Zadowolona Pamela siedzi przy moim prowizorycznym stole.
Pije sobie kawę beztrosko. Nawet nie zwróciłam uwagi co ona do mnie mówi.
Jestem w szoku.
Cwaniara
zadzwoniła do mnie abym się przygotowała. Jednak takiej niespodzianki się nie
spodziewałam. Moja kuchnia była okupowana przez moją kochaną siostrunię.
Marlena mnie przytula jedną ręką a w drugiej trzyma drewniana łopatkę. Jak
zwykle przygotowuje swój specjał. Kurczak a raczej pierś kurczaka z warzywami
na patelni i sosem słodko – kwaśnym. Mmm pycha! Na studiach często gotowała
chyba, że zupę pomidorową.
- No i co? – pyta Marlena z szerokim uśmiechem na twarzy –
Aż tak szybko się mnie nie spodziewałaś – i puściła oczko do Pameli. Czułam, że
to jej sprawka. Zapomniała o najważniejszym, miałam jechać do Konrada i Eweliny
w ten weekend. Oczywiście byłam zadowolona, iż Marlena odwiedziła moją swego
rodzaju pustelnię.
Pamela
zauważyła moje zakłopotanie. Poprosiłam ja na chwilę do pokoju.
- Melka jestem ci wdzięczna za troskę. Jednak kochana mam
teraz kłopot.
- Niech zgadnę, chodzi o Ewelinę i Konrada? – zapytała z pewnością siebie.
- Tak, o to mi chodzi. W ten weekend miałam ich odwiedzić.
- Nie martw się. Wszyscy leżą w łóżkach chorzy. Zanim dowiedziałam się, że Marlena jest w Polsce, zadzwoniłam do Eweliny. Spokojnie twój problem jest już rozwiązany. – odetchnęłam z ulgą jednak martwiłam się o przyjaciółkę.
- Niech zgadnę, chodzi o Ewelinę i Konrada? – zapytała z pewnością siebie.
- Tak, o to mi chodzi. W ten weekend miałam ich odwiedzić.
- Nie martw się. Wszyscy leżą w łóżkach chorzy. Zanim dowiedziałam się, że Marlena jest w Polsce, zadzwoniłam do Eweliny. Spokojnie twój problem jest już rozwiązany. – odetchnęłam z ulgą jednak martwiłam się o przyjaciółkę.
Obiad
jak zwykle był pyszny. Odzwyczaiłam się od przysmaków kulinarnych Marleny. Ona
zaś opowiedziała jak jej się żyje w Anglii, co słychać u jej męża i bliźniaków.
- A co tam u ciebie i Arka? – no tak to pytanie paść musiało. Najwidoczniej Pamela jej wszystkiego nie powiedziała. Chyba, że Marlena próbuje wydusić ze mnie coś więcej niż powiedziałam Pameli.
- U mnie wszystko ok. Jakoś sobie radzę. Arek też chyba ma się dobrze, zresztą mało mnie to obchodzi. A tak dla twojej wiadomości, jak Pamela jeszcze nic ci nie pisnęła, ja i Arek to przeszłość . Nie pytaj o nic. – nadal było ciężko mi z tym wszystkim, więc pora zmienić temat. –Mam ochotę na lody. Co wy na to? Idziemy do galerii?- odwróciłam się i poszłam szukać czegoś na przebranie, wygodnego. Czułam, że taka dawka informacji Marleny nie zaspokoi. Zawsze zwracała uwagę na detale.
- A co tam u ciebie i Arka? – no tak to pytanie paść musiało. Najwidoczniej Pamela jej wszystkiego nie powiedziała. Chyba, że Marlena próbuje wydusić ze mnie coś więcej niż powiedziałam Pameli.
