środa, 29 stycznia 2014

11. Dobrze wiesz o co mi chodzi

Wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło. Obiad minął na żartach i różnych anegdotach z życia siatkarskiego. Część znałam bardzo dobrze z Internetu, ale i tak było miło. Wróciłam do swojego pokoju. Cały czas miałam uśmiech na twarzy. Można nawet powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Na pewno? To jest źródło mojego szczęścia?
Leżałam na łóżku i myślałam o tym. Miałam ochotę z kimś o tym porozmawiać. Zadzwoniłam do Eweliny. Nie wiem co chciałam jej powiedzieć. Chyba chciałam spytać czy jest szczęśliwa z Konradem, czy spełnia się w życiu. Nie odbierała. Rozczarowana ubrałam się ciepło i wyszłam na balkon. Dym papierosa tym razem nie pomógł. Cały czas myślałam. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Bardzo chciałam zignorować przybysza. Niestety nie udało mi się. Zbyt natarczywy.
- Tak? – zapytałam otwierając drzwi.
- Czy zamawiała pani białe wino z dostawą do pokoju? – powiedział gość, którego bardzo dobrze znam.
- Kamil, jak ja ciebie dawno nie widziałam. – rzuciłam się w ramiona kolegi, który jest dobrym znajomym mojego brata co za tym idzie i moim. – Wejdź, moje ulubione – powiedziałam, gdy podał mi wino do ręki.
- Karina powiedz mi, co ty zrobiłaś ze swoimi blond włosami?
- Nie widać?- zironizowałam. – Kurczę, nie wiesz czy w wyposażeniu pokoju jest korkociąg?
- W barku powinno być wszystko, kieliszki i korkociąg. Daj, otworzę.
- A powiedz mi, co tu robisz?
- Niedawno przyjechałem, kumple z drużyny zorganizowali taki wypad sylwestrowy.
- Kumple z drużyny? – zaczęło mi świtać – To ty jesteś tym brakującym ziomkiem Marcina, Łukasza i tych wszystkich wielkoludów? – zapytałam zszokowana. Jak ja mogłam zapomnieć, że Kamil też gra w siatkówkę.
- Nie obrażaj moich kolegów i mnie przy okazji, bo też do niskich nie należę, nie to co ty karzełku. – powiedział, podając mi kieliszek. Kamil jest młodszy ode mnie o 4 lata. Mieszkał w tej samej miejscowości, więc w dzieciństwie często spędzaliśmy razem czas.
- Oj tam, oj tam. Lepiej opowiedz, co u ciebie.
- Gram teraz w zespole rzeszowskim. Nie mam nikogo. Możliwe, że zostanę powołany w tym sezonie do kadry. Często widuję się z Ryśkiem. No i co jeszcze, z mojego życiorysu na dzień dzisiejszy to tyle. Więc opowiadaj co u ciebie?
- Sądzę, że Gabryś już ci część opowiedział. A oprócz tego to byłam dzisiaj na obiedzie z twoimi kolegami, najlepiej dogaduję się z Możdżonkiem. Obecnie mieszkam w Lubinie. Tyle.
- Właśnie miałem się pytać skąd ty tutaj. Teraz poskładałem wszystko w całość i jesteś tą nową naszego kapitana.
- Hola, hola – podniosłam ręce w górę – nie jestem „tą nową waszego kapitana” tylko znajomą. Nic nas nie łączy oprócz tego, że się świetnie dogadujemy.
- Czekałem kiedy wybuchniesz – zaczął się śmiać za co dostał w ramię. – Więc opowiedz mi jak się poznaliście, chociaż znając ciebie to coś odwaliłaś.
- Od razu odwaliłaś. Niechcący rozlałam na niego kawę w galerii. Tyle. Później wprosił się na imprezę urodzinową, uratował mnie od Arka, od zboczonego szefa, pomógł mi przywrócić dziecku uśmiech na twarz. No i mnie pocałował.
- Pocałował? – zapytał zaskoczony.
- A co w tym takiego dziwnego? To, że ciebie kiedyś zdzieliłam po twarzy nie znaczy, że nadal taka jestem. – jakieś pięć lat temu młody chciał spróbować swojego uroku osobistego. Nie udało mu się.
- Uwierz ten kolor włosów teraz do ciebie pasuje. A co ma oznaczać, że uratował cię od Arka i zboczonego szefa?
- Na urodzinach moich Arek przyszedł wstawiony i zaczął mnie szarpać. Marcin nagle wyrósł przy mnie i sprawił, że mój były dał spokój. Chociaż na jakiś czas. Bo przed wyjazdem jeszcze z nim rozmawiałam.
- A szef? – zapytał. Niepotrzebnie się wygadałam. Jak teraz mam z tego wybrnąć?
- Idę zapalić, dołączysz? – Wzięłam gruby sweter i paczkę. Chciałam uciec od tej rozmowy.
- Nie uciekniesz od tego. Jeżeli teraz nie chcesz to nie mów, ale jakby co to dwa pokoje dalej będę siedział i czekał. Swoją drogą to Marcin taki hero. Musiałaś czymś mu zaimponować. Na pewno nie papierosami. – podniósł w górę rękę z palącą się fajką.
- Czepia się czasami o to, jednak nic więcej. – powiedziałam zaciągając się. Nagle rozdzwonił się mój telefon.
- Co tam?
…..
- U siebie jestem.
…..
- No to chodź, drzwi są otwarte.
- Marcin dzwonił. Jeżeli nie chcesz… - Marcin już wszedł uprzednio rozglądając się po pokoju. Nie zdążyłam uprzedzić Kamila, który  palił zawsze tylko ze mną. Nikt więcej nie wiedział o jego malutkim nałogu.
- Dlaczego demoralizujesz nam młodego. - Powiedział stając w drzwiach balkonowych.
- Nie demoralizuję. – powiedziałam robiąc ładne oczy i głupkowato się uśmiechając.
- Tak, jeszcze powiedz, że sam chciał papierosa i sam przyniósł wino.
- No tak – odpowiedziałam uśmiechając się, bo wiedziałam, że jego sroga mina jest tylko na pozór. Kamil jednak nic nie mówił. Stał z boku, obserwował całą tę sytuację i spokojnie palił. Marcin w pewnym momencie się uśmiechnął pokazując białe zęby.
- Co tam młody, o której dojechałeś? – zwrócił się do Kamila.
- Zaraz po waszym obiedzie, bo widziałem się z Winiarem i Kurkiem. Musiałem odwiedzić Karinę i sprawdzić czy to na pewno ta moja Karina. – uśmiechnął się do mnie i objął ramieniem.
- Właśnie miałem się pytać skąd się znacie. – powiedział lekko speszony środkowy.
- Kamil to kolega mojego brata. Można powiedzieć, że to dla mnie drugi braciszek. – przytuliłam Kamila. – Wracajmy do środka bo jakoś tak zimno. Jakby zima miała być. -  zażartowałam na co chłopcy zaczęli śmiać się jak głupi.
                Wieczór upłynął na pogaduchach i upijaniu się winem. Kamil wyszedł, a Marcin jeszcze został. Jak zwykle pod wpływem alkoholu włączają mi się głupie pomysły.
- Marcin co byś powiedział na… - mówiłam jeżdżąc delikatnie palcem po jego przedramieniu - Nie to głupie.
- Jak już zaczęłaś to skończ – odpowiedział, po czym namiętnie wpił się w moje usta i przygniótł swoim ciałem.
- Nie muszę, dobrze wiesz o co mi chodzi.

