Przy moim aucie czekał Arek. Zauważył mnie i spojrzał mi
prosto w oczy. Zrozumiałam to nie będzie łatwa rozmowa.
- Karina, naprawdę chcesz to tak zakończyć? – spytał na wstępie.
- To się już dawno skończyło… Bez naszej pomocy. – odpowiedziałam nadzwyczaj spokojnie. Najwidoczniej wybaczyłam już mu zdradę. – Teraz masz nową miłość a ja już dawno zeszłam na drugi plan.
- Czy ty nie rozumiesz, że jej nie kocham? – wykrzykuje, machając rękoma – Nawet to dziecko było udawane. Chciałem, żebyś była zazdrosna – dodaje spokojniej, lekko się podłamując. Zaskoczył mnie tym wyznaniem.
- A ja nie kocham ciebie. Arek to, co nam się zdarzyło, najwidoczniej nic nie znaczyło. To nie była miłość. – zostawiam go w osłupieniu i wsiadam do mojej srebrnej Toyoty. Odjeżdżam. Widzę w lusterku, że stoi w bezruchu. Jak on tak mógł mi powiedzieć? Dlaczego akurat teraz? Dlaczego on bawi się uczuciami także tamtej dziewczyny? Nie umiałam sobie odpowiedzieć na te pytania. Aby zabić myśli włączyłam radio, a tam ponadczasowe „Last Christmas”. Jeden wers do mnie pasuje „… W tym roku aby uniknąć łez oddaje serce komuś specjalnemu…”. Pośpiewałam swoje ulubione kawałki i od razu poprawiałam sobie humor. Zapomniałam już nawet o wizycie mojego byłego.
Po czterech godzinach podróży zajeżdżam pod swój blok, a tam czeka już kapitan. Niby miałam się z nim spotkać później i spodziewałam się jego widoku to zrobił mi miłą niespodziankę pojawiając się wcześniej.
- Witam pannę spóźnialską. – powiedział, gdy wysiadłam z auta.
- Dlaczego spóźnialską? Nie byliśmy umówieni na już. – mówię podchodząc do niego nieśmiało.
- No nie, ale powinnaś czuć, że czekam na ciebie. – powiedział uśmiechając się i delikatnie przysuwając mnie do siebie. Ja niewiele myśląc wtuliłam się w jego silne ramiona i najzwyczajniej w świecie się płaczę. Sama nie wiem dlaczego. Może po prostu potrzebowałam takiego upustu emocji. Marcin pytał, co się wydarzyło, jednak nie powiedziałam mu o wizycie Arka. To jest już naprawdę ostatni raz, kiedy przez niego płaczę.
- Karina, naprawdę chcesz to tak zakończyć? – spytał na wstępie.
- To się już dawno skończyło… Bez naszej pomocy. – odpowiedziałam nadzwyczaj spokojnie. Najwidoczniej wybaczyłam już mu zdradę. – Teraz masz nową miłość a ja już dawno zeszłam na drugi plan.
- Czy ty nie rozumiesz, że jej nie kocham? – wykrzykuje, machając rękoma – Nawet to dziecko było udawane. Chciałem, żebyś była zazdrosna – dodaje spokojniej, lekko się podłamując. Zaskoczył mnie tym wyznaniem.
- A ja nie kocham ciebie. Arek to, co nam się zdarzyło, najwidoczniej nic nie znaczyło. To nie była miłość. – zostawiam go w osłupieniu i wsiadam do mojej srebrnej Toyoty. Odjeżdżam. Widzę w lusterku, że stoi w bezruchu. Jak on tak mógł mi powiedzieć? Dlaczego akurat teraz? Dlaczego on bawi się uczuciami także tamtej dziewczyny? Nie umiałam sobie odpowiedzieć na te pytania. Aby zabić myśli włączyłam radio, a tam ponadczasowe „Last Christmas”. Jeden wers do mnie pasuje „… W tym roku aby uniknąć łez oddaje serce komuś specjalnemu…”. Pośpiewałam swoje ulubione kawałki i od razu poprawiałam sobie humor. Zapomniałam już nawet o wizycie mojego byłego.
Po czterech godzinach podróży zajeżdżam pod swój blok, a tam czeka już kapitan. Niby miałam się z nim spotkać później i spodziewałam się jego widoku to zrobił mi miłą niespodziankę pojawiając się wcześniej.
- Witam pannę spóźnialską. – powiedział, gdy wysiadłam z auta.
- Dlaczego spóźnialską? Nie byliśmy umówieni na już. – mówię podchodząc do niego nieśmiało.
- No nie, ale powinnaś czuć, że czekam na ciebie. – powiedział uśmiechając się i delikatnie przysuwając mnie do siebie. Ja niewiele myśląc wtuliłam się w jego silne ramiona i najzwyczajniej w świecie się płaczę. Sama nie wiem dlaczego. Może po prostu potrzebowałam takiego upustu emocji. Marcin pytał, co się wydarzyło, jednak nie powiedziałam mu o wizycie Arka. To jest już naprawdę ostatni raz, kiedy przez niego płaczę.
Kilka dni później
- Karina zbieraj się, wyjeżdżamy! – krzyczy Marcin, stojący
pod drzwiami łazienki. W tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. – Otworzę,
tylko się streszczaj.
Z tego, co zrozumiałam przyszła do mnie paczka. Marcin podpisał odbiór i położył ją w salonie. Panował tam taki bałagan, że ledwo mogłam wejść, nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Salon stał się sypialnią Możdżonka. Na moje szczęście nie spodziewałam się gości.
- Tylko otworzę tę paczkę i jestem gotowa. – zgodził się i wyniósł moją torbę do samochodu. Zastanawiałam się od kogo może być ta przesyłka. Tak jak i poprzednie. Co prawda długo już nie dostawałam kolejnych prezentów, więc sądziłam, że ten tajemniczy ktoś sobie odpuścił.
Otworzyłam paczkę. W środku znajdowała się czerwona róża i bilecik. Wstawiłam ją do wody bo nie wytrzymałaby do mojego powrotu, a bilecik włożyłam do kieszeni płaszcza.
Z tego, co zrozumiałam przyszła do mnie paczka. Marcin podpisał odbiór i położył ją w salonie. Panował tam taki bałagan, że ledwo mogłam wejść, nie robiąc sobie przy tym krzywdy. Salon stał się sypialnią Możdżonka. Na moje szczęście nie spodziewałam się gości.
- Tylko otworzę tę paczkę i jestem gotowa. – zgodził się i wyniósł moją torbę do samochodu. Zastanawiałam się od kogo może być ta przesyłka. Tak jak i poprzednie. Co prawda długo już nie dostawałam kolejnych prezentów, więc sądziłam, że ten tajemniczy ktoś sobie odpuścił.
Otworzyłam paczkę. W środku znajdowała się czerwona róża i bilecik. Wstawiłam ją do wody bo nie wytrzymałaby do mojego powrotu, a bilecik włożyłam do kieszeni płaszcza.
-Co to była za paczka? – zapytał Marcin, gdy już jechaliśmy.
- W środku była czerwona róża. Nie wiem od kogo i bilecik, który zaraz przeczytam. Kiedyś też dostawałam takie paczuszki, ale ustały więc myślałam, że dał sobie spokój.
- Sądzisz, że to facet?
- Raczej tak. Dużo o mnie wie, podpisuje się literką „A”. Kobieta raczej nie zachwycałaby się moją czerwoną sukienką z czasów liceum, czy robionymi na drutach rękawiczkami. Nie dostałabym od kobiety kwiatów jak i drogocennych naszyjników.
- To kogoś musiało na serio ściąć na twój widok. – powiedział z zawadiackim uśmieszkiem i sądząc, że nie słyszę, dodał ciszej – i wcale się nie dziwię. – zaczerwieniłam się i wyjęłam bilecik.
„Jesteś pewna, że to ten jedyny? Jeżeli tak, to bądź szczęśliwa z nim. Może kiedyś się ujawnię. A.”
- W środku była czerwona róża. Nie wiem od kogo i bilecik, który zaraz przeczytam. Kiedyś też dostawałam takie paczuszki, ale ustały więc myślałam, że dał sobie spokój.
- Sądzisz, że to facet?
- Raczej tak. Dużo o mnie wie, podpisuje się literką „A”. Kobieta raczej nie zachwycałaby się moją czerwoną sukienką z czasów liceum, czy robionymi na drutach rękawiczkami. Nie dostałabym od kobiety kwiatów jak i drogocennych naszyjników.
- To kogoś musiało na serio ściąć na twój widok. – powiedział z zawadiackim uśmieszkiem i sądząc, że nie słyszę, dodał ciszej – i wcale się nie dziwię. – zaczerwieniłam się i wyjęłam bilecik.
„Jesteś pewna, że to ten jedyny? Jeżeli tak, to bądź szczęśliwa z nim. Może kiedyś się ujawnię. A.”
Kto mógłby być tym
tajemniczym Panem A. Adam, Adrian, Antoni? Nie mam pojęcia. W tych wszystkich
rozmyśleniach tylko oddałam się w ramiona Morfeusza.
Nagle zobaczyłam dziwnie znajome miejsce. Zerwałam się
- Marcin czy my jedziemy….
- Tak – odpowiedział zanim skończyłam
- Czy to…
- No tak. – znowu to zrobił.
- Dasz mi skończyć, bo ja nie wiem czy masz na myśli to samo co ja… - powiedziałam lekko poirytowana.
- Uwielbiam jak się złościsz. – pokazał rząd białych zębów. – Nasz przystanek to Hotel Górski.
- Wiesz kiedy byłam ostatnio w tym hotelu?
- Mam nadzieję, że oszczędzisz mi szczegółów. – powiedział charakterystycznie unosząc brwi, za co dostał w żebra.
- Wracałam z meczu. Politechnika grała przeciwko Skrze. Tak jak chciałeś same ogólniki.
- A co tam było w bileciku jeśli mogę wiedzieć?
- Napisał, że kiedyś się ujawni. – nie mogłam powiedzieć środkowemu całej prawdy. Skąd mam wiedzieć, czy on jest tym jedynym. Dopiero co skończyłam nieudany związek z Arkiem. Marcin jest inny. Znamy się praktycznie na wylot, jesteśmy przyjaciółmi, ale czy to jest już miłość?
Zatrzymaliśmy się na parkingu. Marcin wyjął walizki z
bagażnika, a ja pozwoliłam sobie na chwilę relaksu z moim małym uzależnieniem.
Oparta o maskę samochodu czekałam aż Marcin wróci po resztę rzeczy. W pewnym momencie usłyszałam za sobą rozmowę dwóch mężczyzn.
- Ty, to jest ta nowa Możdżona?
- No chyba tak, nie widziałem jej nigdy więc skąd mogę wiedzieć.
- Myślisz, że będzie nadętą paniusią jak te poprzednie po Hance?
- Miejmy nadzieję, że nie. W innym razie nasza zabawa będzie jedną wielką klapą.
Oparta o maskę samochodu czekałam aż Marcin wróci po resztę rzeczy. W pewnym momencie usłyszałam za sobą rozmowę dwóch mężczyzn.
- Ty, to jest ta nowa Możdżona?
- No chyba tak, nie widziałem jej nigdy więc skąd mogę wiedzieć.
- Myślisz, że będzie nadętą paniusią jak te poprzednie po Hance?
- Miejmy nadzieję, że nie. W innym razie nasza zabawa będzie jedną wielką klapą.
Nie chciałam się odwracać, żeby nie zdradzić, że wszystko
słyszałam. Jedno mnie zdenerwowało - Marcin nie raczył mnie poinformować o mojej
funkcji. Darzyliśmy się jakimś uczuciem, ale żadna deklaracja nie padła ani od
niego, ani ode mnie.
- Już zdążyłaś zapalić?
- Przeszkadza? – zapytałam z nutką ironii.
- Na razie nie. Niedługo może. – odpowiedział tajemniczo.
- Mogę zadać ci pytanie? – powiedziałam gasząc papierosa. Środkowy tylko skinął głową na potwierdzenie. – Ile pań przedstawiałeś już swoim znajomym?
- Muszę teraz odpowiadać? To nie jest odpowiedni moment. – odpowiedział kiwając głową na dwóch kolegów spoglądających w naszą stronę. Dowiedziałam się do kogo należały głosy. Kurek i Winiarski. Jakoś nie przepadałam za pierwszym a drugi kiedyś ujął mnie słynnymi niebieskimi tęczówkami, jednak jest to już przereklamowane.
Wiedząc, że jestem obserwowana szłam za siatkarzem. Marcin się przywitał, a ja grzecznie zapoznałam. Zawsze sądziłam, że nie można oceniać książki po okładce. Jednak panom nie starczyła obserwacja moich pleców i dodatkowo zlustrowali „mój przód”.
- Już zdążyłaś zapalić?
- Przeszkadza? – zapytałam z nutką ironii.
- Na razie nie. Niedługo może. – odpowiedział tajemniczo.
- Mogę zadać ci pytanie? – powiedziałam gasząc papierosa. Środkowy tylko skinął głową na potwierdzenie. – Ile pań przedstawiałeś już swoim znajomym?
- Muszę teraz odpowiadać? To nie jest odpowiedni moment. – odpowiedział kiwając głową na dwóch kolegów spoglądających w naszą stronę. Dowiedziałam się do kogo należały głosy. Kurek i Winiarski. Jakoś nie przepadałam za pierwszym a drugi kiedyś ujął mnie słynnymi niebieskimi tęczówkami, jednak jest to już przereklamowane.
Wiedząc, że jestem obserwowana szłam za siatkarzem. Marcin się przywitał, a ja grzecznie zapoznałam. Zawsze sądziłam, że nie można oceniać książki po okładce. Jednak panom nie starczyła obserwacja moich pleców i dodatkowo zlustrowali „mój przód”.
Będąc już w pokoju odpaliłam kolejnego papierosa. Siedziałam
na balkonie i rozmyślałam. Mogłabym zostać tak na zawsze. Niestety ktoś
postanowił zakłócić mój spokój. Musiałam odłożyć w pół wypaloną fajkę i
otworzyć natrętowi, którym okazał się Marcin. Co za niespodzianka!
- Karina nie idziesz na obiad? – zapytał.
- Nie mam ochoty. – odpowiedziałam, będąc już poza pokojem.
- Sądzisz, że to ci wystarczy? A poza tym chcesz się przeziębić? – wskazał na papierosa, którego już miałam w ustach.
- Jak zgłodnieję to sobie zorganizuję jakieś jedzonko. Czy teraz jest odpowiedni moment na otrzymanie od ciebie odpowiedzi? – spytałam nagle.
- Karina naprawdę chcesz to wiedzieć?
- Tak, skoro jestem porównywana do poprzedniczek. – odpowiedziałam ze spokojem.
- Poprzedniczek? O czym ty mówisz? – zapytał zdziwiony.
- Twoi przemili koledzy „po cichu” rozmawiali sobie na twój temat.
- Miałem dwa epizody. Po akcji z Hanką całkowicie się pogubiłem. Szukałem wyłącznie przygód.
- Wybacz. Nie powinnam. – powiedziałam skruszona. Przytuliłam się mocno do jego klatki.
- Śmierdzisz. – powiedział ukazując rząd białych zębów.
- Bardzo śmieszne. Ty pewnie po treningu to fiołkami pachniesz.
- Ja mam dobry dezodorant. – wymienialibyśmy się tak jeszcze długo, gdyby nie telefon Marcina.
- Karina nie idziesz na obiad? – zapytał.
- Nie mam ochoty. – odpowiedziałam, będąc już poza pokojem.
- Sądzisz, że to ci wystarczy? A poza tym chcesz się przeziębić? – wskazał na papierosa, którego już miałam w ustach.
- Jak zgłodnieję to sobie zorganizuję jakieś jedzonko. Czy teraz jest odpowiedni moment na otrzymanie od ciebie odpowiedzi? – spytałam nagle.
- Karina naprawdę chcesz to wiedzieć?
- Tak, skoro jestem porównywana do poprzedniczek. – odpowiedziałam ze spokojem.
- Poprzedniczek? O czym ty mówisz? – zapytał zdziwiony.
- Twoi przemili koledzy „po cichu” rozmawiali sobie na twój temat.
- Miałem dwa epizody. Po akcji z Hanką całkowicie się pogubiłem. Szukałem wyłącznie przygód.
- Wybacz. Nie powinnam. – powiedziałam skruszona. Przytuliłam się mocno do jego klatki.
- Śmierdzisz. – powiedział ukazując rząd białych zębów.
- Bardzo śmieszne. Ty pewnie po treningu to fiołkami pachniesz.
- Ja mam dobry dezodorant. – wymienialibyśmy się tak jeszcze długo, gdyby nie telefon Marcina.
- Już się
stęskniliście?
….
- No to zaraz będziemy
…
- U Kariny jestem. Już się zbieramy.
….
- No to zaraz będziemy
…
- U Kariny jestem. Już się zbieramy.
- Koniec żartów idziemy na obiad. Wszyscy na nas czekają. –
powiedział, rozłączając się.
- Na nas? – zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak, na nas. Poznałaś tylko dwóch kolegów, a na dole jest ich jeszcze trochę.
- Mamuniu, to ty mnie tu przywiozłeś na jakieś spotkania integracyjne! – przewróciłam teatralnie oczami i roześmiałam się dźwięcznie.
- Nie narzekaj tylko, się ogarnij. Jeszcze mi ich przestraszysz. – Spojrzałam w lustro i sama przestraszyłam się na swój widok. Szybko związałam warkoczyki w jeden duży dobierany warkocz i poprawiłam makijaż. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy.
- Na nas? – zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak, na nas. Poznałaś tylko dwóch kolegów, a na dole jest ich jeszcze trochę.
- Mamuniu, to ty mnie tu przywiozłeś na jakieś spotkania integracyjne! – przewróciłam teatralnie oczami i roześmiałam się dźwięcznie.
- Nie narzekaj tylko, się ogarnij. Jeszcze mi ich przestraszysz. – Spojrzałam w lustro i sama przestraszyłam się na swój widok. Szybko związałam warkoczyki w jeden duży dobierany warkocz i poprawiłam makijaż. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy.
_._
No i jak tam po dłuższej przerwie??
Tęskniliście troszeczkę za Kariną? Powiedzcie, że tak.
Następne losy mam nadzieję, pojawią się troszeczkę szybciej. Jednak nic nie jest pewne...
See U do następnego :)
Tęskniliście troszeczkę za Kariną? Powiedzcie, że tak.
Następne losy mam nadzieję, pojawią się troszeczkę szybciej. Jednak nic nie jest pewne...
See U do następnego :)
jakis taki krotki;d Karolka czekam na kolejne;)
OdpowiedzUsuńtak jakoś wyszło.... Mam nadzieję, że kolejne będą dłuższe, jeżeli się pojawią... bo słabo to widzę. :(
Usuń