Święta
Bożego Narodzenia. Moje ulubione. Uwielbiam zapach choinki i dań
przygotowywanych przez mamę i babcię. Każdy w Wigilię miał swoje obowiązki.
Brat Gabryś z tatą ubierali choinkę i zawieszali cukierki, mama z babcią okupowały kuchnię, a ja musiałam sprzątać. W tym roku wszystko jest
inaczej. Moje obowiązki musiała przejąć mama, a Gabryś musiał sam uporać się z
choinką. Oprócz reprymendy za późne przybycie czeka mnie poinformowanie o
sytuacji z Arkiem. Mieliśmy razem być na wieczerzy w moim domu rodzinnym. Już w
progu dociera do mnie zapach czerwonego barszczu i smażonej ryby. Wszyscy są
tak zajęci, że nie zauważają mojej osoby. Podchodzę do mamy i obejmuję ją w
pasie.
- Cześć mamuś – pocałowałam rodzicielkę w policzek.
- Karina, dziecko, czemu nie dałaś znać, że będziesz tak późno? – skarciła mnie mama – Dobrze, że jesteś cała i zdrowa. Arek przyjedzie później? – dodała zaciekawiona brakiem jego osoby.
- Nie mamo, on nie przyjedzie. – odpowiadam smutno. – Nasz związek nie przetrwał.
- Jak nie przetrwał? Przecież rzuciłaś wszystko i pojechałaś do niego. – powiedziała rozpaczliwie. – Co powiedzą ludzie? Już chwaliłam się zięciem, a ty mnie tak wystawiasz? – zaczęła podnosić głos. Nie cierpiałam tego. Zawsze bardziej martwiła się tym, co powiedzą ludzie niż moimi odczuciami. Nawet nie zapytała mnie, co takiego zrobił.
- Mamo jeżeli sądzisz, że zdanie innych mnie obchodzi to się mylisz. Nie będę żyła z kimś, kto mnie okłamuje. To, że ty potrafiłaś przemilczeć wybryki ojca, nie znaczy, że ja mogę robić to samo. – nie wytrzymałam i po raz kolejny wyrzuciłam mamie zdrady ojca. Nie powinnam tego robić. Hamuję się, widząc łzy w jej oczach. – Przepraszam nie powinnam. – mówię skruszona.
- Masz rację. To ja przepraszam.
- Dopiero przyjechała i już robi raban w całym domu – mówi babcia za moimi plecami. Szybko się odkręcam i ją przytulam. – Dobrze, że już jesteś. Niedługo zaczynamy.
- Dlaczego tak wcześnie? Jest dopiero szesnasta. – mówię zdziwiona i dociera do mnie fakt – Mamo znowu masz na nocną zmianę?
- Tak, ktoś w szpitalu być musi.
- Idź się przebierz i zaczynamy. – powiedziała babcia i wzięła się za nakrywanie do stołu.
- Cześć mamuś – pocałowałam rodzicielkę w policzek.
- Karina, dziecko, czemu nie dałaś znać, że będziesz tak późno? – skarciła mnie mama – Dobrze, że jesteś cała i zdrowa. Arek przyjedzie później? – dodała zaciekawiona brakiem jego osoby.
- Nie mamo, on nie przyjedzie. – odpowiadam smutno. – Nasz związek nie przetrwał.
- Jak nie przetrwał? Przecież rzuciłaś wszystko i pojechałaś do niego. – powiedziała rozpaczliwie. – Co powiedzą ludzie? Już chwaliłam się zięciem, a ty mnie tak wystawiasz? – zaczęła podnosić głos. Nie cierpiałam tego. Zawsze bardziej martwiła się tym, co powiedzą ludzie niż moimi odczuciami. Nawet nie zapytała mnie, co takiego zrobił.
- Mamo jeżeli sądzisz, że zdanie innych mnie obchodzi to się mylisz. Nie będę żyła z kimś, kto mnie okłamuje. To, że ty potrafiłaś przemilczeć wybryki ojca, nie znaczy, że ja mogę robić to samo. – nie wytrzymałam i po raz kolejny wyrzuciłam mamie zdrady ojca. Nie powinnam tego robić. Hamuję się, widząc łzy w jej oczach. – Przepraszam nie powinnam. – mówię skruszona.
- Masz rację. To ja przepraszam.
- Dopiero przyjechała i już robi raban w całym domu – mówi babcia za moimi plecami. Szybko się odkręcam i ją przytulam. – Dobrze, że już jesteś. Niedługo zaczynamy.
- Dlaczego tak wcześnie? Jest dopiero szesnasta. – mówię zdziwiona i dociera do mnie fakt – Mamo znowu masz na nocną zmianę?