                Rano obudził mnie dzwonek telefonu. Nie mojego. Szybko znalazłam urządzenie nie dające mi spać.
- Marcin telefon – mówię trącając go w ramię. Podczas jego rozmowy przypominałam sobie chwile z nocy. To była najpiękniejsza noc mojego życia. Uśmiechałam się na wspomnienia każdego dotyku, pocałunku, pieszczoty.
- Dzień dobry – powiedział środkowy po zakończonej rozmowie cmokając mnie w policzek.  – Jak się spało?
- Mogę powiedzieć ci szczerze? – przytaknął – Mi się spało super. Jestem wypoczęta. – mówię składając soczystego całusa.
- To chyba nie dobrze, skoro jesteś wypoczęta – powiedział, śmiejąc się. – Winiar dzwonił. Są już na obiedzie, a nas nadal nie ma.
- Jak to na obiedzie? – mówię zdziwiona, podnosząc się na łokciach.
- Już jest czternasta. Za godzinę ruszamy dalej. Nie dziw się tak, tylko pakuj.
- Mi się tutaj podoba.
- Tam będzie jeszcze piękniej. – pocałował i wyszedł.
Zamiast się pakować wyszłam na balkon zapalić. To była cudowna noc i nie mogłam tego zatrzymać dla siebie. Jedyną osobą, która mogłaby mnie wysłuchać to Marlena. Niestety teraz nie mam czasu na rozmowy przez skype. Dlatego zadzwoniłam do Eweliny.
- Cześć kochana jak się masz?
- Hej Karinka, u mnie wszystko w porządku. Dzieci zdrowe, Konrad znowu w delegacji, ale jest lepiej. A jak u ciebie?
- Wiesz mam taki mały dylemacik.
- Jaki znowu dylemacik. Karina co zrobiłaś. Ja znam te twoje dylematy – mówi śmiejąc się.
- Przespałam się z Możdżonkiem. – mówię spokojnie a po drugiej stronie telefonu słyszę jak Ewelina się krztusi.
- Czy ja się nie przesłyszałam?
- Nie to jest prawda, właśnie się obudziliśmy. Nie wiem za bardzo co robić, bo ja niby traktuję to jak zwykły seks nic więcej jesteśmy przyjaciółmi. A jak to się wszystko spieprzy?
- Karina, na razie czekaj na przebieg wydarzeń i oczywiście porozmawiaj z nim, ewentualnie wybadaj sytuację. A może przyda ci się ktoś taki odpowiedzialny jak on. Liczę, że to wszystko się ułoży jak najlepiej.
- Ewelcia, ty tutaj nie baw się we wróżkę. Dzięki za rady. Trzymaj się. Będę Cię informowała jakby co. Ucałuj dzieciaczki. – posłałam kilka buziaczków przez telefon i wzięłam się za pakowanie.
                Siedząc już w aucie Marcina, przyglądałam mu się uważnie i myślałam o tym, co powiedziała Ewelina. Środkowy wyłapał mój wzrok i uśmiechnął się.
- Co mi się tak przyglądasz?
- Próbuję coś wyczytać z twojej twarzy. Jesteś taką jedną wielką zagadką.
- Naprawdę? Jestem zagadką?
- No tak, bo o czym teraz myślisz? – mówię myśląc, że mi pomoże.
- Myślę o naszej ostatniej nocy.
- A o czym dokładnie? – pytam z nadzieją, że wypowie te słowa, o których ja sama myślę.
- Czy to co się wydarzyło wczoraj popsuje nasze relacje… - przyjął twarz myśliciela.
- W sensie naszej przyjaźni? – pytam na co dostaję potwierdzenie więc kontynuuję mój monolog. – Posłuchaj wydaje mi się, że jak od czasu do czasu sobie będziemy robili takie „prezenty” to nic złego się nie stanie. – po mojej wypowiedzi na jego twarzy zagościł banan. Dalsza podróż minęła nam już w przyjaznej atmosferze. Od czasu do czasu robiliśmy sobie przerwę na mojego papierosa. Już nie mogłam się doczekać sylwestra.