- U mnie wszystko ok. Jakoś sobie radzę. Arek też chyba ma się dobrze, zresztą mało mnie to obchodzi. A tak dla twojej wiadomości, jak Pamela jeszcze nic ci nie pisnęła, ja i Arek to przeszłość . Nie pytaj o nic. – nadal było ciężko mi z tym wszystkim, więc pora zmienić temat. –Mam ochotę na lody. Co wy na to? Idziemy do galerii?- odwróciłam się i poszłam szukać czegoś na przebranie, wygodnego. Czułam, że taka dawka informacji Marleny nie zaspokoi. Zawsze zwracała uwagę na detale.
Siedzimy
i ze smakiem zajadamy się lodami. Miałyśmy jeszcze zamówić kawę a Marlena nadal
drąży temat.
- Karina, powiedz chociaż co się stało? Byliście taką zgraną parą. Rzadko kiedy się kłóciliście. Może da się to jeszcze naprawić.
- Co naprawić? Tu nie ma co naprawiać. Skurwiel mnie zdradził, z resztą złapałam go na ostrym numerku w jego mieszkaniu do którego miałam klucze. – Marlena otworzyła usta ze zdziwienia – Dziwne co? Niby tacy idealni a tu proszę. Okazało się, że to nie pierwszy raz. – powiedziałam to w końcu. Chyba mi ulżyło. Już nie czułam smutku tylko wielką złość, że dałam się tak zwodzić za nos tyle czasu. W tym momencie jestem nawet wdzięczna losowi, że wydało się to zanim wzięliśmy ślub. Wyobrażacie sobie co by było jakbym była szczęśliwa z mojego „mężusia” i nagle pojawiłaby się jakaś panna z dzieckiem twierdząca, iż Arek jest jego ojcem. Dobra wracam na ziemię to już za mną. A Marlenie więcej już nie trzeba było. Teraz zaspokoiłam jej ciekawość. – Tylko w domu nic nie mów. Wiesz co babcia ze mną zrobi jak się dowie.
- Dobra nic się nie martw.
- Karina, powiedz chociaż co się stało? Byliście taką zgraną parą. Rzadko kiedy się kłóciliście. Może da się to jeszcze naprawić.
- Co naprawić? Tu nie ma co naprawiać. Skurwiel mnie zdradził, z resztą złapałam go na ostrym numerku w jego mieszkaniu do którego miałam klucze. – Marlena otworzyła usta ze zdziwienia – Dziwne co? Niby tacy idealni a tu proszę. Okazało się, że to nie pierwszy raz. – powiedziałam to w końcu. Chyba mi ulżyło. Już nie czułam smutku tylko wielką złość, że dałam się tak zwodzić za nos tyle czasu. W tym momencie jestem nawet wdzięczna losowi, że wydało się to zanim wzięliśmy ślub. Wyobrażacie sobie co by było jakbym była szczęśliwa z mojego „mężusia” i nagle pojawiłaby się jakaś panna z dzieckiem twierdząca, iż Arek jest jego ojcem. Dobra wracam na ziemię to już za mną. A Marlenie więcej już nie trzeba było. Teraz zaspokoiłam jej ciekawość. – Tylko w domu nic nie mów. Wiesz co babcia ze mną zrobi jak się dowie.
- Dobra nic się nie martw.
Z racji
iż Pamela chciała przypomnieć sobie jakieś informacje na jutrzejsze kolokwium
wzięłyśmy kawę na wynos. Przy okazji obejrzałyśmy wystawy. Mnie zaintrygowała
przepiękna czarna sukienka na grubych ramiączkach. Niby prosta, ale miała cos w
sobie. Niestety wypłaty jeszcze nie dostałam. Nagle zorientowałam się, że
dziewczyny są już praktycznie w drzwiach wyjściowych. Odwróciłam się z impetem
i…
- Kurwa mać!! - cała
kawa znalazła się na mojej kurtce, no może nie cała bo część wylała się na
kogoś sporych rozmiarów. Zadzieram głowę do góry i widzę tę uwielbianą przeze
mnie brodę. – Przepraszam – prostuję i zaczynam szukać chusteczek. – Naprawdę
tak mi przykro – zaczyna brakować mi słów. Dziewczyny w końcu oprzytomniały.
Jednak gdy zobaczyły jak się jeszcze bardziej pogrążam zaczęły się śmiać. Mój
wzrok wtedy posyłał im pioruny a na policzkach pojawiały się rumieńce.
- Nic się nie stało – lekko się uśmiechnął, a ja rozpłynęłam się na dobre.
- Może dasz mi tę bluzę, oj sorry, może pan da mi tę bluzę – nie mogę się wysłowić – spróbuję tzn. moja pralka, trzeba to zaprać bo plama będzie. Więc musze do łazienki z bluzą, bo najlepiej to zrobić od razu. Zaprać. Mówiłam, że plama może zostać?
- Dobra nic się nie stało – teraz to już musiał mieć totalna polewkę z mojego roztargnienia – Marcina jestem – wyciągnął swoją dłoń w moją stronę.
- Tak wiem – mówię nieśmiało się uśmiechając, musiało to komicznie wyglądać. W międzyczasie przełożyłam pusty kartonowy kubeczek – Karina – uścisnęliśmy swoje dłonie i pozwoliłam sobie spojrzeć w jego oczy.
- No tak. – teraz to on się zmieszał – O bluzę się nie martw. Poradzę sobie, ale kawę jestem ci winien
- Nic się nie stało. Za dobra nie była. – cały czas trzymał moją dłoń. Uśmiechnęłam się tym razem przepraszająco i powiedziałam – przepraszam jeszcze raz za to – wskazałam na plamę – Muszę już iść. – Odwróciłam się choć łatwe to nie było i odeszłam w stronę dziewczyn. Marlena prawie leżała ze śmiechu a Pamela zbierała szczękę.
- Nic nie mówcie – powiedziałam gdy do nich podeszłam
- Czy ty wiesz…
- Tak wiem. – przerwałam Pameli, która z trudem dochodziła do siebie. Mi nogi nadal się trzęsły. Wyszłyśmy z galerii i wtedy razem z Marleną wszystkie trzy śmiałyśmy się z tego co stało się w środku. W takim humorze wróciłyśmy do mieszkań.
- Nic się nie stało – lekko się uśmiechnął, a ja rozpłynęłam się na dobre.
- Może dasz mi tę bluzę, oj sorry, może pan da mi tę bluzę – nie mogę się wysłowić – spróbuję tzn. moja pralka, trzeba to zaprać bo plama będzie. Więc musze do łazienki z bluzą, bo najlepiej to zrobić od razu. Zaprać. Mówiłam, że plama może zostać?
- Dobra nic się nie stało – teraz to już musiał mieć totalna polewkę z mojego roztargnienia – Marcina jestem – wyciągnął swoją dłoń w moją stronę.
- Tak wiem – mówię nieśmiało się uśmiechając, musiało to komicznie wyglądać. W międzyczasie przełożyłam pusty kartonowy kubeczek – Karina – uścisnęliśmy swoje dłonie i pozwoliłam sobie spojrzeć w jego oczy.
- No tak. – teraz to on się zmieszał – O bluzę się nie martw. Poradzę sobie, ale kawę jestem ci winien
- Nic się nie stało. Za dobra nie była. – cały czas trzymał moją dłoń. Uśmiechnęłam się tym razem przepraszająco i powiedziałam – przepraszam jeszcze raz za to – wskazałam na plamę – Muszę już iść. – Odwróciłam się choć łatwe to nie było i odeszłam w stronę dziewczyn. Marlena prawie leżała ze śmiechu a Pamela zbierała szczękę.
- Nic nie mówcie – powiedziałam gdy do nich podeszłam
- Czy ty wiesz…
- Tak wiem. – przerwałam Pameli, która z trudem dochodziła do siebie. Mi nogi nadal się trzęsły. Wyszłyśmy z galerii i wtedy razem z Marleną wszystkie trzy śmiałyśmy się z tego co stało się w środku. W takim humorze wróciłyśmy do mieszkań.