- Tak, ktoś w szpitalu być musi.
- Idź się przebierz i zaczynamy. – powiedziała babcia i wzięła się za nakrywanie do stołu.
Jedzenie
było pyszne, jak zwykle. Śpiewanie kolęd obowiązkowe. Gabryś się migał, ale w
końcu także dołączył. Zanim mama wyruszyła do pracy otworzyliśmy prezenty.
Wszyscy byli zadowoleni.
Poszłam się rozpakować i usłyszałam jak dzwoni mój telefon. Chyba to nie mój dzień na rozpakowanie wszystkich rzeczy z torby.
- Wesołych Świąt. Już po kolacji? – usłyszałam znajomy głos w słuchawce.
- Wesołych. – odpowiadam, uśmiechając się – Tak, wyjątkowo wcześnie bo mama musiała do pracy…
- To dobrze, wnioskuję, że teraz masz mnóstwo czasu, aby ze mną pogadać. Włączony laptop?
- Włączony – odpowiadam
- To do zobaczenia. – dodaje, a ja mam przed oczami jego zawadiacki wyraz twarzy. Szybko doskakuję do swojego komputera i włączam Skype. Już po chwili widzę jego białe zęby odznaczające się na tle ciemnej brody. Jednak widząc moją minę zmienia się także jego mimika. Wydaje się być zatroskany.
- Co się stało? Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
- Cieszę, tylko pokłóciłam się z mamą. Wypomniałam jej zdrady ojca. – odpowiedziałam z skwaszoną miną.
- Dziś jest magiczny dzień. Wybaczy ci. – mówi na powrót się uśmiechając – a co do magii… Zajrzyj proszę do bocznej kieszonki swojej torby.
Poszłam się rozpakować i usłyszałam jak dzwoni mój telefon. Chyba to nie mój dzień na rozpakowanie wszystkich rzeczy z torby.
- Wesołych Świąt. Już po kolacji? – usłyszałam znajomy głos w słuchawce.
- Wesołych. – odpowiadam, uśmiechając się – Tak, wyjątkowo wcześnie bo mama musiała do pracy…
- To dobrze, wnioskuję, że teraz masz mnóstwo czasu, aby ze mną pogadać. Włączony laptop?
- Włączony – odpowiadam
- To do zobaczenia. – dodaje, a ja mam przed oczami jego zawadiacki wyraz twarzy. Szybko doskakuję do swojego komputera i włączam Skype. Już po chwili widzę jego białe zęby odznaczające się na tle ciemnej brody. Jednak widząc moją minę zmienia się także jego mimika. Wydaje się być zatroskany.
- Co się stało? Nie cieszysz się, że mnie widzisz?
- Cieszę, tylko pokłóciłam się z mamą. Wypomniałam jej zdrady ojca. – odpowiedziałam z skwaszoną miną.
- Dziś jest magiczny dzień. Wybaczy ci. – mówi na powrót się uśmiechając – a co do magii… Zajrzyj proszę do bocznej kieszonki swojej torby.
Posłusznie
wstaję i robię to, o co prosił. Moim oczom ukazała się malutka ozdobna torebka.
– nie zaglądaj do środka jeszcze, chciałbym widzieć wyraz twojej twarzy. –
słyszę jego głos dochodzący z laptopa. Wracam więc przed kamerkę.
- Masz przy sobie prezent ode mnie? – pytam zaciekawiona.
- Mam, wszystko sobie zaplanowałem. Ty pierwsza, gdyż panie mają pierwszeństwo.
- Dobra.
Gdy tylko otworzyłam torebkę, moim oczom ukazała się piękna srebrna bransoletka z dwiema zawieszkami. Jedna była w kształcie piłki siatkowej a druga mikrofonu.
- Mam nadzieję, że jeszcze kilka zawieszek się na niej znajdzie. – powiedział Marcin wyrywając mnie z zachwytu.
- Na pewno – udaje mi się w końcu powiedzieć cokolwiek. – Jest piękna, dziękuję. Teraz twoja kolej – mówię, nie mogąc się doczekać jego miny. Widok jest niesamowity. Na początku zastanawiał się, co to może być, ale kiedy ujrzał maszynkę do golenia ukrytą za szkłem w drewnianej ramce z podpisem „W razie potrzeby zbij szybkę”, jego szeroki do tej pory uśmiech zmienił się na jeszcze szerszy.
- Wydaje mi się, że to się nigdy nie zdarzy. – mówi rozbawiony
- No ja myślę. – mówię ciesząc się, że prezent był trafiony.
