Gdy otworzyłam oczy, zobaczyłam
nad moją twarzą Hanię tulącą się do Felipe Fontelesa, tego Filipe Fontelesa.
-Ona jest za młoda. – wyrwało mi się, zanim jeszcze otrząsnęłam się z szoku. Marcin skwitował to tylko zdawkowym półuśmiechem. Przeprosiłam za zamieszanie, a w duchu podziękowałam Bogu, że nikt nie testował na mnie swojej wiedzy na temat pierwszej pomocy.
- Kto wygrywał? – rzuciłam, kiedy dowiedziałam się, że ciągnęli losy, kto ma zostać moim doktorem.
- Antek – powiedział ze zrezygnowaniem Marcin.
-To ja mdleje znowu! – zaśmiałam się, a wszyscy oprócz Marcina poszli w moje ślady.
Hania złapała dobry kontakt z Filipe. Jak oni się dogadują, nie wiem. Lubią się i to jest najważniejsze. Ja też zapomniałam o problemach, mam nowych znajomych. Jutro Wigilia, trzeba się otwierać uczuciowo. Szlag. Jestem tutaj i nie mam prezentu dla pana domu.
- Która jest w ogóle godzina?
- Osiemnasta – odpowiedział Piotrek Gacek. – A co zabierasz księżniczkę tak wcześnie?
- Nie, jeśli Hania nie chce spać, nie musi. Tak, Malutka?
- Tak. Jestem już duża i mogę iść spać o której chcę. – odpowiedziała, biegnąc od jednego wielkoluda do drugiego. Wyłączyłam się i zastanawiałam, jak mam zniknąć na kilka chwil. Wybrałabym się do galerii i kupiła kilka drobiazgów. Poprosiłam Gacka na bok.
- Piotrek mam pytanie. Mógłbyś mnie podwieźć do galerii?
- No jasne. Poczekaj chwilę, coś wymyślę.
- Marcin, muszę wyjść na chwilę. Nie będzie Ci przeszkadzać jak zniknę?
- Nie, śmiało. Trafisz?
- Tak, Piotrek mi pomoże.
Szybko zjawiliśmy się w galerii. Hani kupiłam książkę o przygodach niesfornego chłopca o imieniu Mikołajek, rodzicom - perfumy. Miałam problem z prezentem dla brata, który wybrał się na Politechnikę Rzeszowską, dla Marcina też jeszcze nic nie wybrałam.
- Piotrek, a Twoja żona nie ma nic przeciwko?
- Przeciwko czemu?
- Twoim zakupom ze mną?
- Sam przy okazji sam kupiłem prezenty dla rodziny. Mogę Cię prosić o przysługę?
- Słucham. - Kiwnęłam głową, a w duchu zaczęłam rozważać, czego może potrzebować ode mnie kędzierzyński libero.
- Nie kupiłem nic dla żony. Jesteś kobietą, masz intuicję, może pomożesz mi coś wybrać?
- Piotruś jeszcze się pytasz… - przytuliłam go i poszliśmy do jubilera. Zdecydowaliśmy się na piękną, srebrną bransoletkę z kryształowymi zawieszkami . Mam nadzieję, że się spodoba Pani Gacek.
- Komuś jeszcze coś kupujemy?
- Mój brat… - westchnęłam ciężko, bo nadal nie miałam żadnego pomysłu na prezent.
- Czym się zajmuje?
- Studiuje elektronikę i robotykę czy coś w ten deseń.
- Widziałem gdzieś jakiś zestaw dla początkującego elektryka - rzucił, wzruszając ramionami
- To może być, prowadź wodzu – zaśmiałam się.
- Marcinowi już coś wybrałaś? - spytał z dziwnym błyskiem w oku, a na jego ustach wykwitł półuśmiech, kiedy usłyszał odpowiedź.
- Mam pomysł.
