Wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło. Obiad minął na żartach
i różnych anegdotach z życia siatkarskiego. Część znałam bardzo dobrze z
Internetu, ale i tak było miło. Wróciłam do swojego pokoju. Cały czas miałam
uśmiech na twarzy. Można nawet powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Na pewno? To
jest źródło mojego szczęścia?
Leżałam na łóżku i myślałam o tym. Miałam ochotę z kimś o tym porozmawiać. Zadzwoniłam do Eweliny. Nie wiem co chciałam jej powiedzieć. Chyba chciałam spytać czy jest szczęśliwa z Konradem, czy spełnia się w życiu. Nie odbierała. Rozczarowana ubrałam się ciepło i wyszłam na balkon. Dym papierosa tym razem nie pomógł. Cały czas myślałam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Bardzo chciałam zignorować przybysza. Niestety nie udało mi się. Zbyt natarczywy.
Leżałam na łóżku i myślałam o tym. Miałam ochotę z kimś o tym porozmawiać. Zadzwoniłam do Eweliny. Nie wiem co chciałam jej powiedzieć. Chyba chciałam spytać czy jest szczęśliwa z Konradem, czy spełnia się w życiu. Nie odbierała. Rozczarowana ubrałam się ciepło i wyszłam na balkon. Dym papierosa tym razem nie pomógł. Cały czas myślałam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Bardzo chciałam zignorować przybysza. Niestety nie udało mi się. Zbyt natarczywy.
- Tak? – zapytałam otwierając drzwi.
- Czy zamawiała pani białe wino z dostawą do pokoju? – powiedział gość, którego bardzo dobrze znam.
- Kamil, jak ja ciebie dawno nie widziałam. – rzuciłam się w ramiona kolegi, który jest dobrym znajomym mojego brata co za tym idzie i moim. – Wejdź, moje ulubione – powiedziałam, gdy podał mi wino do ręki.
- Karina powiedz mi, co ty zrobiłaś ze swoimi blond włosami?
- Nie widać?- zironizowałam. – Kurczę, nie wiesz czy w wyposażeniu pokoju jest korkociąg?
- W barku powinno być wszystko, kieliszki i korkociąg. Daj, otworzę.
- A powiedz mi, co tu robisz?
- Niedawno przyjechałem, kumple z drużyny zorganizowali taki wypad sylwestrowy.
- Kumple z drużyny? – zaczęło mi świtać – To ty jesteś tym brakującym ziomkiem Marcina, Łukasza i tych wszystkich wielkoludów? – zapytałam zszokowana. Jak ja mogłam zapomnieć, że Kamil też gra w siatkówkę.
- Nie obrażaj moich kolegów i mnie przy okazji, bo też do niskich nie należę, nie to co ty karzełku. – powiedział, podając mi kieliszek. Kamil jest młodszy ode mnie o 4 lata. Mieszkał w tej samej miejscowości, więc w dzieciństwie często spędzaliśmy razem czas.
- Oj tam, oj tam. Lepiej opowiedz, co u ciebie.
- Gram teraz w zespole rzeszowskim. Nie mam nikogo. Możliwe, że zostanę powołany w tym sezonie do kadry. Często widuję się z Ryśkiem. No i co jeszcze, z mojego życiorysu na dzień dzisiejszy to tyle. Więc opowiadaj co u ciebie?
- Sądzę, że Gabryś już ci część opowiedział. A oprócz tego to byłam dzisiaj na obiedzie z twoimi kolegami, najlepiej dogaduję się z Możdżonkiem. Obecnie mieszkam w Lubinie. Tyle.
- Właśnie miałem się pytać skąd ty tutaj. Teraz poskładałem wszystko w całość i jesteś tą nową naszego kapitana.
- Hola, hola – podniosłam ręce w górę – nie jestem „tą nową waszego kapitana” tylko znajomą. Nic nas nie łączy oprócz tego, że się świetnie dogadujemy.
- Czekałem kiedy wybuchniesz – zaczął się śmiać za co dostał w ramię. – Więc opowiedz mi jak się poznaliście, chociaż znając ciebie to coś odwaliłaś.
- Od razu odwaliłaś. Niechcący rozlałam na niego kawę w galerii. Tyle. Później wprosił się na imprezę urodzinową, uratował mnie od Arka, od zboczonego szefa, pomógł mi przywrócić dziecku uśmiech na twarz. No i mnie pocałował.
- Pocałował? – zapytał zaskoczony.
- A co w tym takiego dziwnego? To, że ciebie kiedyś zdzieliłam po twarzy nie znaczy, że nadal taka jestem. – jakieś pięć lat temu młody chciał spróbować swojego uroku osobistego. Nie udało mu się.
- Uwierz ten kolor włosów teraz do ciebie pasuje. A co ma oznaczać, że uratował cię od Arka i zboczonego szefa?
- Na urodzinach moich Arek przyszedł wstawiony i zaczął mnie szarpać. Marcin nagle wyrósł przy mnie i sprawił, że mój były dał spokój. Chociaż na jakiś czas. Bo przed wyjazdem jeszcze z nim rozmawiałam.
- A szef? – zapytał. Niepotrzebnie się wygadałam. Jak teraz mam z tego wybrnąć?
- Idę zapalić, dołączysz? – Wzięłam gruby sweter i paczkę. Chciałam uciec od tej rozmowy.
- Nie uciekniesz od tego. Jeżeli teraz nie chcesz to nie mów, ale jakby co to dwa pokoje dalej będę siedział i czekał. Swoją drogą to Marcin taki hero. Musiałaś czymś mu zaimponować. Na pewno nie papierosami. – podniósł w górę rękę z palącą się fajką.
- Czepia się czasami o to, jednak nic więcej. – powiedziałam zaciągając się. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
- Co tam?
…..
- U siebie jestem.
…..
- No to chodź, drzwi są otwarte.
- Marcin dzwonił. Jeżeli nie chcesz… - Marcin już wszedł uprzednio rozglądając się po pokoju. Nie zdążyłam uprzedzić Kamila, który palił zawsze tylko ze mną. Nikt więcej nie wiedział o jego malutkim nałogu.
- Dlaczego demoralizujesz nam młodego. - Powiedział stając w drzwiach balkonowych.
- Nie demoralizuję. – powiedziałam robiąc ładne oczy i głupkowato się uśmiechając.
- Tak, jeszcze powiedz, że sam chciał papierosa i sam przyniósł wino.
- No tak – odpowiedziałam uśmiechając się, bo wiedziałam, że jego sroga mina jest tylko na pozór. Kamil jednak nic nie mówił. Stał z boku, obserwował całą tę sytuację i spokojnie palił. Marcin w pewnym momencie się uśmiechnął pokazując białe zęby.
- Co tam młody, o której dojechałeś? – zwrócił się do Kamila.
- Zaraz po waszym obiedzie, bo widziałem się z Winiarem i Kurkiem. Musiałem odwiedzić Karinę i sprawdzić czy to na pewno ta moja Karina. – uśmiechnął się do mnie i objął ramieniem.
- Właśnie miałem się pytać skąd się znacie. – powiedział lekko speszony środkowy.
- Kamil to kolega mojego brata. Można powiedzieć, że to dla mnie drugi braciszek. – przytuliłam Kamila. – Wracajmy do środka bo jakoś tak zimno. Jakby zima miała być. - zażartowałam na co chłopcy zaczęli śmiać się jak głupi.
Wieczór upłynął na pogaduchach i upijaniu się winem. Kamil wyszedł, a Marcin jeszcze został. Jak zwykle pod wpływem alkoholu włączają mi się głupie pomysły.
- Marcin co byś powiedział na… - mówiłam jeżdżąc delikatnie palcem po jego przedramieniu - Nie to głupie.
- Jak już zaczęłaś to skończ – odpowiedział, po czym namiętnie wpił się w moje usta i przygniótł swoim ciałem.
- Nie muszę, dobrze wiesz o co mi chodzi.
Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Nie mojego. Szybko znalazłam urządzenie nie dające mi spać.
- Marcin telefon – mówię trącając go w ramię. Podczas jego rozmowy przypominałam sobie chwile z nocy. To była najpiękniejsza noc mojego życia. Uśmiechałam się na wspomnienia każdego dotyku, pocałunku, pieszczoty.
- Czy zamawiała pani białe wino z dostawą do pokoju? – powiedział gość, którego bardzo dobrze znam.
- Kamil, jak ja ciebie dawno nie widziałam. – rzuciłam się w ramiona kolegi, który jest dobrym znajomym mojego brata co za tym idzie i moim. – Wejdź, moje ulubione – powiedziałam, gdy podał mi wino do ręki.
- Karina powiedz mi, co ty zrobiłaś ze swoimi blond włosami?
- Nie widać?- zironizowałam. – Kurczę, nie wiesz czy w wyposażeniu pokoju jest korkociąg?
- W barku powinno być wszystko, kieliszki i korkociąg. Daj, otworzę.
- A powiedz mi, co tu robisz?
- Niedawno przyjechałem, kumple z drużyny zorganizowali taki wypad sylwestrowy.
- Kumple z drużyny? – zaczęło mi świtać – To ty jesteś tym brakującym ziomkiem Marcina, Łukasza i tych wszystkich wielkoludów? – zapytałam zszokowana. Jak ja mogłam zapomnieć, że Kamil też gra w siatkówkę.
- Nie obrażaj moich kolegów i mnie przy okazji, bo też do niskich nie należę, nie to co ty karzełku. – powiedział, podając mi kieliszek. Kamil jest młodszy ode mnie o 4 lata. Mieszkał w tej samej miejscowości, więc w dzieciństwie często spędzaliśmy razem czas.
- Oj tam, oj tam. Lepiej opowiedz, co u ciebie.
- Gram teraz w zespole rzeszowskim. Nie mam nikogo. Możliwe, że zostanę powołany w tym sezonie do kadry. Często widuję się z Ryśkiem. No i co jeszcze, z mojego życiorysu na dzień dzisiejszy to tyle. Więc opowiadaj co u ciebie?
- Sądzę, że Gabryś już ci część opowiedział. A oprócz tego to byłam dzisiaj na obiedzie z twoimi kolegami, najlepiej dogaduję się z Możdżonkiem. Obecnie mieszkam w Lubinie. Tyle.
- Właśnie miałem się pytać skąd ty tutaj. Teraz poskładałem wszystko w całość i jesteś tą nową naszego kapitana.
- Hola, hola – podniosłam ręce w górę – nie jestem „tą nową waszego kapitana” tylko znajomą. Nic nas nie łączy oprócz tego, że się świetnie dogadujemy.
- Czekałem kiedy wybuchniesz – zaczął się śmiać za co dostał w ramię. – Więc opowiedz mi jak się poznaliście, chociaż znając ciebie to coś odwaliłaś.
- Od razu odwaliłaś. Niechcący rozlałam na niego kawę w galerii. Tyle. Później wprosił się na imprezę urodzinową, uratował mnie od Arka, od zboczonego szefa, pomógł mi przywrócić dziecku uśmiech na twarz. No i mnie pocałował.
- Pocałował? – zapytał zaskoczony.
- A co w tym takiego dziwnego? To, że ciebie kiedyś zdzieliłam po twarzy nie znaczy, że nadal taka jestem. – jakieś pięć lat temu młody chciał spróbować swojego uroku osobistego. Nie udało mu się.
- Uwierz ten kolor włosów teraz do ciebie pasuje. A co ma oznaczać, że uratował cię od Arka i zboczonego szefa?
- Na urodzinach moich Arek przyszedł wstawiony i zaczął mnie szarpać. Marcin nagle wyrósł przy mnie i sprawił, że mój były dał spokój. Chociaż na jakiś czas. Bo przed wyjazdem jeszcze z nim rozmawiałam.
- A szef? – zapytał. Niepotrzebnie się wygadałam. Jak teraz mam z tego wybrnąć?
- Idę zapalić, dołączysz? – Wzięłam gruby sweter i paczkę. Chciałam uciec od tej rozmowy.
- Nie uciekniesz od tego. Jeżeli teraz nie chcesz to nie mów, ale jakby co to dwa pokoje dalej będę siedział i czekał. Swoją drogą to Marcin taki hero. Musiałaś czymś mu zaimponować. Na pewno nie papierosami. – podniósł w górę rękę z palącą się fajką.
- Czepia się czasami o to, jednak nic więcej. – powiedziałam zaciągając się. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
- Co tam?
…..
- U siebie jestem.
…..
- No to chodź, drzwi są otwarte.
- Marcin dzwonił. Jeżeli nie chcesz… - Marcin już wszedł uprzednio rozglądając się po pokoju. Nie zdążyłam uprzedzić Kamila, który palił zawsze tylko ze mną. Nikt więcej nie wiedział o jego malutkim nałogu.
- Dlaczego demoralizujesz nam młodego. - Powiedział stając w drzwiach balkonowych.
- Nie demoralizuję. – powiedziałam robiąc ładne oczy i głupkowato się uśmiechając.
- Tak, jeszcze powiedz, że sam chciał papierosa i sam przyniósł wino.
- No tak – odpowiedziałam uśmiechając się, bo wiedziałam, że jego sroga mina jest tylko na pozór. Kamil jednak nic nie mówił. Stał z boku, obserwował całą tę sytuację i spokojnie palił. Marcin w pewnym momencie się uśmiechnął pokazując białe zęby.
- Co tam młody, o której dojechałeś? – zwrócił się do Kamila.
- Zaraz po waszym obiedzie, bo widziałem się z Winiarem i Kurkiem. Musiałem odwiedzić Karinę i sprawdzić czy to na pewno ta moja Karina. – uśmiechnął się do mnie i objął ramieniem.
- Właśnie miałem się pytać skąd się znacie. – powiedział lekko speszony środkowy.
- Kamil to kolega mojego brata. Można powiedzieć, że to dla mnie drugi braciszek. – przytuliłam Kamila. – Wracajmy do środka bo jakoś tak zimno. Jakby zima miała być. - zażartowałam na co chłopcy zaczęli śmiać się jak głupi.
Wieczór upłynął na pogaduchach i upijaniu się winem. Kamil wyszedł, a Marcin jeszcze został. Jak zwykle pod wpływem alkoholu włączają mi się głupie pomysły.
- Marcin co byś powiedział na… - mówiłam jeżdżąc delikatnie palcem po jego przedramieniu - Nie to głupie.
- Jak już zaczęłaś to skończ – odpowiedział, po czym namiętnie wpił się w moje usta i przygniótł swoim ciałem.
- Nie muszę, dobrze wiesz o co mi chodzi.
Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Nie mojego. Szybko znalazłam urządzenie nie dające mi spać.
- Marcin telefon – mówię trącając go w ramię. Podczas jego rozmowy przypominałam sobie chwile z nocy. To była najpiękniejsza noc mojego życia. Uśmiechałam się na wspomnienia każdego dotyku, pocałunku, pieszczoty.
- Dzień dobry – powiedział środkowy po zakończonej rozmowie
cmokając mnie w policzek. – Jak się
spało?
- Mogę powiedzieć ci szczerze? – przytaknął – Mi się spało super. Jestem wypoczęta. – mówię składając soczystego całusa.
- To chyba nie dobrze, skoro jesteś wypoczęta – powiedział, śmiejąc się. – Winiar dzwonił. Są już na obiedzie, a nas nadal nie ma.
- Jak to na obiedzie? – mówię zdziwiona, podnosząc się na łokciach.
- Już jest czternasta. Za godzinę ruszamy dalej. Nie dziw się tak, tylko pakuj.
- Mi się tutaj podoba.
- Tam będzie jeszcze piękniej. – pocałował i wyszedł.
Zamiast się pakować wyszłam na balkon zapalić. To była cudowna noc i nie mogłam tego zatrzymać dla siebie. Jedyną osobą, która mogłaby mnie wysłuchać to Marlena. Niestety teraz nie mam czasu na rozmowy przez skype. Dlatego zadzwoniłam do Eweliny.
- Cześć kochana jak się masz?
- Hej Karinka, u mnie wszystko w porządku. Dzieci zdrowe, Konrad znowu w delegacji, ale jest lepiej. A jak u ciebie?
- Wiesz mam taki mały dylemacik.
- Jaki znowu dylemacik. Karina co zrobiłaś. Ja znam te twoje dylematy – mówi śmiejąc się.
- Przespałam się z Możdżonkiem. – mówię spokojnie a po drugiej stronie telefonu słyszę jak Ewelina się krztusi.
- Czy ja się nie przesłyszałam?
- Nie to jest prawda, właśnie się obudziliśmy. Nie wiem za bardzo co robić, bo ja niby traktuję to jak zwykły seks nic więcej jesteśmy przyjaciółmi. A jak to się wszystko spieprzy?
- Karina, na razie czekaj na przebieg wydarzeń i oczywiście porozmawiaj z nim, ewentualnie wybadaj sytuację. A może przyda ci się ktoś taki odpowiedzialny jak on. Liczę, że to wszystko się ułoży jak najlepiej.
- Ewelcia, ty tutaj nie baw się we wróżkę. Dzięki za rady. Trzymaj się. Będę Cię informowała jakby co. Ucałuj dzieciaczki. – posłałam kilka buziaczków przez telefon i wzięłam się za pakowanie.
Siedząc już w aucie Marcina, przyglądałam mu się uważnie i myślałam o tym, co powiedziała Ewelina. Środkowy wyłapał mój wzrok i uśmiechnął się.
- Co mi się tak przyglądasz?
- Próbuję coś wyczytać z twojej twarzy. Jesteś taką jedną wielką zagadką.
- Naprawdę? Jestem zagadką?
- No tak, bo o czym teraz myślisz? – mówię myśląc, że mi pomoże.
- Myślę o naszej ostatniej nocy.
- A o czym dokładnie? – pytam z nadzieją, że wypowie te słowa, o których ja sama myślę.
- Czy to co się wydarzyło wczoraj popsuje nasze relacje… - przyjął twarz myśliciela.
- W sensie naszej przyjaźni? – pytam na co dostaję potwierdzenie więc kontynuuję mój monolog. – Posłuchaj wydaje mi się, że jak od czasu do czasu sobie będziemy robili takie „prezenty” to nic złego się nie stanie. – po mojej wypowiedzi na jego twarzy zagościł banan. Dalsza podróż minęła nam już w przyjaznej atmosferze. Od czasu do czasu robiliśmy sobie przerwę na mojego papierosa. Już nie mogłam się doczekać sylwestra.
- Mogę powiedzieć ci szczerze? – przytaknął – Mi się spało super. Jestem wypoczęta. – mówię składając soczystego całusa.
- To chyba nie dobrze, skoro jesteś wypoczęta – powiedział, śmiejąc się. – Winiar dzwonił. Są już na obiedzie, a nas nadal nie ma.
- Jak to na obiedzie? – mówię zdziwiona, podnosząc się na łokciach.
- Już jest czternasta. Za godzinę ruszamy dalej. Nie dziw się tak, tylko pakuj.
- Mi się tutaj podoba.
- Tam będzie jeszcze piękniej. – pocałował i wyszedł.
Zamiast się pakować wyszłam na balkon zapalić. To była cudowna noc i nie mogłam tego zatrzymać dla siebie. Jedyną osobą, która mogłaby mnie wysłuchać to Marlena. Niestety teraz nie mam czasu na rozmowy przez skype. Dlatego zadzwoniłam do Eweliny.
- Cześć kochana jak się masz?
- Hej Karinka, u mnie wszystko w porządku. Dzieci zdrowe, Konrad znowu w delegacji, ale jest lepiej. A jak u ciebie?
- Wiesz mam taki mały dylemacik.
- Jaki znowu dylemacik. Karina co zrobiłaś. Ja znam te twoje dylematy – mówi śmiejąc się.
- Przespałam się z Możdżonkiem. – mówię spokojnie a po drugiej stronie telefonu słyszę jak Ewelina się krztusi.
- Czy ja się nie przesłyszałam?
- Nie to jest prawda, właśnie się obudziliśmy. Nie wiem za bardzo co robić, bo ja niby traktuję to jak zwykły seks nic więcej jesteśmy przyjaciółmi. A jak to się wszystko spieprzy?
- Karina, na razie czekaj na przebieg wydarzeń i oczywiście porozmawiaj z nim, ewentualnie wybadaj sytuację. A może przyda ci się ktoś taki odpowiedzialny jak on. Liczę, że to wszystko się ułoży jak najlepiej.
- Ewelcia, ty tutaj nie baw się we wróżkę. Dzięki za rady. Trzymaj się. Będę Cię informowała jakby co. Ucałuj dzieciaczki. – posłałam kilka buziaczków przez telefon i wzięłam się za pakowanie.
Siedząc już w aucie Marcina, przyglądałam mu się uważnie i myślałam o tym, co powiedziała Ewelina. Środkowy wyłapał mój wzrok i uśmiechnął się.
- Co mi się tak przyglądasz?
- Próbuję coś wyczytać z twojej twarzy. Jesteś taką jedną wielką zagadką.
- Naprawdę? Jestem zagadką?
- No tak, bo o czym teraz myślisz? – mówię myśląc, że mi pomoże.
- Myślę o naszej ostatniej nocy.
- A o czym dokładnie? – pytam z nadzieją, że wypowie te słowa, o których ja sama myślę.
- Czy to co się wydarzyło wczoraj popsuje nasze relacje… - przyjął twarz myśliciela.
- W sensie naszej przyjaźni? – pytam na co dostaję potwierdzenie więc kontynuuję mój monolog. – Posłuchaj wydaje mi się, że jak od czasu do czasu sobie będziemy robili takie „prezenty” to nic złego się nie stanie. – po mojej wypowiedzi na jego twarzy zagościł banan. Dalsza podróż minęła nam już w przyjaznej atmosferze. Od czasu do czasu robiliśmy sobie przerwę na mojego papierosa. Już nie mogłam się doczekać sylwestra.
Jechaliśmy bardzo długo. W końcu
moim oczom ukazał się malowniczy domek wśród drzew. Do najbliższego sklepu było
godzinę drogi. Żałowałam, że nie zrobiłam zakupów na ostatnim postoju na stacji
benzynowej.
- Co jest Karina? – zapytał z przejęciem Marcin.
- Nic takiego, oprócz tego, że sklep jest daleko. – zrobiłam naburmuszoną minę.
- Ej, nie masz co się wkurzać. – uśmiechnął się szczerze po czym sięgnął do kieszeni torby – nie pochwalam twojego palenia, ale kupiłem Ci zapas. Przed sylwestrem i tak będziemy jeszcze jechać to wtedy sobie jeszcze dokupisz – powiedział i rzucił mi paczkę. Chciałam mu podziękować i pocałować w policzek, niestety nie skoordynowaliśmy ruchów i w efekcie pocałowałam go w usta. Marcin chciał więcej, ale ja na to nie pozwoliłam.
- Marcin, musimy przy nich? – wskazałam na samochody innych siatkarzy.
- Przeszkadza ci?
- Trochę tak. Nie chcę, żeby oni wiedzieli, że my ten tego… - powiedziałam charakterystycznie wykonując ruch ciałem.
- Wydaje mi się, że i tak się domyślają. Nie byliśmy cicho ostatniej nocy, no i obojga nas nie było na śniadaniu i obiedzie. – powiedział śmiejąc się perliście, za co dostał w bok z łokcia. – Auć, to bolało. Zaraz dostaniesz. – złapał mnie w pasie i biegł aby wrzucić w największą zaspę, niestety sam przy okazji stracił równowagę.
- I co, panie wielki? – powiedziałam leżąc pod nim. – Nie jestem taka lekka niż by się mogło wydawać? – poruszyłam brwią
- Po ostatniej nocy, na pewno jesteś lżejsza. Jeszcze kilka przed nami i będę cie podrzucał z łatwością.
- O ty…. – powiedziałam po czym cisnęłam mu w twarz trochę śniegu.
- Tak się bawisz. Nie zapominaj, że nadal cię trzymam. – odpowiedział i taką zmarzniętą twarzą przytulił się do mojej.
- Chodźcie już, duże dzieci!!! – dało się usłyszeć spod drzwi głos Ignaczaka. – Pokoje są przydzielane i jest problem.
- Co jest Karina? – zapytał z przejęciem Marcin.
- Nic takiego, oprócz tego, że sklep jest daleko. – zrobiłam naburmuszoną minę.
- Ej, nie masz co się wkurzać. – uśmiechnął się szczerze po czym sięgnął do kieszeni torby – nie pochwalam twojego palenia, ale kupiłem Ci zapas. Przed sylwestrem i tak będziemy jeszcze jechać to wtedy sobie jeszcze dokupisz – powiedział i rzucił mi paczkę. Chciałam mu podziękować i pocałować w policzek, niestety nie skoordynowaliśmy ruchów i w efekcie pocałowałam go w usta. Marcin chciał więcej, ale ja na to nie pozwoliłam.
- Marcin, musimy przy nich? – wskazałam na samochody innych siatkarzy.
- Przeszkadza ci?
- Trochę tak. Nie chcę, żeby oni wiedzieli, że my ten tego… - powiedziałam charakterystycznie wykonując ruch ciałem.
- Wydaje mi się, że i tak się domyślają. Nie byliśmy cicho ostatniej nocy, no i obojga nas nie było na śniadaniu i obiedzie. – powiedział śmiejąc się perliście, za co dostał w bok z łokcia. – Auć, to bolało. Zaraz dostaniesz. – złapał mnie w pasie i biegł aby wrzucić w największą zaspę, niestety sam przy okazji stracił równowagę.
- I co, panie wielki? – powiedziałam leżąc pod nim. – Nie jestem taka lekka niż by się mogło wydawać? – poruszyłam brwią
- Po ostatniej nocy, na pewno jesteś lżejsza. Jeszcze kilka przed nami i będę cie podrzucał z łatwością.
- O ty…. – powiedziałam po czym cisnęłam mu w twarz trochę śniegu.
- Tak się bawisz. Nie zapominaj, że nadal cię trzymam. – odpowiedział i taką zmarzniętą twarzą przytulił się do mojej.
- Chodźcie już, duże dzieci!!! – dało się usłyszeć spod drzwi głos Ignaczaka. – Pokoje są przydzielane i jest problem.
No i w końcu się udało.... kolejny rozdział opublikowany.... Jak myślicie za jaki czas pojawi się 12?
Pozdrawiam was wszystkich cieplutko i miłej lektury... :D
Pozdrawiam was wszystkich cieplutko i miłej lektury... :D
obstawiam ze po sesji:)
OdpowiedzUsuń