- Mam nadzieję, że nie planowałaś nic na sylwestra
- Tak jak prosiłeś. Nic nie planowałam.
- Mogłabyś przyjechać do Łubina kilka dni przed sylwestrem?
- Kilka czyli ile?
- Najszybciej jak tylko będziesz mogła – mówi z figlarnym uśmieszkiem. Ja jednak nie jestem aż tak zadowolona, gdyż mam kilka spraw do załatwienia.
- Jak tylko mi się uda wszystko załatwić w czasie to się odezwę.
- Przepraszam wzywają mnie. Uważaj na zwierzęta, dziś mówią ludzkim głosem.
- Będę uważała. Pa.
Wyłączyłam laptopa i z zamyśleniem oglądałam prezent od kapitana naszej drużyny. Co tak naprawdę nim kieruje? Czy on faktycznie coś do mnie czuje? To jest niemożliwe… W tak krótkim czasie?
A co mną kieruje? Niedawno zostałam zraniona przez osobę, którą kochałam. Właśnie kochałam czy tylko mi się wydawało? Sama już nie wiem. Wszystko mi się już miesza…. Od zawsze Marcin był dla mnie autorytetem. Jego wypowiedzi podczas wywiadów zawsze były rozsądne. On jest inny niż reszta siatkarzy. Jest w nim to coś, czego nie umiem określić. Nie wiem, sama już nie wiem…
- Ja już wychodzę – wpadł do pokoju mój młodszy brat czym wytrącił mnie z zamyśleń.
- Czekaj też się zbieram. Zaraz zadzwonię do Pameli, czy też już rusza.
- Masz przy sobie prezent ode mnie? – pytam zaciekawiona.
- Mam, wszystko sobie zaplanowałem. Ty pierwsza, gdyż panie mają pierwszeństwo.
- Dobra.
Gdy tylko otworzyłam torebkę, moim oczom ukazała się piękna srebrna bransoletka z dwiema zawieszkami. Jedna była w kształcie piłki siatkowej a druga mikrofonu.
- Mam nadzieję, że jeszcze kilka zawieszek się na niej znajdzie. – powiedział Marcin wyrywając mnie z zachwytu.
- Na pewno – udaje mi się w końcu powiedzieć cokolwiek. – Jest piękna, dziękuję. Teraz twoja kolej – mówię, nie mogąc się doczekać jego miny. Widok jest niesamowity. Na początku zastanawiał się, co to może być, ale kiedy ujrzał maszynkę do golenia ukrytą za szkłem w drewnianej ramce z podpisem „W razie potrzeby zbij szybkę”, jego szeroki do tej pory uśmiech zmienił się na jeszcze szerszy.
- Wydaje mi się, że to się nigdy nie zdarzy. – mówi rozbawiony
- No ja myślę. – mówię ciesząc się, że prezent był trafiony.
- Mam nadzieję, że nie planowałaś nic na sylwestra
- Tak jak prosiłeś. Nic nie planowałam.
- Mogłabyś przyjechać do Łubina kilka dni przed sylwestrem?
- Kilka czyli ile?
- Najszybciej jak tylko będziesz mogła – mówi z figlarnym uśmieszkiem. Ja jednak nie jestem aż tak zadowolona, gdyż mam kilka spraw do załatwienia.
- Jak tylko mi się uda wszystko załatwić w czasie to się odezwę.
- Przepraszam wzywają mnie. Uważaj na zwierzęta, dziś mówią ludzkim głosem.
- Będę uważała. Pa.
Wyłączyłam laptopa i z zamyśleniem oglądałam prezent od kapitana naszej drużyny. Co tak naprawdę nim kieruje? Czy on faktycznie coś do mnie czuje? To jest niemożliwe… W tak krótkim czasie?
A co mną kieruje? Niedawno zostałam zraniona przez osobę, którą kochałam. Właśnie kochałam czy tylko mi się wydawało? Sama już nie wiem. Wszystko mi się już miesza…. Od zawsze Marcin był dla mnie autorytetem. Jego wypowiedzi podczas wywiadów zawsze były rozsądne. On jest inny niż reszta siatkarzy. Jest w nim to coś, czego nie umiem określić. Nie wiem, sama już nie wiem…
- Ja już wychodzę – wpadł do pokoju mój młodszy brat czym wytrącił mnie z zamyśleń.
- Czekaj też się zbieram. Zaraz zadzwonię do Pameli, czy też już rusza.
Wyszliśmy
na pasterkę. Spacer o tej porze w Wigilię jest jak orzeźwienie w upalny dzień.
Umówiłam się z Pamelą, a Gabryś jakby wiedział, że chcemy pogadać zniknął
gdzieś z pola widzenia.