-Ona jest za młoda. – wyrwało mi się, zanim jeszcze otrząsnęłam się z szoku. Marcin skwitował to tylko zdawkowym półuśmiechem. Przeprosiłam za zamieszanie, a w duchu podziękowałam Bogu, że nikt nie testował na mnie swojej wiedzy na temat pierwszej pomocy.
- Kto wygrywał? – rzuciłam, kiedy dowiedziałam się, że ciągnęli losy, kto ma zostać moim doktorem.
- Antek – powiedział ze zrezygnowaniem Marcin.
-To ja mdleje znowu! – zaśmiałam się, a wszyscy oprócz Marcina poszli w moje ślady.
Hania złapała dobry kontakt z Filipe. Jak oni się dogadują, nie wiem. Lubią się i to jest najważniejsze. Ja też zapomniałam o problemach, mam nowych znajomych. Jutro Wigilia, trzeba się otwierać uczuciowo. Szlag. Jestem tutaj i nie mam prezentu dla pana domu.
- Która jest w ogóle godzina?
- Osiemnasta – odpowiedział Piotrek Gacek. – A co zabierasz księżniczkę tak wcześnie?
- Nie, jeśli Hania nie chce spać, nie musi. Tak, Malutka?
- Tak. Jestem już duża i mogę iść spać o której chcę. – odpowiedziała, biegnąc od jednego wielkoluda do drugiego. Wyłączyłam się i zastanawiałam, jak mam zniknąć na kilka chwil. Wybrałabym się do galerii i kupiła kilka drobiazgów. Poprosiłam Gacka na bok.
- Piotrek mam pytanie. Mógłbyś mnie podwieźć do galerii?
- No jasne. Poczekaj chwilę, coś wymyślę.
- Marcin, muszę wyjść na chwilę. Nie będzie Ci przeszkadzać jak zniknę?
- Nie, śmiało. Trafisz?
- Tak, Piotrek mi pomoże.
Szybko zjawiliśmy się w galerii. Hani kupiłam książkę o przygodach niesfornego chłopca o imieniu Mikołajek, rodzicom - perfumy. Miałam problem z prezentem dla brata, który wybrał się na Politechnikę Rzeszowską, dla Marcina też jeszcze nic nie wybrałam.
- Piotrek, a Twoja żona nie ma nic przeciwko?
- Przeciwko czemu?
- Twoim zakupom ze mną?
- Sam przy okazji sam kupiłem prezenty dla rodziny. Mogę Cię prosić o przysługę?
- Słucham. - Kiwnęłam głową, a w duchu zaczęłam rozważać, czego może potrzebować ode mnie kędzierzyński libero.
- Nie kupiłem nic dla żony. Jesteś kobietą, masz intuicję, może pomożesz mi coś wybrać?
- Piotruś jeszcze się pytasz… - przytuliłam go i poszliśmy do jubilera. Zdecydowaliśmy się na piękną, srebrną bransoletkę z kryształowymi zawieszkami . Mam nadzieję, że się spodoba Pani Gacek.
- Komuś jeszcze coś kupujemy?
- Mój brat… - westchnęłam ciężko, bo nadal nie miałam żadnego pomysłu na prezent.
- Czym się zajmuje?
- Studiuje elektronikę i robotykę czy coś w ten deseń.
- Widziałem gdzieś jakiś zestaw dla początkującego elektryka - rzucił, wzruszając ramionami
- To może być, prowadź wodzu – zaśmiałam się.
- Marcinowi już coś wybrałaś? - spytał z dziwnym błyskiem w oku, a na jego ustach wykwitł półuśmiech, kiedy usłyszał odpowiedź.
- Mam pomysł.
Pomimo dużej ilości zakupów, w
galerii byliśmy stosunkowo krótko. O 21 zawitaliśmy ponownie do mieszkania. Wszyscy
bawili się znakomicie. Na macie do tańczenia, leżącej przed telewizorem szalała
Hania z Marcinem, którzy nawet nie zauważyli, że wróciliśmy.
- Ciocia! – krzyknęła mała, jak tylko mnie ujrzała. – Gdzie ty byłaś tak długo?
