ja czuję Twoją bliskość
i moje marzenie się spełnia
Pragnę Ciebie w tym momencie
chciałabym mieć Ciebie przy sobie
Między nami mniejsze napięcie 
będę miała wspomnienia po Tobie

poniedziałek, 8 października 2012

Początki są trudne...

Mój pierwszy post będzie, że tak powiem z D*py wzięty.
Nie dotyczy on niczego ważnego.
to jest tylko i wyłącznie zapowiedź.

a Więc wszyscy, którzy to czytają:

ZAPOWIADAM wpisywać moje wypociny przynajmniej raz w tygodniu i informować najbardziej zainteresowanych :D

a to wszystko zaczęło się od mojej znajomej, która ma swojego bloga i, którego czytałam z taką pasją iż nie mogłam doczekać się kolejnych dziejów jej bohaterów. i wtedy narodził się pomysł napisania coś samemu.
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się pierwszy poważny post z tym co naskrobałam do zeszyciku. Może na początek wstawię jakiś wiersz co wy na to??? Czekam na miłe komentarze :P

"."
Wróżba się dziś spełniła
i ta sytuacja mnie zaskoczyła.
Twoje ciało blisko
a Twoje ręce nisko.
Czułam Twój oddech
a w tle tylko śmiech.
Nie byliśmy sami
ale poza realiami.
W końcu usta się spotkały 
nasze ciała jednym stały.
Namiętność coraz większa
nasza miłość piękniejsza.
Pocałunki więcej chciały
niż do tej pory dostały.
Pragnęłam Ciebie coraz bardziej
lecz pomyślałeś o niej.
Wszystko się skończyło
co coś znaczyło.