Jechaliśmy bardzo długo. W końcu moim oczom ukazał się malowniczy domek wśród drzew. Do najbliższego sklepu było godzinę drogi. Żałowałam, że nie zrobiłam zakupów na ostatnim postoju na stacji benzynowej.
- Co jest Karina? – zapytał z przejęciem Marcin.
- Nic takiego, oprócz tego, że sklep jest daleko. – zrobiłam naburmuszoną minę.
- Ej, nie masz co się wkurzać. – uśmiechnął się szczerze po czym sięgnął do kieszeni torby – nie pochwalam twojego palenia, ale kupiłem Ci zapas. Przed sylwestrem i tak będziemy jeszcze jechać to wtedy sobie jeszcze dokupisz – powiedział i rzucił mi paczkę. Chciałam mu podziękować i pocałować w policzek, niestety nie skoordynowaliśmy ruchów i w efekcie pocałowałam go w usta. Marcin chciał więcej, ale ja na to nie pozwoliłam.
- Marcin, musimy przy nich? – wskazałam na samochody innych siatkarzy.
- Przeszkadza ci?
- Trochę tak. Nie chcę, żeby oni wiedzieli, że my ten tego… - powiedziałam charakterystycznie wykonując ruch ciałem.
- Wydaje mi się, że i tak się domyślają. Nie byliśmy cicho ostatniej nocy, no i obojga nas nie było na śniadaniu i obiedzie. – powiedział śmiejąc się perliście, za co dostał w bok z łokcia. – Auć, to bolało. Zaraz dostaniesz. – złapał mnie w pasie i biegł aby wrzucić w największą zaspę, niestety sam przy okazji stracił równowagę.
 - I co, panie wielki? – powiedziałam leżąc pod nim. – Nie jestem taka lekka niż by się mogło wydawać? – poruszyłam brwią
- Po ostatniej nocy, na pewno jesteś lżejsza. Jeszcze kilka przed nami i będę cie podrzucał z łatwością.
- O ty…. – powiedziałam po czym cisnęłam mu w twarz trochę śniegu.
- Tak się bawisz. Nie zapominaj, że nadal cię trzymam. – odpowiedział i taką zmarzniętą twarzą przytulił się do mojej.
 - Chodźcie już, duże dzieci!!! – dało się usłyszeć spod drzwi głos Ignaczaka. – Pokoje są przydzielane i jest problem.






No i w końcu się udało.... kolejny rozdział opublikowany.... Jak myślicie za jaki czas pojawi się 12?
Pozdrawiam was wszystkich cieplutko i miłej lektury... :D

1 komentarz: