środa, 10 października 2012

1. Nowy rozdział w moim życiu.


To ten dzień! Sprawił on, że moje życie całkowicie się odmieniło. Miesiąc po tym, jak facet mnie facet zostawił, zrozumiałam, że nadal jestem „kimś”. Zaczynałam wszystko od nowa.
                Nazywam się Karina Kuśma. Mam 25 lat z czego 7 zmarnowanych. Specjalnie dla mojego byłego porzuciłam moje dotychczasowe życie. Rodzina, dom, praca, znajomi  (znaczna większość) zostało to wszystko w moim rodzinnym mieście Łublinów. Wyniosłam się do Lukinka, gdzie jak mi się wydawało, czekał mój ukochany, jednak on wolał poszukać więcej wrażeń niż życie ze zwykłą laborantką.
                Tak więc po miesiącu poszukiwań znalazłam pracę, co prawda nie była ona zgodna z moim wykształceniem, ale zawsze coś. Porzuciłam także pomieszkiwanie w tanich motelach, które nie wyglądały i nie posiadały odpowiedniego zapachu. Wyobraźcie sobie obdarte ściany z tapet w tandetne wzory i zapach rozkładającego się jedzenia. Teraz, w porównaniu z poprzednimi warunkami, mieszkam w istnym raju. Toaleta z działająca spłuczką, łazienka z ciepłą bieżącą wodą. Telewizor i dostęp do Internetu.
                Kiedy kończyłam wstępne urządzanie mojego nowego nabytku zadzwonił telefon. Oczywiście osoba dzwoniąca nie była zaskoczeniem. To Arek. Mój były ukochany liczy na wybaczenie. Jednak musi porządnie zasłużyć bo na razie nie mam zamiaru wpadać w jego ramiona. Kochany Aruś obiecywał, że odległość jaka nas dzieli nie zmieni jego uczuć do mnie. Biedny zdziwił się jak zobaczył mnie w drzwiach jego mieszkania. Zapomniał nie tylko o tym, ze ma narzeczoną ale także o tym, że dał mi klucze. Nigdy nie zapomnę tej miny.  Jego „dziunia” także nie tryskała radością gdy się dowiedziała jakim jest oszustem. Wibrujący telefon wybił mnie z przemyśleń o nie ciekawej przeszłości. Miesiąc czekał i się nie doczekał. Znowu telefon wibruje. Nie ma umiaru. Dobra tym razem odbiorę.
- No co tam?
- Kochanie, Karinko proszę wysłuchaj mnie.
- To pytam, co tam?
- Spotkasz się ze mną dziś?
- Nie mam ochoty się z Tobą widywać a to, że odebrałam telefon to Twój szczęśliwy traf.
- Ale psiaczku…
-Nie ma żadnego „ ale...” . Oszukiwałeś mnie i tą swoją „lalę”. Na dziś wykorzystałeś limit połączeń. Nie dzwoń bo nie odbiorę. Przemyśl dokładnie co chcesz mi powiedzieć. Jutro o 15.00 w „Atłasie” , będziesz miał 5 minut.
                I się rozłączyłam. Z jednej strony miałam zamknąć rozdział pt. „Arek” ale w środku mnie tliła się iskierka nadziei na miłość i zmianę charakteru tego oszusta.
                Zaglądam do lodówki a tam światło. Trzeba iść na zakupy. Szybka lista co mi potrzebne. Już miała wychodzić  gdy słyszę dzwonek do drzwi. Otwieram je a moim oczom ukazuje się wielki kosz kwiatów. Na dodatek czerwonych. Rozglądam się po klatce i nikogo nie widzę. W kwiaty wetknięty był bilecik.
                „Tęsknie za Tobą, jestem ciekaw czy Ty za mną także. Nasze pierwsze spotkanie pamiętam jakby to było wczoraj. Na pewno masz jeszcze tę czerwoną sukienkę. A.”
                Arek? Skąd on wiedział gdzie znajduje się moje mieszkanie? Tylko w pracy podawałam swój nowy adres. Mniejsza z tym on jest dłużej tutaj niż ja więc ma znajomości. Nie powiem ten gest sprawił mi przyjemność. Taka uradowana poszła na zwykłe zakupy.
                Kiedy wróciłam czekała jeszcze jedna niespodzianka pod drzwiamii. Małe pudełeczko z kolejnym liścikiem.
                „Karina kochanie, wybacz mi. Jesteś całym moim życiem. Aruś.”
                To na pewno był prezent od Arka ale nie sprawiła mi przyjemności. Ze złości nawet nie zobaczyłam co to. Wieczór minął mi spokojnie na „maratonie serialowym”.
                Niestety sen był moim koszmarem. Śniło mi się, że dałam szanse Arkowi a on znowu mnie zawiódł, co za tym idzie zdradził. Ja jednak wierze w sny i sądzę, że to był znak. Na moje szczęście była sobota bo spóźnić się pierwszego dnia do pracy to byłby problem.
                Zaraz po śniadaniu zadzwoniła moja stara znajoma. Okazało się, że niedaleko mojego mieszkania w Hali GLOBUS odbędzie się  mecz piłki siatkowej. A ona zapalona kibicka nie mogła przepuścić takiej okazji. Nazywa się Pamela Brądek.
                Umówiłyśmy się, że jak będzie już blisko to da mi znać. Jeszcze nie wie o mich przeżyciach z Arkiem bo nie ma się czym chwalić. A ja oczywiście na wieść o gościach upiekłam ciasto i sprawdziłam moje zapasy.
                Jestem na głównym PKS’ie. Rozglądam się za blondynką (farbowaną) z mocnym makijażem w wyzywających ubraniach. Niestety nigdzie jej nie widzę. Nagle jakaś dziewczyna w czerwonych oprawkach mnie zaczepia.
- No cześć- a ja próbuje odszukać w głowie gdzie ja widziałam tą twarz.- Nie poznajesz?
- Chyba nie. Znamy się?
A moja towarzyszka zrobiła obrażoną minę.
- Boże!!! To ja, Pamela. Ciebie poznałam ale ty mnie nie. Czyli będę bogata.- I wykonała jeden ze swoich ulubionych gestów radości. A mi kopara opadła i nie mogłam nic powiedzieć. Zatkało mnie kompletnie. Dopiero ten jej charakterystyczny taniec przypomniał moją dawną Pamelkę.
- Jejku… Na serio nie poznałam Ciebie. Kiedy image zmieniłaś? Ja pamiętam Ciebie jako zwariowaną blondynkę, która poluje na facetów zachowaniem jak i ubiorem. A tu proszę. Zupełnie inna Ty.
- No bo wiesz studia mnie tak zmieniły. Jednak kiedy trzeba to jestem też łowczynią męskich serc. Ale nie mów, że zmieniłam się całkowicie nadal jestem blondynką tylko już nie tlenioną. Teraz mnie biorą na poważnie bo wcześniej myśleli, że jestem z tych co maja pusto w głowie.
- No tak. Chodź idziemy na MPK, musimy się kawałek przejechać. U mnie się trochę ogarniemy i do boju... A kto w ogóle gra?- ja jak zwykle idę na mecz a nie wiem kto go rozgrywa.
- Jeju Tobie to jak zwykle mózg wyłączyli na chwile. Mój Ulubiony zespół ASSECO Resovia  Rzeszów i PGE Skra Bełchatów. Mecz jest o 17.00 to zdążymy, nie? Gdzie jest ta hala GLOBUS?
- Pamelko spokojnie zdążymy. Jeszcze kawe wypijemy i ciasta mojego spróbujesz. A Globus jest przez drogę.
                Pod blokiem spotkałyśmy mojego ulubionego sąsiada. Co prawda mieszkam tu od niedawna ale on zawsze coś zagada. Tym razem nie mogło być inaczej.
- A co to panienko, w końcu jakieś odwiedziny? Nikt panienki nie odwiedzał oprócz tego jednego „młodzieńca”. Czekał na panienkę pod drzwiami a jak zapytałem czy może coś przekazać to się zmył. Ja tam nie wnikam ale niech panienka uważa.
- Dziękuję bardzo i obiecuje dbać o siebie. Miłego dnia życzę.
- Ooo dziękuję i nawzajem.
                Pamela od razu zaczęła wypytywać o wszystko bo nie wytrzymała by przy braku informacji.
-Karina, co za „młodzieniec”?
- Nie wiem, „dziadziuś” mówi, że się zmył. Arek to na pewno nie był wczoraj mu powiedziałam, że nie mam ochoty się z nim widzieć.
- Jak to? Proszę Cię, nie mów mi, że nie jesteście razem.
- No nie jesteśmy. Nie chce o tym rozmawiać.- Pamela zrobiła minę zbitego psa- i nie rób tej miny dopiero się otrząsnęłam z tego wszystkiego i nie chce wracać myślami w przeszłość.
- No dobra- zgodziła się z ciężkim westchnieniem- ale obiecasz mi, że cokolwiek ten palant zrobił, ty będziesz się dziś dobrze bawić, ok.?
                Ona jak zwykle wiedziała. Nie wiem co ona ma w tej głowie, że przeczuwa. Może czyta w myślach.
- Obiecuje- po harcersku jej przyrzekłam- a teraz chodź na górę, zrobię kawunie. Twoja ulubioną.
                Gdy tylko weszłyśmy do mieszkania zaczęło się kolejne przesłuchanie.
- O ja Cie…. Jakie piękne te róże… od kogo? „Tęsknie za Tobą…” bla, bla, bla, „czerwoną sukienkę.A.” Ty to od Arka? No to nieźle się wykosztował.
- Nie to nie od niego. Od niego dostała to.- i pokazałam jej pudełeczko- możemy napić się w spokoju kawy? Mam dość tego drania.- nagle uświadomiłam sobie, że się z nim umówiłam.- Pamela, która godzina?
- Po trzeciej dwadzieścia.
- O flak. Umówiłam się z nim.- lekko zakłopotana myślę jak wybrnąć- A co tam niech czeka. Zaraz zadzwonię i powiem mu, że coś mi wypadło. A on niech ćwiczy.- I strzeliłam uśmiech do Pamieli od ucha do ucha.
- No i taka mi się podobasz.
                Mecz zaliczam do udanych wyjść . Walka zacięta, wynik sprawiedliwy. Bardzo dobrze się bawiłam. Kiedy wracałyśmy pod blokiem spotkałyśmy mojego dawnego kolegę jeszcze z liceum. Wojtek to była moja pierwsza miłość. Rozstaliśmy się w zgodzie po roku spotykania. Nie pamiętam powodu. Wiem jednak, że trzy miesiące później wpadł z Jolką „jakąś tam” z biolchema. Od lat nie miałam z nim kontaktu do dzisiaj.
-Wojtek? Hej! Co ty tu robisz?- Zauważyłam zmieszanie na jego twarzy.
- Karina?- to udawane zaskoczenie nie wyszło mu najlepiej- Wiedziałem, że mieszkasz gdzieś tutaj, ale nie spodziewałem się naszego spotkania tak szybko-powiedział to z tak dziwnym uśmiechem, że zaczęłam się zastanawiać czy mówi prawdę- A co to za nieznajoma?
- A tak , poznajcie się to Pamela, moja dobra znajoma. Pamela to jest mój dobry znajomy z liceum, Wojtek.- Zamyśliłam się nad jego gestami, więc całkowicie zapomniałam żeby ich sobie przedstawić.
- A co słychać u Jolki? No i jak się czujesz w roli tatusia? Bo twój dzidziuś to już do szkoły pewnie idzie co?