- Tu i tam. Miałam coś do załatwienia. A jak się ty bawiłaś? Nie zanudzili cię?
- Jest super, tylko jestem troszkę zmęczona. – powiedziała i potarła piąstkami oczy.
- Idź do łazienki, zaraz do ciebie przyjdę. – powiedziałam, zbierając puste opakowania po chipsach i miskę po sałatce. Zaniosłam to wszystko do kuchni i już miałam dołączyć do Hani gdy drogę zablokował mi Rouzier.
- Czy ciebie i Marcina coś łączy? – jego pytanie wprowadziło mnie w totalne osłupienie.
- Skąd ci przyszedł taki pomysł do głowy? Jesteśmy dobrymi znajomymi. Dopiero się poznajemy, tak naprawdę. – gdy zobaczyłam jego szelmowski uśmiech zorientowałam się, że badał tylko podłoże. – Antek, jeżeli chcesz szukać szczęścia, proszę bardzo, ale ja ci w tym nie pomogę. Teraz wybacz Hania na mnie czeka.
- Ciocia! – krzyknęła mała, jak tylko mnie ujrzała. – Gdzie ty byłaś tak długo?
- Tu i tam. Miałam coś do załatwienia. A jak się ty bawiłaś? Nie zanudzili cię?
- Jest super, tylko jestem troszkę zmęczona. – powiedziała i potarła piąstkami oczy.
- Idź do łazienki, zaraz do ciebie przyjdę. – powiedziałam, zbierając puste opakowania po chipsach i miskę po sałatce. Zaniosłam to wszystko do kuchni i już miałam dołączyć do Hani gdy drogę zablokował mi Rouzier.
- Czy ciebie i Marcina coś łączy? – jego pytanie wprowadziło mnie w totalne osłupienie.
- Skąd ci przyszedł taki pomysł do głowy? Jesteśmy dobrymi znajomymi. Dopiero się poznajemy, tak naprawdę. – gdy zobaczyłam jego szelmowski uśmiech zorientowałam się, że badał tylko podłoże. – Antek, jeżeli chcesz szukać szczęścia, proszę bardzo, ale ja ci w tym nie pomogę. Teraz wybacz Hania na mnie czeka.
Zadowolona Hania siedziała już w
łóżku i czekała na wspólne czytanie. Widocznie musiała być bardzo zmęczona,
bowiem już po pierwszej stronie jej oddech się uspokoił, a myśli przeniosły się
gdzieś w krainę bajek. Wyglądała tak pięknie. Uśmiechnięta i wtulona w misia
nie była świadoma, co ją będzie czekało w realnym świecie. Wpatrzona w nią
straciłam rachubę czasu, byłam głucha na to, co dzieje się wokół mnie. Zaczęłam
rozmyślać nad moim życiem. Jedna samotna łza spłynęła po moim policzku, na
myśl o tym, że mogłam już nosić taką małą kruszynkę pod swoim sercem.
- Nie płacz. Mimo, że masz później piękne oczy, to nie płacz. – usłyszałam męski głos
- Wystraszyłeś mnie. Długo tu stoisz?
- Byłaś taka rozmarzona, nie chciałem ci przeszkadzać. – uśmiechnął się i dodał.- To taki piękny obrazek, chciałbym się do niego przyzwyczaić.
- Lepiej się nie przyzwyczajaj.
- Dlaczego? – zapytał z udawanym zdziwieniem powoli przysuwając się do mnie.
- Mała musi wrócić do swojego taty. Jutro nas odwieziesz, tak?
- Tak, odwiozę… chociaż zrobię to z ciężkim sercem. -westchnął.
- Widzisz zapomniałabym. Mam coś dla ciebie, ale obiecaj, że otworzysz to jutro. – uśmiechnęłam się i pogroziłam palcem, podając mu pakunek.
- Dziękuję, a ja znów nic dla ciebie nie mam!
- Nie smuć się, coś wymyślisz. – przytuliłam go.
- Ale słodko, zaraz zwrócę te cudowne koreczki. – przerwał ten stan podpity Wiśnia.
- Dobra, już wracamy. Trzeba was trochę przystopować. Jesteście już chyba wystarczająco wstawieni. – spojrzałam znacząco i się uśmiechnęłam.
- Nie płacz. Mimo, że masz później piękne oczy, to nie płacz. – usłyszałam męski głos
- Wystraszyłeś mnie. Długo tu stoisz?
- Byłaś taka rozmarzona, nie chciałem ci przeszkadzać. – uśmiechnął się i dodał.- To taki piękny obrazek, chciałbym się do niego przyzwyczaić.
- Lepiej się nie przyzwyczajaj.
- Dlaczego? – zapytał z udawanym zdziwieniem powoli przysuwając się do mnie.
- Mała musi wrócić do swojego taty. Jutro nas odwieziesz, tak?
- Tak, odwiozę… chociaż zrobię to z ciężkim sercem. -westchnął.
- Widzisz zapomniałabym. Mam coś dla ciebie, ale obiecaj, że otworzysz to jutro. – uśmiechnęłam się i pogroziłam palcem, podając mu pakunek.
- Dziękuję, a ja znów nic dla ciebie nie mam!
- Nie smuć się, coś wymyślisz. – przytuliłam go.
- Ale słodko, zaraz zwrócę te cudowne koreczki. – przerwał ten stan podpity Wiśnia.
- Dobra, już wracamy. Trzeba was trochę przystopować. Jesteście już chyba wystarczająco wstawieni. – spojrzałam znacząco i się uśmiechnęłam.
Marcin odwiózł nas pod mój blok i
przepakowywaliśmy się do mojej „srebrnej strzały”.
- Podobało ci się? - spytał Marcin Hani
- Bardzo. - uśmiechnęła się szeroko.
- Cieszę się, że ci się podobało. Będziesz mogła przyjeżdżać z Kariną, kiedy tylko będziesz chciała.
- Ciociu, kiedy pojedziemy? - spojrzała na mnie z błagalną minką.
- Jak będziesz miała ferie, podoba się?
- Bardzo.
- Tobie też? – zwróciłam się do Marcina
- Ekstra. A teraz mogłabyś jeszcze na chwilę wysiąść?
- Jasne. – stanęłam blisko, zbyt blisko. Czułam jego oddech na policzku.
- Hania, zobacz! Tam chyba jedzie cyrk. - Zanim się zorientowałam usta Marcina dotykały moich, a w brzuchu motyle zaczęły tańczyć poloneza. Odwzajemniłam pocałunek, a dłonie położyłam na jego brodzie. Całował tak delikatnie, jakbym była porcelanową laleczką, którą każdy bardziej stanowczy ruch może uszkodzić. Wspięłam się na palce, aby być chociaż troszeczkę wyższą. Marcin jednak odsunął się ode mnie, ale jego oczy były przymknięte, jakby uczył się tego pocałunku na pamięć.
- To był mój prezent świąteczny.
- Dziękuję. - powiedziałam zdziwiona - Był cudowny.- Zaczerwieniłam się i musnęłam ponownie jego usta.
-Dziękuję – szepnęłam ponownie, odsuwając się od mężczyzny.
- Mam prośbę, nie planuj nic na sylwestra. Wesołych świąt. – rzucił na pożegnanie. Nachylił się nade mną, jakby chciał mnie znów pocałować. Nie zrobił tego, położył głowę na moim ramieniu i zaciągnął się zapachem moich włosów, a później odszedł, zostawiając mnie samą. Chociaż może nie samą… towarzyszyły mi miliony myśli.
- Podobało ci się? - spytał Marcin Hani
- Bardzo. - uśmiechnęła się szeroko.
- Cieszę się, że ci się podobało. Będziesz mogła przyjeżdżać z Kariną, kiedy tylko będziesz chciała.
- Ciociu, kiedy pojedziemy? - spojrzała na mnie z błagalną minką.
- Jak będziesz miała ferie, podoba się?
- Bardzo.
- Tobie też? – zwróciłam się do Marcina
- Ekstra. A teraz mogłabyś jeszcze na chwilę wysiąść?
- Jasne. – stanęłam blisko, zbyt blisko. Czułam jego oddech na policzku.
- Hania, zobacz! Tam chyba jedzie cyrk. - Zanim się zorientowałam usta Marcina dotykały moich, a w brzuchu motyle zaczęły tańczyć poloneza. Odwzajemniłam pocałunek, a dłonie położyłam na jego brodzie. Całował tak delikatnie, jakbym była porcelanową laleczką, którą każdy bardziej stanowczy ruch może uszkodzić. Wspięłam się na palce, aby być chociaż troszeczkę wyższą. Marcin jednak odsunął się ode mnie, ale jego oczy były przymknięte, jakby uczył się tego pocałunku na pamięć.
- To był mój prezent świąteczny.
- Dziękuję. - powiedziałam zdziwiona - Był cudowny.- Zaczerwieniłam się i musnęłam ponownie jego usta.
-Dziękuję – szepnęłam ponownie, odsuwając się od mężczyzny.
- Mam prośbę, nie planuj nic na sylwestra. Wesołych świąt. – rzucił na pożegnanie. Nachylił się nade mną, jakby chciał mnie znów pocałować. Nie zrobił tego, położył głowę na moim ramieniu i zaciągnął się zapachem moich włosów, a później odszedł, zostawiając mnie samą. Chociaż może nie samą… towarzyszyły mi miliony myśli.
Wsiadłam do auta cała w
skowronkach. W radiu leciały świąteczne piosenki, razem z Hanią wtórowałyśmy
wykonawcom.
- Widziałam, co zrobił wujek.
- Nie ładnie podglądać. – w żartach pogroziłam jej palcem
- Wiem, przepraszam. – zrobiła smutną minę a ja zaśmiałam się pod nosem, po chwili usłyszałam jej cichy śmiech.
- O zobacz, tata już czeka. – wysiadłyśmy i przekazałam Hanię Wojtkowi.
- U Hani w torbie na dnie jest prezent od Mikołaja. Połóż go pod choinką jak będzie zajęta. Lecę bo mama czeka. Wesołych Świąt.
- Czekaj Karina. Co robisz w sylwestra, może byś zajrzała do nas?
- Przepraszam, nie mogę przyjąć twojego zaproszenia.
- Wujek prosił ciocię żeby nic nie planowała. Nie powiem co robili na pożegnanie.
- Hania… - Wojtek pogroził małej palcem. – Cieszę się, że ci się układa. Wesołych Świąt. Pozdrów w domu wszystkich.
- Dziękuję i ty także pozdrów. Pa.
- Widziałam, co zrobił wujek.
- Nie ładnie podglądać. – w żartach pogroziłam jej palcem
- Wiem, przepraszam. – zrobiła smutną minę a ja zaśmiałam się pod nosem, po chwili usłyszałam jej cichy śmiech.
- O zobacz, tata już czeka. – wysiadłyśmy i przekazałam Hanię Wojtkowi.
- U Hani w torbie na dnie jest prezent od Mikołaja. Połóż go pod choinką jak będzie zajęta. Lecę bo mama czeka. Wesołych Świąt.
- Czekaj Karina. Co robisz w sylwestra, może byś zajrzała do nas?
- Przepraszam, nie mogę przyjąć twojego zaproszenia.
- Wujek prosił ciocię żeby nic nie planowała. Nie powiem co robili na pożegnanie.
- Hania… - Wojtek pogroził małej palcem. – Cieszę się, że ci się układa. Wesołych Świąt. Pozdrów w domu wszystkich.
- Dziękuję i ty także pozdrów. Pa.
Tak o to utworzyłam coś. Wielką pomocą okazała się moja znajoma. Od niedawna jest moim stylistą słownym :P :)
Buziaki :*:*:*
Karola pisz dalej;)
OdpowiedzUsuń