Na początku oczywiście wymieniłyśmy uprzejmości. Wypytałyśmy o święta, rodzinę. Nie obyło się bez pytania o środkowego.
- Wszystko w porządku. – powiedziałam i dotknęłam machinalnie ust wspominając ten prezent, który sprawił mi Marcin przed przyjazdem tutaj. Szybko zeszłam na ziemię widząc pytający wzrok Pameli.
- No co? – udałam, że nie wiem, o co chodzi.
- Ty się pytasz co? Całowałaś się z nim i nawet się nie chwalisz?
- Pamela, a czym się chwalić. Byłyśmy z Hanią u niego kilka dni. Odwiózł nas. Kupiłam mu prezent. On nie miał nic w zamian i tak jakoś wyszło…
- Tak jakoś wyszło? – wybuchła przyjaciółka. Szybko się zreflektowała gdyż coraz więcej osób kierowało się w stronę kościoła razem z nami. – Kobieto dajesz mu prezent, on w zamian cię całuje, a ty mi mówisz, że tak jakoś wyszło? To jest kapitan naszej reprezentacji. Siatkarz, a u nas w Polsce oni są rozchwytywani, adorowani.
- Przesadzasz. On jest taki sam jak my. Uspokój się.
- Ty chyba nie rozumiesz.
- Czego nie rozumiem? Ty się chyba zapędzasz. On się nad nikim nie wywyższa. Wiem, że jest twoim idolem jak wszyscy w reprezentacji, ale nie traktuj ich jak coś nieosiągalnego. Kończmy tę rozmowę.
- Dobra, ale w drodze powrotnej do tego wrócimy – powiedziała grożąc mi palcem jak małej dziewczynce.
Na początku oczywiście wymieniłyśmy uprzejmości. Wypytałyśmy o święta, rodzinę. Nie obyło się bez pytania o środkowego.
- Wszystko w porządku. – powiedziałam i dotknęłam machinalnie ust wspominając ten prezent, który sprawił mi Marcin przed przyjazdem tutaj. Szybko zeszłam na ziemię widząc pytający wzrok Pameli.
- No co? – udałam, że nie wiem, o co chodzi.
- Ty się pytasz co? Całowałaś się z nim i nawet się nie chwalisz?
- Pamela, a czym się chwalić. Byłyśmy z Hanią u niego kilka dni. Odwiózł nas. Kupiłam mu prezent. On nie miał nic w zamian i tak jakoś wyszło…
- Tak jakoś wyszło? – wybuchła przyjaciółka. Szybko się zreflektowała gdyż coraz więcej osób kierowało się w stronę kościoła razem z nami. – Kobieto dajesz mu prezent, on w zamian cię całuje, a ty mi mówisz, że tak jakoś wyszło? To jest kapitan naszej reprezentacji. Siatkarz, a u nas w Polsce oni są rozchwytywani, adorowani.
- Przesadzasz. On jest taki sam jak my. Uspokój się.
- Ty chyba nie rozumiesz.
- Czego nie rozumiem? Ty się chyba zapędzasz. On się nad nikim nie wywyższa. Wiem, że jest twoim idolem jak wszyscy w reprezentacji, ale nie traktuj ich jak coś nieosiągalnego. Kończmy tę rozmowę.
- Dobra, ale w drodze powrotnej do tego wrócimy – powiedziała grożąc mi palcem jak małej dziewczynce.
Na
moje szczęście spotkałyśmy dziewczyny z chóru i powspominałyśmy stare dzieje.
Dobrze było widzieć, że się układa moim drogim koleżankom. Zawsze cieszyłam się
z ich szczęścia. Teraz i moje szczęście jest powoli odbudowywane. Dzięki
Marcinowi. Jeszcze kilka dni i będziemy się widzieli. Nie mogę się doczekać….
Już dziś zobaczę roześmianą buźkę środkowego... Jeszcze tylko spakować ostatnią torbę do samochodu i mogę ruszać. Niestety wychodząc z domu widzę, że to nie będzie spokojna podróż. Jego sylwetkę poznam wszędzie.
Już dziś zobaczę roześmianą buźkę środkowego... Jeszcze tylko spakować ostatnią torbę do samochodu i mogę ruszać. Niestety wychodząc z domu widzę, że to nie będzie spokojna podróż. Jego sylwetkę poznam wszędzie.
Udało się. Zebrała się w sobie i powstał kolejny rozdział.
Mam wrażenie, że jest bez szału. Jednak ocenicie sami.
Przy pomocy Oli jakoś to ujrzało światło dzienne...
Trzymajcie się do kolejnego. Buziaki :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz