- Dzwonił Marcin – oznajmiłam po skończonej rozmowie.
- Tak myślałyśmy – zgodnie stwierdziły Patrycja, Pamela i
Marysia, po czym wszystkie się roześmiałyśmy.
- Tak na poważnie, czy nie macie nic przeciwko aby zrobić
powtórkę z wczorajszego wieczora? – zapytałam
- Bo będzie podobna ekipa no i dziś mogą pić.
- My jesteśmy za – znów chórkiem odpowiedziały dziewczyny w
kuchni.
- I my też – odezwały się siostry z pokoju.
- Ja niestety musze już się zbierać – odpowiedziała Judyta ze
smutną miną. – Mam jutro zajęcia i od razu pojadę do Warszawy.
- Szkoda – powiedziałam i mocno ją przytuliłam – to chociaż
odprowadzę ciebie na busa, co? – dodałam.
- Nie trzeba, jestem swoim samochodem. Na szczęście wczoraj
dużo nie wypiłam.
- To do samochodu
- W porządku – zgodziła się i zaczęła ubierać kurtkę.
- Hania pilnuj tutaj wszystkich tych pań niech się ładnie
ubiorą a jak wrócę to pójdziemy i ty też się ładnie ubierzesz. Przyjedzie wujek
Lipe. – oznajmiłam małej Wanatównie. Na moje słowa bardzo się ucieszyła. Zanim
wyszłam to już słyszałam jak rozstawia dziewczyny po kątach.
- Cieszę się Judytka, że przyjechałaś chociaż na chwilę.
- Kochaniutka, musisz do mnie częściej się odzywać. Jeżeli
wykręcisz jakiś numer z Marcinem i ja o tym wiedzieć nie będę to nie wiem co ci
zrobię. – powiedziała śmiejąc się a na końcu mocno mnie wyściskała.
Wróciłam sobie na spokojnie do mieszkania. Zabrałam Hanię.
Mała wkręciła się w wizytę siatkarzy bo dużo czasu zajęło jej wybieranie
odpowiedniej sukienki. Później poszłyśmy
do restauracji aby powiększyć zamówienie. Jak się okazało Wojtek poinformował
ekipę, że się pojawię. Zrobiłyśmy sobie mały spacerek. Całe w śniegu i z
uśmiechem na twarzach wróciłyśmy do dziewczyn. Nie zdawałam sobie sprawy, że
jest tak późno.
- Gdzie wy byłyście tyle czasu? – na progu naskoczyła na
mnie Marysia. – Telefonu tez nie wzięłaś, nie miałyśmy kontaktu z tobą. Wojtek
dzwonił.
- Tata? – na wspomniane imię ojca, Hania szybko zareagowała.
- Haniu, proszę idź zdejmij mokre rajstopki, ciocia Pamela
pomoże ci ubrać drugie. Suche ubrania są w szufladzie w sypialni. Poradzicie
sobie. Tak? – przykucnęłam i zapytałam Małej. Ona grzecznie pokiwała głową i poszła do Pameli. Ja zwróciłam się do
Marysi – Rozmawiałaś z Wojtkiem czy czekałaś aż ja wrócę?
- Odebrałam, ale nic konkretnego nie powiedział. Masz do
niego oddzwonić. A ja chyba się zakochałam. – roześmiałyśmy się bo znając
Marysię nie pierwszy i nie ostatni raz się zakochała. – Karina, ty masz całe te
swoje dredy zamarznięte. Weź idź się rozgrzej bo jak Marcin zobaczy ciebie w
takim stanie to mi się oberwie. Dopiero chorowałaś.
- No dobrze, więcej nie będę – zrobiłam skruszoną minę i
poszłam do łazienki doprowadzić się do
używalności. Następnie zadzwoniłam do Wojtka dowiedzieć się jaki był cel jego
kontaktowania się ze mną. Jak się okazało musi przedłużyć pobyt w Berlinie.
Stan zdrowia mamy Hani faktycznie jest tragiczny i prosił o opiekę nad Hanią.
Po godzinie zjawili się siatkarze. Zjedliśmy obiad i
zaczęliśmy zabawę.
- Karina mogę chwilę z tobą porozmawiać? – zapytał Piotrek
gdy przygotowywałam dodatkowe zakąski w kuchni.
- W porządku, tylko pozwolisz, że będę się krzątała tutaj
trochę, ale ty się nie krępuj. Siadaj i opowiadaj.
- Bo… mój znajomy ma taki jakby problem… - zaczął się jąkać
Nowakowski – Tylko proszę nie przerywaj mi, dobrze?
- Obiecuję – przyłożyłam rękę do serca.
- Podoba mu się Pamela i chciałby się o niej czegoś więcej
dowiedzieć. Ona jest taka piękna, ma takie piękne oczy, nawiązuje kontakty z
taką łatwością. Jednym słowem jest cudowna. Czy mogłabyś mi powiedzieć czy ma
kogoś? – zakończył swój wywód środkowy
- Tobie? – zapytałam specjalnie z przekąsem.
- Ja oczywiście przekażę tę informację dalej. – poprawił się Piotrek. Ja w środku czułam, że
to jednak chodziło o niego.
- Piotruś, mam prośbę. Jeżeli chcesz zasłużyć na jej względy
to niewiele ci potrzeba. Bądź sobą. No i odpowiadając na twoje pytanie to
nikogo nie ma. Od krótkiego czasu jest sama, ale daj jej czas. Dopiero co
zakończyła związek. Musisz być cierpliwy – powiedziałam z uśmiechem.
- Ale to nie ja tylko kolega – broni się dalej Nowakowski.
- Niech będzie, że kolega – dodałam śmiejąc się w duchu. Już
nie komentowałam więcej tylko z rozbawieniem wróciłam do pokoju.
- A co ty taka uśmiechnięta? – zapytał Ignaczak
- Zawsze jestem uśmiechnięta, nie zauważyłeś?
- Ciociu, jesteś jak słońce na niebie. Gdy się pojawiasz
to…. – nie potrafiła skończyć Hania, a mnie zaskoczyła jej wypowiedź i tak
ciepło się zrobiło na sercu.
- Wszystkie smutki ulatują gdzieś
- Dzień staje się piękniejszy
- A największy burak zamienia się kulturalnego faceta. –
każdy dokończył zdanie od siebie. Ja nie byłam w stanie powiedzieć słowa. Ciszę
przerwał Lipe, który zaczął klaskać.
- Chodź tutaj, nasze słoneczko – rzuciła Marysia. Mocno mnie
przytuliła, jak się cieszę, że ją mam. Do nas dołączyli się kolejno, Pamela, Patrycja
i chłopaki. Hania próbowała mnie ratować twierdząc, że brakuje mi powietrza.
Wszyscy szczęśliwi wróciliśmy do wcześniejszego świętowania.
Zebrałam brudne kubki po herbacie, poszłam do kuchni. Dopiero teraz z policzków
spłynęły mi pojedyncze łzy wzruszenia. Stanęłam w oknie i zaczęłam rozmyślać.
Słone krople płynęły już ciurkiem.
- Karina, Hania mówiła… - wpadł do kuchni Marcin, zauważył
mokre policzki. Nic nie musiałam mówić, zamknął mnie w swoim mocnym uścisku.
- Marcin, to było takie piękne. Nie wiedziałam, że mogę dać
tyle dobrego samą sobą.
- Już, spokojnie. Jesteś naszym słoneczkiem. Takim dużym i
świecącym głupotą. – powiedział żartobliwie środkowy, za co dostał kuksańca.
Dzięki temu łzy przestały się wylewać z moich oczu – o tak znacznie lepiej
wyglądasz – uśmiechnął się i jeszcze raz mnie przytulił.
- Rozmazana? – zapytałam żartobliwie
- Uśmiechnięta – odpowiedział na moje pytanie i pomógł mi
wytrzeć rozmazany makijaż. Zaczął się przysuwać tak jak on to robi. Już nasze
usta miały się złączyć w pocałunku gdy do kuchni weszła Hania.
- Wujkuuuuuu – zaczęła niepewnie – czy twoja obietnica jest
nadal aktualna? – Marcin spojrzała na mnie pytającym wzrokiem. Szepnęłam mu na
ucho o co chodzi. Ten klepnął się w czoło
- Haniu, moja obietnica nie wygasa, ale jak zauważyłaś mam
problemy z pamięcią. Stary już jestem i broda mi urosła – próbował tłumaczyć
się
-Dobra, rozumiem masz już plany – posmutniałą Hania i już
zaczęła wychodzić
- Hanulka, poczekaj. Gdzie już uciekasz? Czy ja powiedziałem
nie? – zapytał retorycznie a Wanatówna tylko pokręciła głową – Powiedz mi tylko
kiedy zaczynasz ferie?
- Jutroooooo!!! – krzyknęła uradowana
- Dobrze, to ja teraz porozmawiam z ciocią – spojrzał na
mnie a ja się uśmiechnęłam bo wiedziałam o co chodzi – będę musiał ją
przekonać, żeby też chciała jechać.
- I tak wiem, że będziecie się całować - powiedziała
sarkastycznie Hania. Ja nie wytrzymałam i wybuchłam gromkim śmiechem. Środkowy tylko
rzucił za nią słowami aby nikomu nie mówiła i jak tylko siedmiolatka zniknęła
za drzwiami wziął się za to co miał w planach. Już nie delikatnie jak miał to
zrobić za pierwszym podejściem, ale gwałtownie z czułością i dużą dozą
namiętności.
Oczywiście Hania, nie mogła zatrzymać dla siebie swoich myśli
a podpite towarzystwo zebrało się w wejściu do kuchni i z wielkim hukiem nam
wiwatowało. Zaczerwieniłam się, Marcin mi się roześmiał w nos. Szepnęłam mu
tylko, że na więcej może liczyć, jak dziewczyny zaopiekują się siedmiolatką. Na
te słowa oczy mu rozbłysły. Rozgoniłam towarzystwo i poszłam zapalić z Marysią.
Tym razem nikt nam nie towarzyszył. Pamelą zajął się Piotrek, Hania pośród
ulubionych wujków, Edyta z Wiktorią zauroczone siatkarzami, tylko Patrycja siedziała jakaś przytłumiona.
Hej kochaniutkie. Jak mija wam czas? Czekałyście długo na nowe perypetie Kariny i jej przyjaciół?
Mam nadzieję, że w najbliższym czasie pojawią się nowe przygody :)
Pozdrawiam :*
Mi baaaardzo się podobał rozdział :) czekam z niecierpliwością na dalsze losy ;) szczególnie Kariny i Marysi ;) Czymś naprawdę pięknym jest przyjaźń między Nimi :*
OdpowiedzUsuńa Patrycja siedziała i myślała o kimś innym;D więcej, więcej!!;D
OdpowiedzUsuń