- Marlena, wiesz, że Arek odesłał mi moje wszystkie rzeczy
jakbym to ja była winna temu wszystkiemu. Próbował nawet jakichkolwiek
negocjacji. – powiedziałam przy naszej wieczornej herbacie – To znaczy na
początku się zapierał. Byłam nieugięta. Później zwrócił te nasze wspólne zdjęcia
i prezenty ode mnie. A i list jakiś naskrobał.
- No i co w nim pisał? Niech zgadnę „to jednorazowy wyskok”, „nawet tego nie chciałem”, „samo wyszło” – Marlena idealnie naśladowała jego głos
- Nawet go nie czytałam.- powiedziałam.
- A jak myślisz humor ci się przeczytasz jego wypociny?
- Nie wiem. Wiesz zawsze lubiłam jak się mężczyźni tłumaczą. Dawaj to pudło.
- A gdzie jest? – zapytała Marlena
- W szafie na samym dnie, gdzieś w kącie.
- Masz. Ja idę się umyć. Jakby co to wiesz gdzie jestem. – lekko się uśmiechnęłam.
- No i co w nim pisał? Niech zgadnę „to jednorazowy wyskok”, „nawet tego nie chciałem”, „samo wyszło” – Marlena idealnie naśladowała jego głos
- Nawet go nie czytałam.- powiedziałam.
- A jak myślisz humor ci się przeczytasz jego wypociny?
- Nie wiem. Wiesz zawsze lubiłam jak się mężczyźni tłumaczą. Dawaj to pudło.
- A gdzie jest? – zapytała Marlena
- W szafie na samym dnie, gdzieś w kącie.
- Masz. Ja idę się umyć. Jakby co to wiesz gdzie jestem. – lekko się uśmiechnęłam.
List faktycznie lekko mnie rozbawił. Zdziwiłam się bo sądziłam,
że będę płakać. Takie rzeczy wypisywał a ja się śmiałam. Może z jego wyobraźni.
Nie wiem.
Już miesiąc minął odkąd Marlena u
mnie jest. Co prawda bywała w domu rodzinnym, jednak nigdy nie czuła się tam
dobrze. Budzik dzwonił a ja miałam ochotę przeleżeć cały dzień w łóżku.
- Hej Reginka. – powitała mnie Marlena wchodząc do pokoju. Tylko ona mnie nazywała Reginą, zawsze śmiejemy się przy tym. – Powiedz mi, dlaczego ustawiłaś budzik? Przecież masz dziś wolne.
- To co proponujesz? Ja szczerze mówiąc zostałabym tu – pokazałam mój skromny pokoik i obie wybuchłyśmy śmiechem.
- Na razie to chodź na śniadanie a później mam dla ciebie coś extra. – powiedziała Marlena z cwaniackim uśmiechem, a ja wiedziałam, że nic z niej nie wyciągnę chociażbym błagała na kolanach.
- Hej Reginka. – powitała mnie Marlena wchodząc do pokoju. Tylko ona mnie nazywała Reginą, zawsze śmiejemy się przy tym. – Powiedz mi, dlaczego ustawiłaś budzik? Przecież masz dziś wolne.
- To co proponujesz? Ja szczerze mówiąc zostałabym tu – pokazałam mój skromny pokoik i obie wybuchłyśmy śmiechem.
- Na razie to chodź na śniadanie a później mam dla ciebie coś extra. – powiedziała Marlena z cwaniackim uśmiechem, a ja wiedziałam, że nic z niej nie wyciągnę chociażbym błagała na kolanach.
Po
śniadanku ruszyłyśmy w miasto. Okazało się, że Marlena załatwiła na dziś
fryzjera , kosmetyczkę i pobyt w Spa.
- To co robimy z włosami? – zapytała fryzjerka
- Kolor na pewno zmienimy, znudził mi się ten blond – powiedziałam zastanawiając się jaką barwę wybrać – może rudy.
- Karina zawsze chciałaś mieć dredy, może spróbuj. – powiedziała Marlena z sąsiedniego fotela.
- No nie wiem, dredy to chyba już za dużo . A wykonujecie tutaj coś takiego? – zapytałam retorycznie z nadzieją, że odpowiedź będzie negatywna. Niestety fryzjerka się tylko uśmiechnęła i przytaknęła. Dodatkowo powiedziała, że mam na tyle długie włosy, że będę wyglądała obłędnie. No cóż zgodziłam się. – To szalejemy – powiedziałam i cały salon śmiał się razem z nami.
Po 17 weszłyśmy na obiad do galerii. Marlena jeszcze mnie namówiła na zakupy. Weszłyśmy do jednego ze sklepów i Marlena zaczęła namawiać mnie na śliczną miętową, zwiewną bluzkę, na którą z chęcią się zgodziłam.
- Która godzina? – zapytała Marlena gdy stałyśmy w kolejce do kasy.
- Dziewiętnasta dochodzi a co?
- Nic, czekaj tu a ja do WC jeszcze skoczę i lecimy na chatę.
- To co robimy z włosami? – zapytała fryzjerka
- Kolor na pewno zmienimy, znudził mi się ten blond – powiedziałam zastanawiając się jaką barwę wybrać – może rudy.
- Karina zawsze chciałaś mieć dredy, może spróbuj. – powiedziała Marlena z sąsiedniego fotela.
- No nie wiem, dredy to chyba już za dużo . A wykonujecie tutaj coś takiego? – zapytałam retorycznie z nadzieją, że odpowiedź będzie negatywna. Niestety fryzjerka się tylko uśmiechnęła i przytaknęła. Dodatkowo powiedziała, że mam na tyle długie włosy, że będę wyglądała obłędnie. No cóż zgodziłam się. – To szalejemy – powiedziałam i cały salon śmiał się razem z nami.
Po 17 weszłyśmy na obiad do galerii. Marlena jeszcze mnie namówiła na zakupy. Weszłyśmy do jednego ze sklepów i Marlena zaczęła namawiać mnie na śliczną miętową, zwiewną bluzkę, na którą z chęcią się zgodziłam.
- Która godzina? – zapytała Marlena gdy stałyśmy w kolejce do kasy.
- Dziewiętnasta dochodzi a co?
- Nic, czekaj tu a ja do WC jeszcze skoczę i lecimy na chatę.
Wyszłam ze sklepu a Marlena na mnie czekała i akurat
skończyła rozmowę telefoniczną. Uśmiechała się więc myślałam, że to Gustaw
dzwonił i opowiedział jej czy bliźniaki grzeczne. Do mieszkania wróciłyśmy w
szybkim tempie bo Marlena zamówiła taksówkę.
- Idź pod prysznic bo później wychodzimy. – Oznajmiła mi Marlena – Ubrania ci przygotuję.
Ja posłusznie skierowałam się do łazienki. Musiałam jakoś chronić moją nową fryzurę. Związałam dredy, które bardzo mi się podobały i faktycznie wyglądałam obłędnie. Gdy wyszłam Marlena rozmawiała z kimś prze telefon znowu.
- Kto dzwonił? – tym razem zapytałam.
- Pamela powiedziała, w którym klubie się spotkamy. Ubieraj się tu masz wszystko, a i zrób sobie nieziemski makijaż. – wyszczerzyła zęby i zniknęła za drzwiami toalety.
O dwudziestej pierwszej czekałyśmy na taksówkę.
- Pamela już tam jest? Sama? – zapytałam
- Nie sama tylko z Piotrkiem. A i Krzysiek też jest. Pamela go spotkała przypadkiem. - No to super. Pomogę Krzyśkowi w poszukiwaniu kogoś odpowiedniego. Nie miałam ochoty na imprezy, już tak dawno na żadnej nie byłam.
- Marlena dobry adres podałaś kierowcy? – powiedziałam bo znalazłyśmy się w dość podejrzanym miejscu.
- Dobry, dobry. Chodź i nie marudź.
W klubie ludzie ledwo się mieścili. Sporo moich znajomych było. Dziwnie do mnie się uśmiechali. Szukałam Pameli i Piotrka. Marlena w tym czasie zamówiła nam po drinku.
Nagle muzyka ucichła. Na scenę wszedł Mark Foster. Mnie wmurowało. Uwielbiam jego piosenki. Spojrzałam na Marlenę a ona się tylko uśmiechnęła. Coś mi tu nie grało. Wszyscy się rozstąpili i utworzyli swego rodzaju ścieżkę. Wmurowało mnie jeszcze bardziej...
- Idź pod prysznic bo później wychodzimy. – Oznajmiła mi Marlena – Ubrania ci przygotuję.
Ja posłusznie skierowałam się do łazienki. Musiałam jakoś chronić moją nową fryzurę. Związałam dredy, które bardzo mi się podobały i faktycznie wyglądałam obłędnie. Gdy wyszłam Marlena rozmawiała z kimś prze telefon znowu.
- Kto dzwonił? – tym razem zapytałam.
- Pamela powiedziała, w którym klubie się spotkamy. Ubieraj się tu masz wszystko, a i zrób sobie nieziemski makijaż. – wyszczerzyła zęby i zniknęła za drzwiami toalety.
O dwudziestej pierwszej czekałyśmy na taksówkę.
- Pamela już tam jest? Sama? – zapytałam
- Nie sama tylko z Piotrkiem. A i Krzysiek też jest. Pamela go spotkała przypadkiem. - No to super. Pomogę Krzyśkowi w poszukiwaniu kogoś odpowiedniego. Nie miałam ochoty na imprezy, już tak dawno na żadnej nie byłam.
- Marlena dobry adres podałaś kierowcy? – powiedziałam bo znalazłyśmy się w dość podejrzanym miejscu.
- Dobry, dobry. Chodź i nie marudź.
W klubie ludzie ledwo się mieścili. Sporo moich znajomych było. Dziwnie do mnie się uśmiechali. Szukałam Pameli i Piotrka. Marlena w tym czasie zamówiła nam po drinku.
Nagle muzyka ucichła. Na scenę wszedł Mark Foster. Mnie wmurowało. Uwielbiam jego piosenki. Spojrzałam na Marlenę a ona się tylko uśmiechnęła. Coś mi tu nie grało. Wszyscy się rozstąpili i utworzyli swego rodzaju ścieżkę. Wmurowało mnie jeszcze bardziej...
Przepraszam za tak długą przerwę. Jednak w zamian za cierpliwość wstawiłam zakładeczkę "Bohaterowie".
Miłego czytania i proszę o komentarze.
Miłego czytania i proszę o komentarze.
A ja chcę powitać Marcina, kochanego kapitana, który zagości na dłużej :) A Piotrek i Krzysiek to ci, o których myślę czy niekoniecznie? :D
OdpowiedzUsuńNie. Kochana czytałaś wcześniejsze rozdziały? Piotrek chłopak Pameli, Krzysiek Mistrz w MMA :) aj dziubasku tylko jedno w głowie.
Usuńi właśnie w tym momencie objawia się zanik pamięci, który spowodowany jest długimi przerwami pomiędzy dodawaniem rozdziałów.
Usuńco prawda, już wcześniej czytałam część, lecz po nadrobieniu braków i przeczytaniu caołości powiem tyle: AŻ CHCE SIĘ CZYTAĆ! baaaaaardzo mi się podoba!
OdpowiedzUsuńa nawiązując do poprzednich postów: Ile dajesz od Siebie, tyle oczekuj od innych! każdy z nas ma swoje negatywne cechy, które niestety musimy na wzajem znosić.
Czytając marzyłam o tym zeby koniec nie nastąpil:(
OdpowiedzUsuńTeraz z niecierpliwościa czekam na kolejna czesc ;*