środa, 9 stycznia 2013

3. Chwila przemyśleń


Dni mijały mi dziwnie bezstresowo. Co raz wpadałam na Wojtka, pogadaliśmy. Pamela mieszka ze mną, odwiedza mojego sąsiada z góry. Ten Piotrek to niezły gość. Można z nim pogadać o wszystkim, kulturalny i dowcipny. Najlepszy przyjaciel na dalekim miejscu zaraz po moich dziewczynach, które nie wiem jakim cudem, czuwają nade mną. Pamela dba żebym przez przypadek nie schudła. Wiec moje ostatnie dni wyglądały monotonnie, aż za bardzo. Rano do pracy po pracy obiad (muszę przyznać- Pamela zajebiście gotuje), później odwiedziny Piotrka. Do późna siedzimy, plotkujemy i opowiadamy sobie różne dowcipy. A następnego dnia to samo.
                Jeden z tych dni był jednak inny. Gdy tylko weszłam do mieszkania Pamela  zaczęła się dziwnie zachowywać.
- Karina. Jest sprawa, od dwóch dni przychodziły paczki do Ciebie. Myślałam z początku, ze zamawiałaś coś, ale powiedziałabyś mi o nowych zakupach.  Jednak te paczki nie wyglądają na byle jakie – uśmiechnęła się tak jakoś dziwnie wypowiadając te słowa, że nie wiedziałam czy mam być zadowolona z tych paczek czy nie.
- Pokazuj te przesyłki a nie się cieszysz – dałam jej kuksańca w bok.
Pamela pokazała mi trzy paczki jedna większa od drugiej.  Zaczęłam od najmniejszej. Była wielkości koperty. Otworzyłam a w środku znajdowało się podłużne pudełeczko. W nim srebrna bransoletka. Oczywiście do tego dołączony liścik:
„Mam nadzieję, że będzie się dobrze prezentować na Twoim pięknym nadgarstku”
- Pamela czy tą paczkę przyniósł listonosz? – zapytałam zdziwiona gdyż ujrzałam znak próby. To nie był tani prezent.
- Nie, kurier do drzwi zadzwonił. Karina komu ty się tak spodobałaś, że takie prezenty dostajesz- śmieje się Pamela.
- Nie mam pojęcia. A teraz skończ te żarty otwieram drugą.
Druga była większa i bardziej napakowana. Rozdarłam bąbelkową kopertę a w środku rękawiczki. Wyglądały uroczo. Wzór typowy dla robionych ręcznie na drutach a we wnętrz obszyte polarem. Lekko się zdziwiłam gdyż dopiero październik. Do tego dołączony liścik.
„ Pamiętam jak kiedyś nosiłaś podobne. Gdy je zobaczyłem nie mogłem się oprzeć.”
Faktycznie były podobne do moich starych. Tylko moje zrobiła mam własnoręcznie i byłe bez polaru. Mogłam się domyślać, że to Arek, ale on nie przywiązuje uwagi do takich rzeczy. Co prawda był jeszcze Wojtek tylko, że on ma teraz kłopoty z Hanią i nie sądzę żeby miał głowę do takich niespodzianek.
- O ja! Są takie piękne – zapiszczała mi nad uchem Pamela – Ty, ale zima chyba jeszcze nie nadchodzi?
- Nie, ale mogę już się wprawiać – zaśmiałam się.
- Koniec śmiania – zarządziła Pamela z uśmiechem na twarzy – Inka otwieraj tę największą paczkę bo też jestem ciekawa. – Aż mi się miło zrobiło jak usłyszałam to zdrobnienie. Już bardzo dawno nikt tak do mnie nie mówił. – Otwierasz czy ja mam to zrobić! – Pamela już się niecierpliwiła nie na żarty.
- Już, już Melka –powiedziałam pokazując jej język bo wiedziałam, że na pewno by to zrobiła za mnie gdybym jeszcze przeciągała. Obie wybuchłyśmy śmiechem. Dawno nie towarzyszył mi taki szczery śmiech.
Otwieram tę ostatnią paczkę ostrożnie. Była ciężka więc nie widziałam czego się spodziewać. Nie mogłam być pewna czy jest od tej samej osoby co dwie poprzednie. Adres nadawcy był dziwnie znajomy, jednak nie mogłam sobie przypomnieć. W pudełku było drugie nieco mniejsze i ozdobniejsze niż zwykły karton. Już teraz wiem skąd kojarzyłam adres. Na widok znajomego podarunku (bo nie wiem jak inaczej to nazwać) doznałam szoku. Wmurowało mnie. Nie mogłam się ruszyć. Myślami byłam daleko, w czasach, które kiedyś były dla mnie miłym wspomnieniem a teraz przynosiły ból.
- Karina? Co jest? – dopytywała się Pamela widząc moje odrętwienie. Niewiele myśląc podniosła kwieciste wieczko. Na wierzchu leżała koperta z moim imieniem. Pamela odłożyła list na bok. Głębiej znajdowały się ramki ze zdjęciami i wszystkie prezenty jakie Arek otrzymał dla mnie. Na zdjęciach byłam uśmiechnięta a Arek wpatrywał się we mnie. Tak wielkie uczucie przemawiało przez to zdjęcie. – Cholera – powiedziała i zaczęła pakować wszystko jak było. Czułam, że jej głupio, iż ciekawość wygrała nad rozsądkiem.
- Nic się nie stało – powiedziałam próbując się uśmiechną jednak wyszedł mi jedynie grymas. – To tylko starocie na śmietnik. Nic dla mnie nie znaczą – zamknęłam pośpiesznie pudełko a drugie zakleiłam taśmą. W złości chwyciłam czarny marker i podpisałam „śmieci”. Wsadziłam w najciemniejszy kąt mojej ogromnej szafy.
Próbując zachować resztki dobrego humoru powiedziałam do Pamelki – Zamawiamy dziś pizze. Dzwoń do Piotrka niech nie siedzi sam.
Zrobiła tak jak mówiłam.
Czekając na pizze Piotruś opowiadała historie jakie przydarzyła mu się na uczelni. Niestety nie udało mi się przegonić tej mieszanki uczuć, w której przeważały smutek, żal i rozgoryczenie. Poczuła nagłą ochotę na papierosa. Wyszłam więc na balkon myśląc, iż dym tytoniowy jakoś ukoi moje nerwy. Siedząc na jakimś starym fotelu, który nabyłam wraz z mieszkaniem usłyszałam cichą rozmowę Pameli i Piotrka.
- Co jej jest? Jakoś dziwnie się zachowuje. Niby siedzi z nami, śmieje się, ale jest nieobecna – spytał Piotrek zatroskanym głosem.
- Dostała paczkę od Arka. Ich wspólne zdjęcia prezenty od niej itp. – w głosie Pameli dało słyszeć się smutek i litość do mojej osoby. – Dostała też list, ale chyba go nie zauważyła bo koperta leży tam gdzie ją położyłam…. – no tak list zaświtało w mojej głowie. Widziałam jakąś kopertę jednak nie byłam zainteresowana kto jest jej adresatem. Na razie czytać nie będę. Muszę pozbierać się po tej bombowej paczce. Nie mogę się rozkleić na dobre. Wiem, że oni się o mnie martwią jednak ja nie potrzebuję niańki. Pamela ma swoje życie, studia.
Udając, że papieros mi pomógł ochłonąć wróciłam do pokoju.
- Ile jeszcze będziemy czekać na tę pizze? – zagadałam próbując zachowywać się normalnie. Ton mojego głosu zaskakująco zaczął współgrać. Jak na moją odpowiedź zadzwonił domofon. Otworzyłam dostawcy.
- Szykujcie kasę. Pizza nadchodzi – zaśmiałam się co wyszło bardzo naturalnie. Co jak co, ale udawanie zawsze mi wychodziło.
Piotrek spojrzał zaskoczony na Pamelę. Ta wzruszyła tylko ramionami. Wyszłam po talerze, wracając usłyszałam szept – Chyba się już otrząsnęła, ale nie podob… - urwał Piotrek czując, że się zbliżam. Akurat zabrzmiał dzwonek do drzwi więc się podniósł z krzesła i otworzył.
Pamela korzystając z okazji nieobecności chłopaka zapytała – wszystko jest w porządku? – złapała mnie za rękę w czułym geście, kiedy siadłam przy stole. Piotrek wrócił zanim zdążyłam odpowiedzieć. Widząc nasze złączone dłonie zrobił minę pełną litości. Czułam, że czeka mnie poważna rozmowa. Oczywiście ja musiałam zacząć.
- Słuchajcie. Ze mną jest wszystko ok. – Na twarzy Pameli pojawił się grymas. Wiedziałam co oznaczał „aha, uważaj bo uwierzę.” –Naprawdę. Nie musicie się tak martwić – Złapałam Piotrka za dłoń. Patrzyłam raz na jedno raz na drugie. Zauważyłam, że chcą mi coś powiedzieć równie ważnego. Nie sądziłam, iż ta informacja będzie dla mnie swego rodzaju ulgą.
- Karina – zaczęła Pamela – postanowiłam na studia przenieść się tutaj. Zamieszkałaby z tobą dopóki nie będziesz się czuła lepiej.
- Nie, Pamela ja się czuję dobrze – przerwałam jej – Nie możesz mnie pilnować – mój głos był spokojny lecz stanowczy – Nic głupiego nie zrobię – zapewniłam. Jednak ulgi na jej twarzy nie zobaczyłam, była nadal spięta – Mieszkaj z Piotrkiem. Codziennie możecie mnie odwiedzać. A jak poczuję się samotna na pewno zadzwonię. – Teraz Pamela się rozluźniła. Poczułam na jej dłoni. Tak samo Piotrek.
- Na pewno będziesz dzwonić? – upewniał się jeszcze.
- Na pewno – wiem, że te słowa może nie będą przekonujące, ale chyba poskutkowało. Oczy Piotrka rozbłysły. Kończąc naszą rozmowę powiedziałam – może nie wyglądam, ale na prawdę dam sobie radę. A teraz jedzmy pizze bo już całkiem wystygnie.
Nie wiem jak mi się udało, ale uwierzyli mi. Można powiedzieć, że miałam spokój. Spokój w sensie ciągłych pytań „Jak się czujesz?”, „Jak sobie radzisz?”. Jednak co noc miałam koszmary z Arkiem w roli głównej. I zawsze przed snem otwierałam pudełko ze „wspomnieniami”. Każdego ranka obiecuję sobie „nigdy więcej”
Pewnego dnia wracając z pracy wpadłam na swojego kolegę z liceum. Siedzieliśmy razem w jednej ławce przez trzy lata. Co prawda nauka nie była dla nas najważniejsza tylko gra w „statki” ale dogadywaliśmy się. Z tego spotkania dowiedziałam się, że po kilku próbach nadal jest sam.  Biedactwo, zasługuje na jakąś fajną dziewczynę. Ma też niezłe osiągnięcia, ale o tym już wiedziałam gdyż dzielnie go dopingowałam. Polski Mistrz MMA i szanowany trener capoeira. Ja nie byłam mu dłużna i także opowiedziałam o sobie. Niestety nie pogadaliśmy zbyt długo gdyż podjechał mój MPK. Nawet nie zdążyliśmy wymienić się numerami.
To nasze spotkanie można powiedzieć pomogło mi. Usłyszałam kiedyś czy przeczytałam, że sposobem na swoje problemy jest zajmowanie się cudzymi problemami. Dlatego postanowiłam się rozejrzeć za jakąś miłą dziewczyną. Z moich rozmyśleń wybił mnie dzwonek telefonu. Spojrzałam na ekran. „Jakiś dziwny ten numer” pomyślałam. Jednak odbieram.
- No hej Karina, durniu. – śmiech – Słuchaj jestem w Polsce chcę się z tobą zobaczyć.  Tylko może się odezwiesz. -  wtedy dotarło do mnie, że to dzwoni moja kuzynka, Marlena. Mieszkałyśmy razem na studiach. Raz do roku przylatywała z Forks. Zazwyczaj na święta, jednak do świąt jeszcze kawałek.
- Tak, tak. Spoko. W poniedziałek możesz tu do mnie przyjechać. Wyjadę po ciebie. Będę miała trochę wolnego czasu
- Oki, to do poniedziałku. – bez gadania się zgodziła Marlena.
Kurczę to na pewno była Marlena? Jakoś dziwnie brzmiała.
Wchodząc do bloku wykonuję ten sam rytuał. Sprawdzam pocztę, witam sąsiada, który wyszedł na klatkę zapalić. Jednak kiedy podchodzę do drzwi coś mi każe najpierw nacisnąć klamkę. Okazuje się, że są otwarte. Wchodzę ostrożna, gdyż nie wiadomo, kto może być w środku. W przedpokoju stoją walizki a z kuchni da się czuć piękne zapachy i słyszeć głosy. Idę sprawdzić kto jest sprawcą tego zamieszania i oczom nie wierzę. Moja twierdza, w której miałam przemyśleć to co się dzieje w koło, właśnie zamieniła się w istny cyrk. O ciszy mogę już zapomnieć.


                                                                                 
Okej, wiem długo nie zaglądałam już to nadrabiam. teraz jednak będziecie musieli znowu długo poczekać gdyż sesja to ważny okres. Nie podoba mi się ten kawałek opowiadania. 


PROŚBA czytasz-komentuj. inaczej nie pisze dalej.
Niedługo wpłyną zdjęcia z bohaterami.

2 komentarze:

  1. Czytam to i jednocześnie patrze się na Twoją twarz. Słyszę Śledzia i Twój tekst do niej "zamknij dupę bo cię walnę!" :D Kocham Was! :D Co do rozdziału zastanawia mnie kto jest w mieszkaniu... może pasztet :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Twoje opowiadania;*
    Z niecierpliwością czekam dalszego ciagu wydarzen;)
    Buziaczki;*;*;*;*

    OdpowiedzUsuń