-No wiesz…- nagle poczerwieniał i nabrał wody w usta- Nie Jestem z Jolką To jest bardzo długa historia. Może umówimy się na jutro, co? Ja się dowiem co słychać u Ciebie a Ty Będziesz mogła mnie wypytać o wszystko.
Mi się głupio zrobiło, co prawda długo się nie widzieliśmy. Ale to jego zachowanie mnie zniechęciło.
- Kurcze- zaczęłam się wykręcać- obiecałam Pameli pokazać miasto i….- Tu w słowo weszła mi Pamela.
- Ale to może poczekać- Daje jej znaki oczami, że nie mam ochoty na spotkanie sam na sam z Wojtkiem a ona udaje, że nie widzi tego- więc słuchaj Wojtek jutro o 15 przyjdź po Karinę mieszka tutaj w tym bloku- wskazała ręką- pod numerem 78 druga klatka. Ja się postaram, że będziecie mieli czas aby pogadać- zdecydowała za mnie.
- Dobra, to jesteśmy umówieni- zgodził się Wojtek- a teraz lecę bo mam spotkanie. Dzięki Pamela. Pa do jutra.
                Weszłyśmy do bloku. Miałam za złe Pameli, że układa mi plan dnia. Pamela wręcz przeciwnie, zadowolona wypytywała o nowego kolegę.
- Co to za Wojtek? Niezłe ciacho z niego…
- To mój były z liceum. Można powiedzieć, że pierwsza miłość.
- No co ty? I ja go nigdy nie widziałam ani o nim nie słyszałam?
- Bo wtedy byłaś młoda i nie rozumiałaś, że nie jestem tylko głową zespołu- kiedyś prowadziłam zespół śpiewający to właśnie tam się poznałyśmy.
- Oj nie jesteś taka stara. Idę się myć ale później mi wszystko wyśpiewasz.-Już się nie odezwałam bo wiedziałam, że to nieuniknione.
                W międzyczasie zadzwoniłam do Eweliny, mojej przyjaciółki. Widziałam, że próbowała się ze mną skontaktować w trakcie meczu. Ona i jej mąż Konrad mieszkają w  Wasielowie. Maja mały dom jednorodzinny. Malutką Klaudie-moją chrześnicę- i starszego Emilka. Dowiedziałam się, że robi imprezę, niespodziankę, urodzinową. Będę musiała zrobić zdjęcie jego minie. Umówiłyśmy się na następny weekend. Niestety nie zdążyłam jej powiedzieć o moim spotkaniu z Wojtkiem. Jednak będziemy miały trochę czasu na urodzinach.
                Pamela przebrana w za dużą koszulkę, służącą je za pidżamę, zrobiła nam po kubku gorącej czekolady i zaczęła przesłuchanie. Dowiedziała się wszystkiego. O Wojtku, o Arku i tak dalej. No i była oczywiście „burza mózgów” od kogo te kwiaty?
                Zmęczone położyłyśmy się. A ja mimo zmęczenia, usnąć nie mogłam. Miałam istny mętlik w głowie. 

..................................................................................................................................................................
Tak o to wstawiłam pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że będzie się podobało. Jakby co to wstawiam jeszcze wiersz.
...
Siedząc w czterech ścianach
wciąż myślę o Tobie
Wyobrażam sobie Ciebie na kolanach
klęczącego przy mnie
W Twoich oczach jest uczucie
a z ciała pragnienie bije
Mnie coś w sercu kuje
a może się coś tam kryje?
Moje ciało odpowiada
Każdy Twój dotyk jak zbawienie
Pod bluzkę Twa dłoń się skrada
Widoczne tylko nasze cienie
W powietrzu czuć namiętność
pokój Twoim zapachem się wypełnia
Ja czuję Twoją bliskość
i moje marzenie się spełnia
Pragnę Ciebie w tym momencie
chciałabym mieć Ciebie przy sobie
Między nami mniejsze napięcie 
będę miała wspomnienia po Tobie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz