niedziela, 21 października 2012

2. Komplikacje się zdarzają


Wojtek przybył punktualnie. Ubrany był normalnie w dżinsy, ale koszula i sztruksowa marynarka dodały mu nonszalancji. Ja natomiast postawiłam na czerwoną sukienkę. W sumie to mój ulubiony kolor sukienek. Czułam się jakbym szła na pierwsza randkę z czego Pamela się naśmiewała.
-To dokąd idziemy- zapytałam gdy wyszliśmy z bloku
- Znalazłem fajną restaurację. Spokojna, mało ludzi tam przychodzi ale dobre jedzenie podają. Będziemy mogli spokojnie porozmawiać.- na dźwięk tych ostatnich słów ogarnęły mnie dreszcze
- Mówiłem, że ślicznie wyglądasz w tej sukience?- zmienił temat widząc moje zmieszanie.
- Nie mówiłeś, ale dziękuję. Ty za to mogłeś się bardziej postarać.- powiedziałam z uśmiechem na twarzy- do Twojego ubioru i do mnie oczywiście pasowały by czerwone adidasy- na koniec puściłam mu oczko. Na moje wyznanie Wojtek wybuchł szczerym i dźwięcznym śmiechem. W tym momencie przypomniały mi się lata liceum.
- No to jesteśmy- powiedział Wojtek a mnie wmurowało. To była pizzeria osiedlowa dlatego tak szybko dotarliśmy na miejsce. Okazało się na dodatek, że Wojtek jest jej właścicielem.
- Pięknie, mam znajomego biznesmena. A raczej właściciela restauracji. Hej! To dlatego ją tak zachwalałeś. Oj ty nie dobry- powiedziałam z przekąsem i dałam mu porządnego kuksańca w bok. Na co on teatralnie się skrzywił.
-Przestań to nic wielkiego. Tłumów nie ma ale z głodu nie umieramy.- uśmiechnął się tak jak zawsze lubiłam. Zauważyłam w między czasie, że na drzwiach została wywieszona kartka z napisem:
„Dn. 20 września br. od godz. 15.00 zamknięte.”
-Dlaczego zamknąłeś? –zapytałam
-Nie chciałem, żeby nam ktoś przeszkadzał. Chodź.- i zaciągnął mnie do kuchni, dał fartuch. Na stole leżał już gotowy spód do pizzy i kilkanaście miseczek z pokrojonymi dodatkami- Zrobimy sobie pizze. Ty wybierasz dodatki a ja zajmę się resztą.- oznajmił z uśmiechem na twarzy. Jego twarz nie zmieniła się praktycznie nie zmieniła od liceum. Więcej zarostu. Dla mnie nigdy się nie golił wiedział, że to lubię. Jego kwadratowa szczęka nabierała wtedy męskości. Teraz oprócz bródki tej męskości dodawały mu posiwiałe lekko włosy, które zawsze były gęste i lśniące. Zdziwiło mnie, że mimo młodego wieku ma siwe włosy ale zapewne to przez stres. Odwzajemniłam mu uśmiech i postanowiłam zapytać o Jolkę.
- Biorę się za pracę, ale nie myśl sobie, że będę zajęta tylko dekorowaniem ciasta. Jesteśmy tu sami więc możesz mi opowiedzieć co się stało z Tobą i Jolką.- i znowu zauważyłam zakłopotanie tak jak wczoraj.
- Nie wiem od czego zacząć- powiedział wreszcie
-Może od początku- zachęciłam go.
- Tak jak wiesz na początku liceum mięliśmy zostać rodzicami. Z jednej strony się przestraszyłem przecież ojcostwo to poważna sprawa i straciłem jakiekolwiek szanse u Ciebie.- oczy moje w tym momencie zrobiły się jak pięć złotych. Nie myślałam, że liczy na odnowienie naszej miłości.- Nie patrz tak na mnie- powiedział w końcu widząc moją reakcję.- Chciałaś dokładnego przebiegu wydarzeń. Więc słuchaj. Przez całą ciążę wspomagałem Jolkę, ale ona w ogóle o dziecku nie myślała. Nadal chodziła na imprezy, paliła, piła. A właśnie palisz jeszcze?
-Palę, ale kończ.
-Więc ciąża była zagrożona na wskutek jej nieodpowiedzialności. Zatrzymali ja w szpitalu jak była w siódmym miesiącu ciąży. Mówili, że to tylko w ramach obserwacji, ale ja widziałem w tym głębszy sens. W nocy Jolka lunatykowała i spadła ze szpitalnych schodów. Od razu lekarze zdecydowali się na cesarkę. Dziecku na szczęście nic nie było. Jolka po tym wszystkim czuła się fatalnie. Oczywiście pod względem fizycznym nic jej nie groziło ale psychika jej siadła. Z pomocą moich rodziców załatwiłem sobie dokumenty aby móc sprawdzić czy Hania jest moją córką. Myślałem, że to niedorzeczne gdyż uważałem się za ojca małej. Rodzice się uparli i zrobiłem jak mi kazali. Teraz widzę, że mieli rację. Jolka myślała tylko o sobie. Po porodzie nawet nie chciała patrzeć na dziecko. Uznaliśmy, że będę się starał o wyłączną opiekę nad Hanią.
-Jak to?- wtrąciłam się- Aż tak źle z Jolka było?
- I to gorzej. Jak ją poinformowałem o moich planach nawet nie mrugnęła. Jej rodzice protestowali jednak zrobiłem po swojemu. Okazało się, że Hania nie jest moją córką. Jolka mnie wrobiła. Złość aż kipiała ze mnie. Taki wściekły poszedłem prosto do niej. Wygarnąłem jej wszystko co leżało mi na wątrobie. A ona zaczęła się śmiać i powiedziała „Na prawdę  myślałeś,  że to Twoje dziecko? Przecież nawet nie spaliśmy ze sobą. Nic między nami nie było. Ustawiłam to wszystko. Dziecko jest mojego byłego, ale on nie chce słyszeć o nim. Zostałeś mi ty. Naiwny i taki dobry. Mi dziecko potrzebne nie jest . Rodzicom nic do niego. Chcesz to sobie ją weź.”
- No i co zrobiłeś?- zaaferowana tym wszystkim wsadziłam łokcie w ciasto.
- No co i tak byłem nastawiony na to dziecko pozytywnie. Hania nic nie zrobiła złego. Podpisałem papiery, że Hania to moja córka. Jolka zrzekła się praw do niej. Od razu wyjechałem tutaj. Moi rodzice mi pomagali i pomagają dalej. A Jolka dwa lata temu wyjechała do Niemiec tam poznała kogoś i ma druga rodzinę. Na razie o Hanię nie pyta. A my sobie tutaj mieszkamy.- zakończył swoje opowiadanie a ja zamarłam na dobre- Karina, ciasto już ugniecione nie musisz doprawiać łokciami- uświadomiłam sobie, że ubrudziłam moja kieckę
-Flak! Widzisz co ty robisz? Przez Ciebie mam brudną sukienkę. Musisz tak ładnie opowiadać?- uśmiechnęłam się, żeby nie pomyślałam, że jestem jakaś pedantką- Pizza gotowa teraz Twoja kolej.
-Się robi szefie- powiedział z uśmiechem- Już wiesz co się ze mną działo przez te lata. Teraz ty opowiadaj.
- A więc przyjechałam tutaj za moim chłopakiem. To znaczy za narzeczonym- Teraz to on zrobił oczy wielkości pięciozłotówki.
- I ten twój narzeczony pozwala Ci tak sobie chodzić na spotkania z innymi facetami?
- No i tu się mylisz on już nie jest moim narzeczonym. W bardzo oklepany sposób stracił moje zaufanie. Konkretnie przyłapałam go w łóżku z inną. Zostawiłam wszystko w Łubinie. Nie chciałam wracać do domu. Wiesz jaka jest moja mama. Na początku tułałam się po motelach i szukałam czegoś dla siebie. Znalazłam pracę. Dobrze, ze miałam pieniądze, które odłożyłam na „nasz ślub”. Kupiłam mieszkanie bez oglądania.  I mi się układa na razie. Tak więc kończąc smutki może byśmy się napili- powiedziałam wyjmując moje ulubione wino z torebki.  Zdziwiony Wojtek powiedział.
- Jak ty to zmieściłaś w tej torebuni? Już wciągam korkociąg i kieliszki.
- Kieliszki ja wyjmę tylko gdzie są.
- W szafce przy oknie.
Otworzył wino z wielkim hukiem. Ponalewał w lampki.
- To wypijmy za lepsze jutro- powiedział Wojtek podchodząc z kieliszkiem.
- za niespodzianki życiowe- dodałam stukając swoim kieliszkiem w jego. Upiliśmy po łyczku.
- To nasz pierwszy toast po latach mamy za sobą. -Dodał Wojtek.
Pizza była znakomita. Dobrze nam się razem siedziało i rozmawiało o różnościach. Wspominaliśmy dobre czasy. Nagle jego telefon zadzwonił. Wojtek przeprosił i wyszedł. Ja skorzystałam z okazji i zadzwoniłam do Pameli. Zmartwiłam się bo dochodziła 19.00 a ona nie dawał znaku życia.
- Hej kochana. A ty się nudzisz na tym spotkaniu?- zapytała entuzjastycznie. Mnie jednak zainteresował ten hałas w tle.
- Nie ale Wojtkowi telefon zadzwonił i korzystam aby się upewnić czy to ty się nie nudzisz. Co to za hałas?
- A wyszłam z twoim przystojnym sąsiadem z góry na pizze. Wyręczył Ciebie i pokazuje mi miasto- Wyczułam, że uśmiecha się od ucha do ucha.- a tak naprawdę to nad Tobą mieszka mój  Piotruś. Poznasz go jak wrócisz- W tym momencie wszedł Wojtek- Pamelka później pogadamy. Buziak- zakończyłam rozmowę. Zobaczyłam zakłopotanie na jego twarzy- Co się stało?- zapytałam.
- Hania dostała gorączki i woła taty. Niestety muszę do niej iść. Może pójdziesz ze mną, Hania to cudowne dziecko. A poza tym mama musi już jechać a leki wykupić musze ja.
- Więc potrzebujesz kogoś do Hani?
- Jak ty mnie dobrze znasz.
- Zgadzam się. Moja znajoma i tak znalazła sobie towarzystwo.
Okazało się, że Wojtek mieszka w bloku obok mojego. Jego mama jak mnie zobaczyła aż się popłakała.
- Karinko. Pięknie wyglądasz. Szkoda, że się rozstaliście. Może nie było by tyle problemów
- Pani Basiu nie ma co gdybać. Z tego co wiem wszystko się ułożyło na razie. Proszę się uspokoić.- Wojtek od razu pobiegł do małej więc nie słyszał naszej wymiany zdań.  Opanowany wyszedł z Hani pokoju, pomógł się ubrać mamie i wyszli. Ja natomiast weszłam do małej. Pokój miała piękny. Wzorowany był na komnatę księżniczki. Wojtek się postarał, żeby jej nic nie brakowało.
_Kim pani jest?- usłyszałam słabiutki i ochrypnięty głosik dziewczynki.
- Cześć – powiedziałam- jestem Karina. Koleżanka Twojego taty- podałam jej dłoń. Ona nawet nie zareagowała. Pomyślałam, że musi mieć tą cechę po Jolce.
- Będzie pani moją nową mamą?- zapytała co mnie bardzo zdziwiło,
- Nie. A Twój tata ma wiele koleżanek, tak?- kiwnęła mi głową- Twój tata i ja znaliśmy się bardzo długo. Jeszcze Ciebie nie było.
- Ale ja pani wcześniej nie widziałam.
- Bo nie było mnie w Polsce- Tu musiałam skłamać. Nie wiedziałam czy temat Jolki to dobry pomysł. Nie dziwię się, że jest taka nieufna skoro Wojtek przyprowadza sobie panny. Haniu, bo tak masz na imię, prawda?- przytaknęła- powiedz mi  jak często tata przyprowadza różne panie?- Mała wyciągnęła szyję , a jej spocona główka wyjrzała zza wielkiej kołdry.
- Nie często. Kiedyś była taka pani, bardzo jej nie lubiłam. Kazała mówić do siebie ciociu. Krzyczała cały czas jak taty nie było. Już długo jej nie ma. Babcia powiedziała jej „do widzenia, żegnam” i poszła sobie. Tata był zły, ale już nie jest- nagle zobaczyłam łzy w jej oczach- Gdzie mój Bodzio?
- a kto to jest Bodzio? Zmęczona jesteś? Pójdziesz spać?
- Nie pójdę bo nie ma Bodzia.- teraz rozpłakała się na dobre. Łzy leciały ciurkiem. Rozejrzałam się po pokoju. Zobaczyłam kota pluszaka ubranego w czerwone spodenki i niebieska bluzę z kapturem.. Na plecach widniał żółty napis z wyszywanych literek „Bodzio”. Wzięłam kotka.
- Zobacz jest Bodzio.- powiedziałam- Chyba nie chcesz, żeby spał na mokrej podusi- Nie sadziłam, że zadziała ten argument.
- Już nie będę płakać. Będę dzielna- pochlipywała noskiem. Jej wielkie czerwone policzki wydały mi się być jeszcze bardziej czerwone.
- Proszę. Bodzio mi powiedział, że bardzo tęsknił za twoimi cieplutkimi rączkami. Chętnie Cię przytuli.- w tym momencie Hania wyciągnęła rączki po pluszaka. Podałam jej go. Przytuliła mocno do siebie i powiedziała
- Nie gaś światła. Poczekam na tatę.
- Dobrze-powiedziałam.
Weszłam do pokoju gościnnego. Zapaliłam lampkę i wygodnie usiadłam na kanapie. Czekałam, czekałam i czekałam Trochę się zeszło. Nagle znalazłam się w ciemnym pokoju. Był inny niż ten, do którego przed chwilą weszłam. Jakaś malutka stróżka światła biła jakby od dziurki klucza w drzwiach. Otworzyłam je a tam arek sam w pokoju. Leżał w łóżku nagi.
- czekałem na Ciebie kochanie. Chodź.- pogładził wolne miejsce obok siebie- Będzie nam bardzo miło. Karina, Karina.- moje imię wydawało się brzmieć tak delikatnie. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu- Karina… Karina… Karina obudź się już jestem- Otworzyłam oczy a przed moją twarzą twarz Wojtka.- Przepraszam kolejka w aptece- tłumaczył się- chcesz herbatki? A może wina. Tu jestem przygotowany.
- Wiesz co? Ja już lepiej pójdę. Jesteś bardziej potrzebny  teraz Hani. Trzymaj się.
Wyszłam kompletnie zdezorientowana. Nawet nie czekałam na reakcje Wojtka. Miałam blisko więc powrót nie trwał długo. Wszystko jest takie pokomplikowane.


............................................................................................................................................


Dzisiaj bez wiersza będzie. Brak weny na kolejne przygody. Mam nadzieje, że jednak jakoś dam ardę. Trzymajcie się ziomki. BUZIALE:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz