niedziela, 2 czerwca 2013

6. Jestem z Tobą bezpieczna?

Ugryzłam dziada w palce. Odwróciłam się, żeby spojrzeć mu w twarz. To co zobaczyłam wmurowało mnie kompletnie. Ten sapiący mi do ucha facet to mój szef. Sądziłam, że wyszedł. Pomyliłam się. Strasznie napierał na mnie. Czułam jego męskość. Próbowałam się szarpać jednak on był silniejszy.
- Nie wierć się tak – powiedział rozpinając moją bluzkę. – Wiem, że tego chcesz. Widzę jak na mnie patrzysz. – łzy ściekały mi po policzkach a on drugą ręką zaczął dotykać moich piersi. Cały czas miał złowrogi uśmieszek na twarzy. To nie było przyjemne. Robił to z taką zachłannością i szaleństwem w oczach. Nagle było słychać dzwoneczki w drzwiach co oznacza, że ktoś wszedł.
- Zamknięte już. Nie widać tabliczki? – krzyknął w stronę drzwi. Skorzystałam z okazji i kopnęłam go w krocze. Uścisk się poluźnił i zaczęłam się znowu wyszarpywać. Mi się udało jednak moja garderoba szczęścia nie miała. Wypadłam na sklep jak szalona. Na środku stał Marcin. Gdy mnie zobaczył był w szoku. Ja złapałam jakąś kurtkę i torebkę. Łzy płynęły bez jakiejkolwiek mojej kontroli. Nie zwróciłam większej uwagi na poczynania środkowego, ale wydawało się, że zaciska pięści. Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia.
- Karina ja tak nie mogę – zanim się zorientowałam on już był w środku. Usłyszałam tylko jak coś ogromnego pada na podłogę. Zaraz po tym wyszedł Marcin i masował dłoń. Przy samochodzie już się poddałam. Usiadłam przy kole i zapaliłam papierosa. Ręce mi się trzęsły a moje serce kołatało. Płacz zamienił się w lament. Brodaty przysiadł się i mnie próbował przytulić. Robił to tak nieudolnie, ale z wielkim uczuciem. Zamknął mnie w swoim uścisku i lekko kołysał. Poczułam się jak mała dziewczynka, która uderzyła się w nóżkę i mama próbuje uspokoić. Takie bezpieczeństwo jak w domu. To ciekawe bo jako małe dzieci sądziliśmy, że dom to twierdza, która obroni nas przed całym złem świata. Teraz tę twierdzę miałam w ramionach Marcina. Uspokoiłam się.
- Pokaż mi tę rękę – powiedziałam uświadamiając sobie, że ta moja twierdza się uszkodziła.
- Nic się nie stało. Trochę boli, ale przestanie.
- Jedziemy do szpitala. Ktoś musi to obejrzeć.
- Nie. Na początku jedziemy na policję. Przecież to była próba gwałtu.
- Wiem, że muszę. To idziemy na deal. Na policję pojedziemy, później od razu do szpitala.
 Zgłosiłam próbę gwałtu, Marcin także złożył zeznania jako świadek zdarzenia. Na pogotowiu powiedzieli, że ręka środkowego jest lekko obtłuczona. I do póki opuchlizna nie zejdzie to nie może trenować. Dostał zwolnienie.
- Jeju Marcin. Przeze mnie teraz nie możesz trenować. – powiedziałam idąc w stronę auta
- Karina uspokój się. I tak wziąłem urlop. Mam trzy dni wolnego. Wydaje mi się, że to nic groźnego. Jakby była taka sama sytuacja zrobiłbym to samo. Nawet nie waż się mieć wyrzuty sumienia. – Przytulił mnie mocno. Ja w podzięce stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek.
 - Dziękuję ty mój bohaterze. – powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam. – jedźmy już do mnie bo głodna jestem. Zrobiłam pyszną sałateczkę.
- No jak jest pyszna to chętnie spróbuję. Może jakieś wino do tego?
- To zajedziemy do Tesco. – Marcin cały czas próbował wywołać uśmiech na mojej twarzy. Dzięki niemu pozbierałam się dość szybko i zapomniałam o całym tym zdarzeniu. Dobrze, że przyjechał po mnie. Nie wiem jakby się to skończyło.
Do mieszkania zawitaliśmy około 22. Jednak pod drzwiami spotkała mnie niespodzianka.
- Hania kochanie, co się stało? – zapytałam jak zobaczyłam zapłakaną dziewczynkę na schodach przy drzwiach mieszkania.
- Ciociu ja nie chcę do taty teraz. Mogę zostać u Ciebie?
- Tak rybeńko. To jest wujek Marcin. – mała  spojrzała na niego wielkimi zeszklonymi oczami.
- Wejdziesz z nim teraz do mojego mieszkania, dobrze? – Hanulka tylko pokiwała głową.Bałam się czy będzie chciała z nim zostać. Jednak się udało.
- Ja niedługo będę. – otworzyłam im drzwi i wzięłam siatkarza na stronę – Marcin idę do jej ojca dowiedzieć się kilku informacji. Weź..
- Nigdzie nie pójdziesz sama. Oszalałaś? Po tym co się stało mam sobie spokojnie na ciebie czekać?
- Marcin nie krzycz bo mała się wystraszy. Wojtek, bo tak się nazywa, mieszka w bloku obok. Teraz jestem już czujna. Kochany zajmij ją czymś, w lodówce jest sałatka, chleb w chlebaku. – zanim zniknęłam za drzwiami dałam mu całusa w policzek. Gdy byłam już przed blokiem zapaliłam papierosa i zaczęłam myśleć o tym wszystkim. Wtedy dopiero do mnie dotarło, że zwróciłam się do siatkarza per „kochany” i sprzedałam mu dzisiaj już drugiego całusa. Mam nadzieje, że nie potraktuje tego jak akt desperacji czy coś w ten deseń. Jednak te myśli musiałam odsunąć od siebie i zając się problemem Hani.
Mieszkanie Wojtka było otwarte. W salonie świeciło się lekko jakieś światło. Skierowałam kroki w tamtą stronę i zobaczyłam Wojtka we łzach. Był pijany więc podejrzewam najgorsze. Po wpadce z Jolką nie pił wódki. A właśnie dwie butelki po czystej stały  na ławie.
- Wojtek – powiedziałam lekko. Ten się tylko odwrócił i polał sobie kolejną porcję alkoholu. – Wojtek powiedz mi co się stało? – powiedziałam już bardziej stanowczym głosem.
- A skąd ci to przyszło do głowy? – powiedział z ironią w głosie. Wkurzył mnie tym, chyba sobie nie zdaje sprawy, że jego córki nawet nie ma w domu.
- Pytasz się skąd? Twoje dziecko całe w nerwach znalazłam u siebie pod drzwiami. I ty się mnie pytasz z ironią o takie błahostki? Ty nie pijasz takiej ilości alkoholu. Zastanów się nad sobą bo dziecko się ciebie boi. A teraz idziemy do kuchni. – zaczęłam krzyczeć na niego.
- Nigdzie nie idę. – powiedział i znowu się rozpłakał. – Hania jest u ciebie? Może i lepiej. Wiesz, ze przyszła tutaj?
- Kto? – zapytałam
- Jak to kto? Jolka. Po 7 latach sobie przypomniała, że ma córkę. Chce mi ją odebrać. Podobno nie umiem się nią zająć.
- Wiesz, ze takim sposobem dałeś jej dobry argument? Siedzisz zalany w trupa prawie, dziecko wychodzi a ty nawet nie reagujesz. Idę wezmę jej rzeczy. Ona zostaje u mnie.
- Ona ma taką ulubioną książeczkę. Zawsze nosi ją w plecaczku. – prawie wybełkotał. Weszłam do pokoju Hani i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Na wieszaku w przedpokoju wisiały zapasowe klucze, które pozwoliłam sobie wziąć. Okryłam Wojtka kocem i wyszłam zamykając go aby nie został okradziony.
Szybkim krokiem wróciłam do Marcina i Hani. Siedzieli w dużym pokoju i zajęci byli oglądaniem jakiejś bajki, gdyby nie fakt, że drzwi wejściowe mam na wprost od tego pokoju to pewnie by nie zauważyli mojego powrotu.
- Ciocia! – krzyknęła mała i rzuciła mi się na szyję. Marcin oparł się o futrynę z zadowoloną miną. – Ten wujek jest strasznie duży. Próbowałam go zmierzyć na początku, ale nie starczyło mi linijki. – nie potrafiłam być poważna, choć powinnam, i wybuchłam śmiechem.
- Przepraszam kochanie – zwróciłam się do Hani – ten wujek już taki jest. Po prostu duży. – Marcin tez już nie wytrzymał i razem ze mną zanosił się śmiechem. – A czy ten wujek dał ci cos zjeść? – zapytałam podejrzliwie patrząc na środkowego.
- Tak. Jakąś mamałygę mi nałożył. Nawet dobra była. Jednak poczekałam chwilę aż sam wujek zje.
- Ok. to ząbki myjemy i spać.
Szybko mi poszło uśpienie małej.  Około pierwszej w nocy już byłam wolna.
- Jesteś śpiący?
- Nie, mimo zmęczenia spać mi się nie chce. Masz ochotę na to wino?
- w sumie możemy się napić. Mam nadzieję, że nie będziesz jechał z rana?
- Jak wypijemy to nie. To otwierać?
- No jasne. Chodź do kuchni. Nałożę sobie tej „mamałygi” jak to określił ten mały potworek. – i wybuchliśmy śmiechem. Po chwili musieliśmy się opanować, żeby Hani nie obudzić.
- No i co się dowiedziałaś? – zapytał Marcin przerywając ciszę. Streściłam mu po części o co chodzi mniej więcej w tym wszystkim. I wspólnie stwierdziliśmy, że pójdziemy do wesołego miasteczka, które akurat przyjechało. Hania będzie zadowolona. Już Nawet nie przenosiliśmy się do pokoju. Kuchnia to najlepsze miejsce na rozmowy każdego rodzaju. Wino zaczęło uderzać do głowy. Do tego doszedł papieros.
- Mogę jednego? – zapytał siatkarz, kiedy odpalałam LD mentolowego
- Tak jasne. – podałam mu paczkę. – od kiedy palisz?
- Nie palę. – odpowiedział całkiem poważnie -  no co tak patrzysz, od czasu do czasu zapalę a nie cały czas, jak ty. – i posłał mi kuksańca między żebra. Nie byłam mu dłużna. Biedny nawet odpalić papierosa nie mógł. – Poczekaj jak skończymy. Życia już nie masz.
- Chyba żartujesz. Dziecko śpi za ścianą a tobie się wygłupów zachciewa – powiedziałam śmiejąc się.
- Masz szczęście. Jeszcze się z tobą policzę. A tak nawiasem mówiąc może pojedziecie do mnie. Ja przekażę zwolnienie lekarskie trenerowi. Oderwiecie się od tego wszystkiego co się tu wydarzyło.
- Nie, Marcin. Już i tak dużo zrobiłeś. Przeze mnie nie możesz grać. A jak cos się stanie podczas przejazdu do Kędzierzyna? – zaczęłam jęczeć.
- Karina, nie zaczynaj. Tłumaczyłem ci, że zrobiłbym to jeszcze raz. I nie zakładaj od razu najgorszego. Ty ciągła optymistka takie rzeczy wygadujesz?
- A skąd niby wiesz, że ciągła optymistka? – zapytałam zaciekawiona.
- Oglądałem twoje zdjęcia na laptopie – powiedział zawstydzony – No i znalazłem trochę zdjęć swoich i moich kolegów – dodał już całkiem rozbawiony
- Ej, kochany mój kolego – powiedziałam oburzona gasząc fajkę – nie zapędziłeś się? Rozumiem miałeś pozwolenie na odpalenie kompa, ale nie na przeglądanie zdjęć. – znowu dostał kuksańca
- Kochana koleżanko, razem z Hanią woleliśmy oglądać twoje zdjęcia niż bajki. Przynajmniej rozładowałem napięcie. Mała była rozbawiona.
- Dobra niech wam będzie i tak już to zrobiliście. Na szczęście nie zdjęcia były ocenzurowane – puściłam mu oczko. – o ja cie. Już druga. Panie Marcinie zapraszam pana do salonu. Przygotuję spanie – powiedziałam udając kamerdynera.
- Jakubie sam mogę to uczynić – odpowiedział siatkarz i wybuchliśmy śmiechem.
- Cśiiii, Hania. – dodałam z wyrzutem. – to dam Ci pościel tylko.
- A musimy iść spać? Mamusiu jeszcze troszeczkę – powiedział udając małe dziecko
- Chcesz iść jutro do tego wesołego miasteczka? To trzeba mieć na nie siły. Już, do pokoju marsz. – odpowiedziałam jak matka i już mało brakowało, żebym znowu wybuchła śmiechem jednak się powstrzymałam.

Zostawiłam mu zapaloną lampkę i sama poszłam do swojego pokoju, gdzie smacznie spała Hania. Na szczęście się nie rozbudziła. Sen miałam niespokojny. Śniła mi się twarz mojego szefa, Arek i w dodatku załamany Wojtek. Widziałam i słyszałam we śnie Hanię zanoszącą się płaczem jakby to się działo na prawdę. W pewnym momencie wszystkie te złe chwile się ulotniły, Hania się uspokoiła i mój sen był odpoczynkiem. Poczułam się jak w domu. W swoim małym łóżeczku. Gdy się obudziłam zobaczyłam, że śpi z nami Marcin. To dlatego miałam wrażenie, że jestem w domu.
- Hej Marcin.. – lekko dotknęłam jego policzka. On nawet się nie ruszył. Postanowiłam jakoś przez niego przejść. Gdy próbowałam go nie obudzić, nieświadomie dźgnęłam go łokciem. Sorka, ale wygrzebać się z jego ramion było mi ciężko..
- AUĆ! – syknął.
- Przepraszam. – szybko odpowiedziałam i wyszłam z pokoju.
- Zawsze wstajesz tak wcześnie? – zapytał wchodząc za mną do kuchni.
- No tak. A ty zawsze dokładasz się do łóżka komuś?
- O co ci chodzi?
- No a jak myślisz? Bałeś się sam spać w pokoju? Było powiedzieć wcześniej, kanapa jest większa niż moje łóżko.
- W nocy Hania płakała a ty cała trzęsłaś się i byłaś mokra. Chciałem was przenieść. Hania szybko się uspokoiła, z tobą tak łatwo nie poszło i przycupnąłem na skrawku. Jednak jakoś się zmieściliśmy.
- Faktycznie miałam zły sen i myślałam, że płacz Hani mi się śni. Przepraszam. Jestem rozdrażniona.
- Rozumiem. Po tym co przeszłaś się nie dziwię. – przytulił mnie. Z tego stanu wyrwała nas Hania, tóra roześmiała się gdy nas zobaczyła.
- Ciociu ty masz piżamę tego wujka czy wujek ma twoją?
- Nie kochanie wujek ma swoją a ja swoją – uśmiechnęłam się i pokazałam jej spodenki. Faktycznie Marcin miał tylko dół a ja miałam za dużą koszulkę. – chodź ubierzemy się i zrobimy śniadanie.
- Ciociu czy wujek to twój chłopak? – zapytała mnie mała jak byłyśmy już w pokoju.
- Nie, to jest mój przyjaciel. Jeśli będzie moim chłopakiem to na pewno się  tym dowiesz pierwsza. A teraz trzeba się ubrać i mamy niespodziankę dla ciebie.
- Niespodziankę? – zapytała zadowolona – lubię niespodzianki.
- To dobrze. – uśmiechnęłam się do niej.
                Szybko się ogarnęliśmy i zjedliśmy śniadanie. Hania nie mogła się odczekać niespodzianki. Na nasze szczęście niespodzianka się udała. Mała była zadowolona. Marcin bardzo dobrze się z nią dogaduje. W ogóle cały nasz wypad do wesołego miasteczka się udał. Kiedy chciałam się zbierać już do domu okazało się, że Marcina nie ma. Dzwoniłam, ale nie odbierał. „No cóż – pomyślałam – jest dużym chłopcem. Trafi.” Przespacerowałyśmy się same. Hania nie domagała się spotkania z Wojtkiem. Z resztą wytłumaczyłam jej, że tata musi teraz odpocząć i nie można mu przeszkadzać.
Wchodząc do bloku wpadłyśmy na Marcina.
- Kiedyś ty się zmył?
- Już jakiś czas temu, poszłyście na watę cukrową. Idź tylko spakuj się, Hani rzeczy już są w samochodzie.
- Jak to? – zapytałam zdezorientowana.
- Tak to. Jedziemy do Kędzierzyna.
- A tatuś nie będzie krzyczał? – zapytała znienacka Hania.
- Zaraz zadzwonimy i się dowiemy. – byłam zła na Marcina, że postawił mnie przed faktem dokonanym. W dodatku Hania chyba chciała jechać. Musiał jej coś obiecać, tak mi się wydaje.
Wojtek nie miał nic przeciwko. Nawet pochwalił pomysł Marcina. Tak więc wyruszyliśmy do Kędzierzyna Koźle. Droga minęła nam spokojnie. Hania usnęła, mnie też sen morzył.
- Śpiochy wstajemy, jesteśmy już na miejscu. – poczułam lekkie muśnięcie po policzku.
- A tak dobrze mi się spało – przeciągnęłam się i wyszłam z auta. Marcin obudziła takim samym sposobem i Hanię. Ma podejście do dzieci.
- Wujek a kiedy poznam tych ogromnych ludzi, o których mi opowiadałeś? – zapytała Hania. Już teraz wiem co jej obiecał.
- Marcin kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć? – zapytała dociekliwie nie pozwalając mu odpowiedzieć Hani.
- Ojeju Karina nie denerwuj się. Kiedyś mi opowiadałaś, że chciałaś poznać moich kumpli. Więc korzystaj.
- Naprawdę tak ci mówiłam?
- Naprawdę. Mówiłaś, że znasz większość siatkarzy z PW, ale takich sław jak są w ZAKSIE to jeszcze nie było Ci dane poznać. – uśmiechnął się od ucha do ucha, a ja nadal nie wiedziałam kiedy miała miejsce ta rozmowa. – Ja cie Karina, nie pamiętasz? To było na twojej imprezie urodzinowej. Pomyśl, że to jest dodatkowy prezent urodzinowy. To co dałem ci na prezent to był żenujący pomysł. Powinienem się bardziej postarać.
- Dobra, nie wracajmy już do tej imprezy. Chociaż był incydent to było super.
- Kto to jest ten cedent? – zapytała Hania przysłuchująca się naszej rozmowie. My się tylko uśmiechnęliśmy i już miałam jej wytłumaczyć jednak Marcin mnie wyprzedził.
- Incydent to nie miłe zdarzenie, które przynosi niekorzystne skutki. Na szczęście nie zapada w pamięci.
 - Aha. To lepiej, żeby te incydenty się nie zdarzały. – odpowiedziała i wzięła Marcina za rękę. – idziemy?
- Tak idziemy, tylko wezmę nasze torby. – Marcin wziął torby i Hanię na barana, ja musiałam tylko operować kluczami.
Gdy weszliśmy do lokum brodatego całkowicie oniemiałam. Barwy ścian były tak starannie dobrane, że czuło się wewnętrzny spokój. Kuchnia była w pewnym sensie połączona z salonem, te dwa pokoje przedzielone były wyspą. Marcin wskazał nam nasz dotychczasowy pokój a sam skierował się do swojej sypialni.
Nie wiem o której oni mają te treningi, ale jak tylko nam objaśnił co i jak to zniknął. My zajęłyśmy się sobą. Wyjęłam laptop, który zawsze mam przy sobie, załączyłam muzykę i szalałyśmy w rytm piosenek Earth, Wind & Fire.




Oki sorki za tak długą nieobecność, po prostu tworzyłam na nowo to co już kiedyś powstało. Próbuję dostosować się (poprawić) do każdej krytyki. Raczej się nie załamuję.

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Wiem :) a w połączeniu z małą Hanulką to już całkowicie :D

      Usuń
  2. Karola. czekam na nastepne ;) a sama popracuje nad pewnymi rzeczami;)

    Pati:)

    OdpowiedzUsuń